Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

posiadłości...

2011-02-28

 

Mili Moi...

Dziś od rana chodzi za mną pytanie - gdzie jest moje serce? Przy czym najczęściej je znajduję? Oczywiście jest to sprowokowane dzisiejszym Słowem o bogatym młodzieńcu i o bogaczach, którym trudno wejść do Królestwa. Tyle razy słyszane Słowa, tyle razy... Oliwy do ognia dolał o.Przemysław podczas kazania - pytał - gdzie są twoje posiadłości? Bogaty młodzieniec miał ich wiele i doznał smutku, kiedy dowiedział się, że ma je porzucić... Gdzie są posiadłości mojego serca?

Od wczoraj już towarzyszy mi temat wolności i niewoli. Serce uwikłane nie jest wolne. Serce, które nie poddaje się Jedynemu Panu, natychmiast się wikła, natychmiast staje się niewolnikiem. A wszystko ukryte w wyborach, w wyborach tegoż serca...

Zdałem sobie, sprawę, że "najmniejszym" problemem na dziś jest materia. W niej moje serce się nie pławi. Nie mam wielkich pokus posiadania, nie dąże do tego, żeby mieć. Ale są posiadłości, z których trudno mi zrezygnować... Oj są... Jedną z nich jest moje dobre imię - nie chcę pozwolić nikomu na jego odebranie, a sam z pewnością też się nie wyrywam, żeby o tym zapomnieć. Kurczowo się go trzymam i wiem, że byłoby mi trudno złożyć je w ofierze. Dalej z pewnością posiadłością mojego serca jest przekonanie o wartości tego, co robię, także świadomość owoców. Bez nich byłoby trudno. Zrezygnować z nich, jeszcze trudniej. Powie ktoś - no, ale w czym rzecz, przecież to naturalne, że człowiek tego potrzebuje, nie ma się czemu dziwić, nie wolno przesadzać... Co jest naturalne, a co nie? Ja tam jakoś bardziej ufam Ewangelii, w której czytam, że jak ptaki powietrzne nie mam się troszczyć nadmiernie, co oznacza również, że nie muszę zaspokajać każdej mojej potrzeby, choćby nie wiem jak naturalna się wydawała. Czytam, że niczym lilia polna mam się zadowalać tym, co Bóg mi dał, co również wiąże się z tym, żeby nie biec za każdym pragnieniem choćby najbardziej społecznie akceptowalnym... Poskramiać i samoograniczać nawet to, co wydaje się być na wskroś naturalne... Z wszystkiego można uczynić przestrzeń ofiary, wszystko może stać się darem, do wszystkiego we mnie Bóg ma prawo i wszystkiego może zażądać, choćby była to rzecz zupełnie sprzeczna z ludzką logiką, z przekonaniami mędrców o ludzkich potrzebach, czy o przysługującej mi przecież prostej, naturalnej gratyfikacji... Wszystko to marność powie Kohelet i pogoń za wiatrem...

W te dni czytamy w Liturgii Godzin opowieść o życiu Hioba... On jest najlepszym dowodem względności wszelkich ludzkich posiadłości, wszelkich przywiązań serca, wszelkich bogactw materialnych, bogactw w relacjach, bogactw w samopoczuciach. Wszystko jest na chwilę, a to, co trwa i czego nie można zniszczyć i czego nie można ukraść i zabić i unicestwić, to miłość do Jedynego Pana. Ją można tylko ofiarować. A wraz z nią wszystko inne. Wszystko uczynić ofiarą, dać Bogu swobodę decydowania, złożyć w Jego ręce swoje życie z zaufaniem, że moje sprawy są dla Niego drogie, a Jego Opatrzność nigdy się nie myli w swoich zrządzeniach. Ufać Jemu... O to rozbija się cała sprawa... Gdzie zatem jest moje serce? Przy czym dziś je znajdę? Bo w sobotę z całą pewnością nie było ono przy Jedynym Panu... W sobotę było przy moich zagrożonych posiadłościach i choćby nie wiem kto i jakie prawo mi do tego przyznawał, nie powinno go tam być... Powinno wówczas szczególnie być przy Jedynej Wartości mojego życia, której nie może mnie przecież pozbawić nikt... Pamiętam słowa naszego ojca duchownego z seminarium, który powtarzał często - różne rzeczy mogą ze mną zrobić - skrzywdzić, zabić, unicestwić, ale nigdy nie pozbawią mnie kapłaństwa... Nigdy nikt nie pozbawi mnie tej łączności z moją Jedyną Wartością i chcę, aby to przy Nim było moje serce i aby Jemu ufało... Dlatego dziś z pokorą wyznaję moją niedoskonałość i proszę głośno Pana o przebaczenie za to, że moje serce okazało się zachłanne na ludzkie słowo pokrzepienia, zamiast na Jego Słowo pociechy... Tajemnica...

Dziś gości we mnie pragnienie wolności i Pan pokazuje z jednej strony cios złego człowieka, a z drugiej bardzo umacniające świadectwa o życiu zrodzonym z mojej posługi, życiu, którego nie ja jestem autorem, ale Bóg sam, życiu, które się rodzi z głoszenia i kapłaństwa, życiu wiecznym, w którego doświadczaniu przez innych mogę uczestniczyć... Jemu chwała i cześć. Jeden jest Pan, któremu warto służyć...

A na zupełny koniec jeszcze pewna pieśń, która za mną ostatnio chodzi, choć jej tekst jest raczej dla ludzi o silnych nerwach:)

http://www.iwrit.pl/um.php?um=unetane_tokef