Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

palec Boży...

2011-03-31

Mili Moi...

Wiosna idzie wielkimi krokami, a z nią nowe tchnienie Ducha... Przyznam szczerze, że doświadczyłem wczoraj takiego niezwykłego dotknięcia Ducha związanego ze ślubem posłuszeństwa. Otóż prowincjał, który wizytował naszą wspólnotę, przeprowadzał rozmowę z każdym z nas, ze mną również. Trochę rozmawialiśmy o przyszłości i kiedy już miałem zamiar wyrazić pewną moją prośbę... prowincjał polecił mi własnie to, o co go za chwilę poprosić miałem... Pomijam mały cud identycznego rozeznania, dokładnie takiego samego w najdrobniejszych szczegółach, ale posłuszeństwo przekonuje mnie po raz wtóry, że jeśli w czymś jest wola Boża, to bez nadzwyczajnego zabiegania, wymuszania, szantażowania czy jakichkolwiek innych form nacisku, ten plan się zrealizuje... Oczywiście nie mogę napisać o czym mowa, przepraszam was, ale przede mną jeszcze rok wytężonej pracy, a za rok może zmienić się wszystko - od prowincjała począwszy, a na moim zgonie skończywszy. Dlatego nie uprzedzam faktów, nie ma takiej potrzeby...

Dziś natomiast, wieczorem, mieliśmy niezwykłe spotkanie adoracyjne ze wspólnotą Syjon. Adorowaliśmy krzyż, ale w sposób dośc niezwykły. Każdy bowiem miał przynieść krzyż z własnego domu, swój własny krzyż. Adorowaliśmy Jezusa, który w naszych codziennych krzyżach przecież nam towarzyszy. Starałem się prowadzić ludzi w kierunku odkrycia krzyża chwalebnego, Jezusowego zwycięstwa mimo wszystko, pozornej porażki, która przeradza się w życiodajną ofiarę. Chciałem ich też ukierunkować na pojednanie z własnym krzyżem, krzyżem swojego życia, może nieudanego, może pełnego trosk i cierpienia. Dlatego pod koniec każdy podchodził do mnie, a ja go błogosławiłem jego własnym krzyżem, który potem podawałem do ucałowania. Było to poruszające dla mnie samego, ale sądzę, że dla ludzi również...

Ten Boży palec mnie dziś porusza... Jeśli ja mocą Belzebuba wyrzucam złego, to czyją mocą czynią to wasi synowie, a jeśli ja palcem Bożym go wyrzucam, to istotnie przybliżyło się do was Królestwo. Ileż to razy przypisywano dobremu Jezusowi konszachty ze światem demona... Jakie to jest proste. Strzelając z takiej armaty można mieć niemal pewność, że się kogoś dotkliwie zrani. Ale mądrość Jezusa kieruje wzrok na tych, którzy idą za Nim, na tych którzy czynią te same znaki, na tych, którzy są z nich... Swoich synów i córki już nie tak łatwo oskarżyć o udział w mocach demona... Kto mieczem wojuje, od miecza ginie... Dziś chyba jest odwrotnie. Jest wielu takich, którzy w Jezusie owszem, są w stanie dostrzec cudotwórcę i dobrego człowieka (Boga już niekoniecznie), ale wobec Kościoła są zawsze na nie. Całe zło świata to Kościół i Jego ludzie (czyli bracia, synowie i córki tych, którzy obrzucają Kościół błotem). Tak łatwo dziś szafować oskarżeniami, zwłaszcza jeśli można je rzucać anonimowo, na forach, na portalach, w komentarzach... To nic nie kosztuje... Ale ta armata zabija, niszczy... i sądzę, że również ona obróci się kiedyś przeciwko tym, którzy próbują z niej strzelać... Bóg nie pozwala z siebie szydzić, a Kościół, który jest Jego Umiłowaną, Oblubienicą, Małżonką doświadcza nieustannie tego PALCA BOŻEGO, którym Bóg nie grozi nikomu, ale wspiera nas w nieustannym nawracaniu siebie samych i w walce z demonem... Oby ten palec Jezusa przekonywał również do zaufania Kościołowi tych, którzy dziś są Jego wrogami...