Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

chyba mi smutno...

2011-02-26

Mili Moi...

Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie... Uśmiechnąłem się dziś, kiedy przeczytałem te słowa z dzisiejszej Ewangelii i nie był to błogi uśmiech... Raczej uśmiech zawodu i rozczarowania, niedowierzania i bezradności... Smutny uśmiech. Trochę kiepsko zacząłem dzień. Dowiedziałem się, że ktoś, kto powinien być bardzo blisko Jezusa okazał się bardzo "nie-dziecięcy". Nie mogę i nie chcę pisać tu o szczegółach, zresztą zawsze sobie obiecywałem, że jeśli nie będę mógł o kimś napisać pozytywnie, to nie napiszę wcale. Ale mam też pisać o sobie, więc muszę wspomnieć o tym, że dziś znów bardzo rozczarowałem się człowiekiem. Złość, która czasem tkwi w ludziach, gotowość przypisywania innym swoich wydumanych teorii jest czasem zatrważająca. Serce ludzkie nie znosi pustki. Jeśli nie ma tam miłości, to coś musi je wypełnić. Jeśli nie ma prostoty i serdeczności, to natychmiast pojawia się zgorzkniała zazdrość... Dostałem dziś taki cios poniżej pasa, zostałem potraktowany jak małe dziecko, które nie wie, co czyni i którym inni chcą sterować...

I nawet nie to jest najgorsze. To, co mnie zasmuca, to fakt, że nie umiem tego przyjąć jak dziecko. Nie potrafię przebaczyć natychmiast i nie widzieć zła świata. Nie potrafię zaufać dziś, że silne ramiona Jezusa są w stanie uchronić mnie przed upadkiem, upadkiem w niechęć, złośliwość, chęć odwetu. Postawa nie-dziecięca u innych dziś poczyniła zamach na postawę dziecka we mnie. I choć od rana się modlę, aby Pan mnie uspokoił, to wraca jak bumerang pytanie dlaczego? Jest to pytanie, na które nie ma dobrych odpowiedzi. Jest to pytanie, które próbuje mnie zatrzymać na moim bólu i zranionej dumie, a ja nie chcę tu tkwić. Chcę i muszę iść dalej. Zebrać siły i zaangażować je w modlitwie, nie szukać zemsty, nie odbijać sobie na innych, ale zamknąć swój ból w sercu i pokazać go Jezusowi. Trudne to. Ale żeby móc innym o tym mówić, żeby innych do tego zachęcać, nie mogę postępować inaczej... Chcę pozostać dzieckiem, chcę pozostać sobą, nie chcę odrzucać człowieka, mimo że on krzywdzi i niszczy wielu wokół siebie. Pomóc niestety też w żaden sposób nie mogę. Modlitwa...

Stary człowiek... A starcy podobno bardzo przypominają dzieci... Modlę się dziś za starego człowieka, który zgubił postawę dziecka i nie znosi dzieci w swoim otoczeniu, człowieka, który wierząc w Boga, nie wierzy w człowieka. Ale dość już o tym...

Poprowadziłem dziś dzień skupienia dla sióstr Franciszkanek w Elblągu. Dobre siostry, życzliwe... Kiedy stałem wobec nich i mówiłem im o miłości człowieka do czlowieka we wspólnocie (sic!), w moim sercu nie było ciszy i pokoju. Patrzyłem jednak na sędziwe siostry, w podeszłym wieku, bo takie właśnie stanowią większość w tej wspólnocie, patrzyłem na ich poorane bruzdami twarze i starałem się myśleć o wszystkich dobrych, życzliwych i sędziwych zarazem ludziach, których spotykam. Myślałem o śp. o. Efremie, który przedwczoraj wrócił do domu Ojca, myślałem o kochanym o. Ferdynandzie z mojego klasztoru, który jest źródłem wielkiej radości w mojej zagonionej codzienności, myślałem o tych wszystich śedziwych dzieciach Boga, których ręce chcę ucałować z szacunkiem i podziękować im za ich mądrość i serdeczny pokój. Dziś miejscowa siostra przełożona, która jest najmłodsza z całej wspólnoty, powiedziała, że wierzy, że została tu postawiona, aby się uczyć, właśnie od tych starszych sióstr... Patrzyłem na nie próbując ożywić w moim sercu nadzieję na to, że "ludzi dobrej woli jest więcej", że dzieci Bożych jest więcej, że nie trzeba, nie można wątpić, ale ufnie iść do przodu... Wyszedłem stamtąd pocieszony...

Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie... Spraw Panie, aby ci, którzy nie są dziećmi, zdążyli się nimi stać, zanim wieko trumny się nad nimi zamknie... Spraw, aby i nade mną się nie zamknęło, zanim nie stanę się prawdziwie dzieckiem w sercu. Nie pozwól mi wrócić do Naszego Domu, do Twojego Domu bez ufności i radości dziecka. Chcę iść krótką i bezpieczną drogą, a wiem, że droga nie-dzieci do Ciebie będzie bardzo długa i wyboista... Nie pozwól mi nią iść...