Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30
 
Grudzień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31

lina holownicza...

2011-04-27

Mili Moi...

Staropolskie powiedzenie twierdzi - święta, święta i po świętach.... Wypowiada się je zwykle z  wyrazem ulgi na twarzy, no i trudno się dziwić, jeśli są to "święta po polsku" czyli opierają się na jedzeniu, które wcześniej wiele dni się przygotowywało. 380 złotych... Tyle podobno przeciętna rodzina wydała na święta... Ale kto dziś chce być "przeciętny"?:)

Ja muszę przyznać się do czegoś na łamach tego bloga... Święta spędziłem w... łóżku... To było moje marzenie od jakiegoś czasu. Całe wielkopostne zmęczenie spowodowane pięcioma seriami rekolekcji skumulowało się we mnie i już od Wielkiego Czwartku obiecywałem sobie, że Niedziela Wielkanocna będzie dniem odpoczynku. I tak rzeczywiście było. Żadnych obiadów, śniadań, ludzi... nikogo... tylko ja, książeczka, spanie, jakiś film.... jogurt. Boże! Jakie piękne święta... Było mi to bardzo potrzebne... Dziś już czuję się wypoczęty...

A ten tydzień, to tydzień gości. Od wczoraj jest u mnie siostra Samuela z Warszawy i Dorota z Gdyni. A dziś wieczorem zaczną się zjeżdżać moi bracia, z którymi rozpoczynamy nasze doroczne spotkanie rocznikowe. To będzie dobry czas wspólnego bycia i dzielenia się naszym życiem. To inicjatywa oddolna, którą kończymy wspólnym wyjazdem na kurs młodych kapłanów, któremu jeszcze podlegamy, a który odbywa się w Łodzi. Jest obowiązkowy, ale nie jest wydarzeniem uciążliwym, bo umożliwia nam spotkanie tych wszystkich, którzy pracują w przeróżnych miejscach Polski, a z którymi wspólnie studiowaliśmy. Więc zasadniczo jest to radosne wydarzenie.

Przyznam szczerze, że Słowo tych Świętych Dni jest fascynujące, przynajmniej dla mnie. Na kazanie w Niedzielę Wielkanocną przyniosłem linę holowniczą... Chciałem pokazać, jak bardzo Panu Bogu zależy, żeby nas "zahaczyć" swoim Słowem. Nawet myślałem, żeby nią trochę porzucać w tłum, ale stwierdziłem, że przy mojej sprawności wzrokowej, trzebaby wzywać zaraz po tym pogotowie, a poza tym, byłoby to złe świadectwo, bo Pan rzuca bardzo precyzyjnie:) Każdy z nas ma w sobie taki hak, za który możemy zostać zaczepieni... Oczywiście jeśli na to pozwolimy, jesli go skrzętnie nie ukrywamy, tudzież nie wypinamy natychmiast tej zarzuconej przez Pana liny... Pozwolić się zafascynować prawdą zmartwychwstania. Tak sobie pomyślałem - kolejne święta... na ile one nas wszystkich zbliżą do zrozumienia tego wielkiego znaku... co z nich zrozumiemy... na ile wejdziemy w tę prawdę? Czy to nasze świętowanie najświętszych wydarzeń ma w sobie coś sakralnego poza wizytą w kościele. Idąc na mszę, wziąłem ze sobą kilka zaledwie ksiąg poświęconych tej tajemnicy... Tylko z jednej półki... Może warto zrozumieć coś więcej, pojąć, pozwolić się pochłonąć tej atmosferze święta, które przecież trwa (Oktawa jest tego wyrazem).

O jakiej atmosferze mówię? Ano o tej, która przedziera się przez przygnębienie i smutek... Dzisiejsze Słowo ukazuje jak był on wielki, jakie niezwykłe rozczarowanie uczniom towarzyszyło... A myśmy się spodziewali - mówią zmierzający, czy raczej uciekający do Emaus... Miał być zwycięzcą, triumfatorem, a zawiódł nas, kolejna szansa przeszła obok... Miał nas wybawić, a umarł... A ów wędrowiec nie czyni nic innego, tylko wyjaśnia im Pisma... To jest przewaga uczniów nad nami... To byli ludzie Pism... Oni tkwili w tej biblijnej mentalności, a dzięki temu potrafili wiązać fakty, dali sobie wytłumaczyć... Dziś Pan Bóg ma z nami trochę kłopotów... Nasz mentalność jest telewizyjno - internetowa... Jeśli o czymś nie napisali na Facebooku, czy nie powiedzieli w Wiadomościach, to albo tego nie ma, albo nie jest to warte naszej uwagi... A o zmartwychwstaniu rzadko tam mówią...

Czy serca nie pałały w nas, kiedy nam Pisma wyjaśniał... Jego obecnośc to sprawiła... Moc Jego Słowa, przepowiadania, życia...

Doświadczają tego uczniowie bardzo szybko... Człowiek leżący u bram świątyni, człowiek, któremu kalectwo odebrało godność, którego perspektywa jest horyzontalna. Boi się nawet spojrzeć na ludzi. Patrzy tylko w swoją miskę, licząc na jakąś jałmużnę. Jaki pożytek może być z takiego życia? Co za wydajność? Może tylko żebrać, żeby w jakikolwiek sposób zarobić na swoje utrzymanie... Zupełnie bezradny i zależny od innych... Jak to dobrze, że nie żył w Holandii w XXI wieku, bo sens jego istnienia byłby mocno dyskusyjny i z pewnością dyskutowany... Co więcej, stan jego ducha jest również nie do pozazdroszczenia... Całe życie leży u bram świątyni. Nie może wejśc do środka, bo jako kaleka jest nieczysty i grozi mu śmierć... Jaki jest przekaz wobec tego człowieka? - Nie jesteś dość dobry, żeby spotkać się ze swoim Bogiem. Bóg o takich jak ty nie pamięta, nie może cię kochać... I on zdaje się w to wierzyć... Pierwsze, co czyni Piotr i Jan, to przywracają mu godność - spójrz na nas, nie bój się patrzeć na człowieka... nie mamy srebra, ani złota, ale mamy OBECNOŚĆ i w tę obecność chcemy cię włączyć... W imię Jezusa Nazarejczyka wstań i chodź... I wstaje... I chodzi... Bo Jezus żyje!!! I jest OBECNY... I tej obecności w Oktawie Święta wam życzę... Bo ona jest dla nas... wierzących, szukających i tęskniących... Gotowych pozwolić Bogu na rzut i trafienie... Lina holownicza gotowa... A ty???