Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

chwała Najwzyższemu Ojcu...

2011-05-21

Mili Moi...

Właśnie dotarłem z Częstochowy do Olsztyna, gdzie jutro mam niedzielę powołaniową, czyli najprościej mówiąc kazania przez dzień cały. W Częstochowie zaś odbywało się dziś czuwanie wspólnot Odnowy w Duchu Świętym, w którym brałem udział i o którym chcę wam choć kilka słów na gorąco napisać... Gościem tegorocznym był kaznodzieja Domu Papieskiego o. Raniero Cantalamessa, którego słowo i forma przekazu zdecydowanie do mnie trafia...

Ale nie dane mi było go słuchać:(, choć wierzę, że Pan w inny sposób dał mi odczuć swoją łaskę... Ale od początku. W piątek zakończyliśmy naszą dwuletnią szkołę formatorów. Rozdali nam dyplomy i z radością rozjechaliśmy się do domów. Ja wprost ze szkoły pojechałem do Łagiewnik, gdzie dotarła również elbląską wspólnota Syjon. Tam odprawiłem dla nich mszę świętą, pomodliliśmy się Koronką w Godzinie Miłosierdzia i udaliśmy się do Częstochowy. W piątek bowiem rozpoczęło się wspominane przeze mnie czuwanie Odnowy. Rok rocznie rozpoczyna się ono dniem animatora. Czyli odpowiedzialni we wspólnotach mają swoje spotkanie, na którym dokonuje się formacja formatorów.

Sobota to już czuwanie na wałach i oczywiście wiele miłych spotkań, bo z niektórymi mogę spotkać się tylko raz w roku, właśnie w tym czasie i miejscu. Moim "odwiecznym" pragnieniem było posługiwać podczas tego spotkania sakramentem pojednania i każdego roku to marzenie po prostu realizuję. Dziś stanąłem "pod murem" o 9.00 rano i przez cztery godziny słuchałem w imię Jezusa i przebaczałem w Jego imię... Słońce, którego żar odczuwaliśmy dziś wszyscy dało mi się bardzo we znaki, głowa po czterech godzinach mi pękała, ale byłem naprawdę szczęśliwy, bo poczułem znów jak bardzo jestem ważny jako kapłan (nie ja sam z siebie, ale mocą Chrystusa).

Miałem dziś dwa bardzo wzruszające momenty, którymi chcę się z wami podzielić. Jeden miał miejsce podczas spowiadania, kiedy podszedł do mnie młody mąż i ojciec, który... rozpłakał się na moim ramieniu, opowiadając mi o swojej bezradności związanej z pragnieniem zapewnienia materialnego bytu swojej rodzinie, któremu nie bardzo mógł sprostać. Przyznam szczerze, że i mnie się łzy cisnęły do oczu. Płaczący mężczyzna naprawdę robi wrażenie. To był pierwszy moment, pierwsze przytulenie. Tak, bo przygarnąłem go do serca pozwalając mu wylać jego żal i bezsilność. Czułem wielkie wzruszenie, ale też niezwykłe współodczuwanie z tym człowiekiem. Pojąłem dwie rzeczy. Jak trudno być dziś ojcem w rodzinie. Jak wielka to odpowiedzialności i jak trudno jej sprostać. Ta niemoc tego człowieka, po którym nie spodziewałbym się łez, głęboko mnie uderzyła, odbiła się wielkim echem w moim sercu. Poczułem się jego bratem, ale w jakiejś mierze również jego ojcem. To było drugie odkrycie - jak ważna jest ojcowska postawa dziś wobec wielu, wobec wszystkich. Nie bez przyczyny do zakonników zwykło się zwracać tytułem "ojciec". To głęboka prawda mówiąca też wiele o ludzkich potrzebach. Moje duchowe ojcostwo ma wielkie znaczenie...

Ale jeszcze głębiej się o tym przekonałem w drugiej, równie wzruszającej dla mnie sytuacji. Otóż w przerwie obiadowej, kiedy wracałem już na plac, podszedł do mnie dorosły mężczyzna, z zaszklonymi od łez oczami i zapytał, czy może mnie o coś prosić... W ten sposób zwykły rozpoczynać się najdziwniejsze rozmowy, czy prośby, więc bez nadzwyczajnego entuzjazmu odpowiedziałem, że tak... Na to on powiedział - ojcze, czy może mnie ojciec przytulić, tak po prostu, jak ojciec przytula syna.... Najpierw mnie trochę zamurowało, ale właściwie natychmiast otworzyłem ramiona, w których on zniknął na chwilę. Potem powiedział proste "dziękuję" i ocierając łzę z twarzy poszedł w swoją stronę... Ja natomiast w swoją... Dopiero po jakimś czasie zrozumiałem wagę tego wydarzenia... dla mnie... Otóż ten człowiek zwrócił się do mnie, czyli do kapłana, który NIGDY, ABSOLUTNIE NIGDY nie został przytulony przez swojego ojca. Zdałem sobie sprawę, że ja nie wiem, jak to jest, jak przytula ojciec... Ale to, co zrobiłem dziś, to było wcielenie w życie mojego najpiękniejszego marzenia o ojcowskim geście przytulenia. Całe życie marzyłem, żeby doznać takiego uścisku, całe życie właśnie tak go sobie wyobrażałem, a dziś mogłem nim posłużyć wobez zupełnie nieznanego mi człowieka, który po prostu zdobył się na odwagę, żeby poprosić... Do tej chwili czuję głębokie wzruszenie, kiedy o tym myślę... Były to dla mnie dwie ogromnie ważne i niezwykle mi potrzebne lekcje ojcostwa, którymi dziś Pan nagrodził mnie podczas czuwania... Cieszy mnie to, bo od rana prosiłem Go, aby o mnie nie zapomniał, bo wiedziałem, że nic nie usłyszę, w żadnej z modlitw nie będę brał udziału, ale służąc w imię Jezusa otrzymałem piękne dary, które dotykają mnie w najgłębszych zakamarkach mojego serca... Dziś też pomyślałem - jakie to ważne, żeby możliwie wszędzie być w habicie... Iluż takich, spragnionych Bożej miłości, młodych i straszych mężczyzn mija mnie każdego dnia... Chcę być gotów służyć im w taki sposób, w jaki będą tego potrzebowali... Gestem, słowem, przebaczeniem, błogosławieństwem... Być ojcem... Sztuka... Piękno i trud... Łaska...