Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

pomarzyć dobra rzecz...

2011-03-23

Mili Moi...

Trwają rekolekcje w Zduńskiej Woli... To jest bardzo piękny czas dla mnie samego, choć kosztuje mnie bardzo wiele wysiłku. Nadal nie jestem do końca zdrowy, ale przestałem już robić z tego problem wobec samego siebie. Trudno zapomnieć o tym wychodząc na ambonę i chrypiąc, ale przy szóstej katechezie nie ma to już większego znaczenia. No i słuchacze też jakoś muszą to znieść. Mam nadzieję, że znoszą:)

Wczoraj zakończyliśmy rekolekcje dla dorosłych i młodzieży. Tradycyjnie już starałem się podsumować modlitwą o uzdrowienie, modlitewną refleksją życia. I jak zawsze niesamowicie przeżyciowe było to nabożeństwo. Myliłby się jednak ktoś, kto podejrzeałaby, że opierało się, czy też wypełniało w emocjach. Nie, tych powiedziałbym, że było nawet mniej, niż zwykle, ale w powietrzu unosiło się coś niezwykłego. Trudno to wytłumaczyć, ale jest to klimat tak wielkiego skupienia i zapatrzenia w Jezusa. Dla wielu osób to miało naprawdę ogromne znaczenie. Po mszy podchodzili ludzie i mówili - ojcze, nigdy dotąd w czymś takim nie uczestniczyłem... I z jednej strony człowiek ma tak wielką satysfakcję, że styka ludzi z Żywym Jezusem, którego oni zaczynają widzieć, w którego zaczynają wierzyć głęboko... Z drugiej zaś, jak wielka szkoda, że ten, czy wielu innych ludzi, nigdy dotąd w czymś podobnym nie uczestniczyło... Kto temu winien? Dlaczego my duszpasterze bywamy tak pochłonięci wszystkim, a tak mało samym Jezusem i Jego obecnością w sercach ludzkich... Nie chcę bynajmniej kogokolwiek rozliczać, ani grzmieć na innych, sam nade wszystko robię sobie rachunek sumienia, ale ból odczuwam wielki, kiedy zapłakana starsza kobieta dziękuje mi za to, że wreszcie ktoś jej głosił Jezusa, kiedy sędziwa siostra zakonna po mszy z modlitwą o uzdrowienie podchodzi i mówi - ojcze, ja w życiu nic takiego nie przeżyłam, a już tak długo żyję... Wczoraj mówiłem znów, że nie ma dla mnie większej radości, niż głosić mojego Jezusa... A ksiądz proboszcz poprosił o wygłoszenie misji w tej parafii, więc może sam coś w tym głoszeniu wartościowego zobaczył... Dużo radości, choć zmęczenie ogromne...

Dziś już tylko nauki dla dzieci, ale jest ich tu około 700 podzielonych na trzy grupy... Więc trzy razy się przebierałem, a zamiast chusteczkami, po prostu w kaplicy wycierałem się ręcznikiem... To skuteczniejsze:) Dzieciaki rewelacyjne, reagują żywiołowo i chętnie się we wszystko włączają... generalnie zawsze ten problem się pojawia...

A jutro w drogę... Do Niepokalanowa, dograć jeszcze kawałek audycji, potem do Łodzi, wygłosić dzień skupienia dla młodzieży, żeby w niedzielę zlądować w domku:) A potem odpocznę... (co ja gadam, ale niech tam, pomarzyć dobra rzecz:)