Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

pragnę umrzeć, aby żyć...

2011-02-22

Mili Moi...

Jestem mocno zapóźniony, ale dopiero dziś byłem na filmie "Ludzie Boga" i nie sposób się do niego nie odwołać. Oczywiście nei zamierzam go opowiadać, kto nie widział, niech zobaczy i to jak najprędzej. Ja mam głęboką pewność, że ten film jeszcze długo będzie pracował w moim sercu. Powiedzieć o nim "rekolekcje", to mało...

Trzy są chwile, do których chcę się odnieść...

Po pierwsze, wśród mnichów jest brat Michał, który wypowiada znamienne słowa, kiedy pada pytanie przełożonego, czy chcą zostać, czy wyjechać. Mówi on - nie mam na tym świecie, nigdzie, nikogo... chcę zostać. Zdałem sobie bardzo mocno sprawę jak bardzo moje życie i posługa są określane przez tych, wśród których żyję. Jestem z nimi i rzeczywiście nie ma nigdzie nikogo, dla kogo byłbym tak ważny jak dla nich. Moje życie na tę chwilę jest dla nich i nie dla innych, a wyjście z mojego "kraju i domu rodzinnego", które się dokonało już dawno jest pieczęcią tej obecności tu i teraz. Pisałem, że zabieram się za poszukiwania związane z ascezą i jednym z jej wymiarów jest przyjęcie i zaakceptowanie mojego "tu i teraz". Pan Bóg, który stawia mnie w tym miejscu i wobec tych ludzi wie co robi i Jemu winien jestem zaufanie. Próżno myśleć o innych miejscach i innych czasach. Jak mówi Ewangelia - dosyć ma dzień swojej biedy...

W tym kontekście głeboko zapadają we mnie słowa przełożonego wspólnoty, wypowiedziane w tym samym kontekście - kwiaty polne nie zmieniają miejsca w poszukiwaniu słońca... Bóg się o nie troszczy tam, gdzie są. Wielki pokój i głębia pokory przebijają z tych słów. Chciałbym umieć tak przyjmować codzienność. Wyzbyć się tęsknot i niepokojów z pełnym zaufaniem, że jestem w rękach Boga i moje życie ma najgłębszy sens właśnie wówczas, kiedy z tych rąk się nie wyrywam i nie zmierzam za swoimi pragnieniami. Rezygnować, aby zyskać. I nie skupiać się na tym, z czego rezygnuję, ale na tym, co jest celem. Jest to jedna z najgłębszych tęsknot mojego serca - uspokoić je, uciszyć, zamknąć w sercu Boga. Trudne to, choćby z powodu mojego wciąż stosunkowo młodego wieku, który prowokuje do aktywnego myślenia o przyszłości...

I wreszcie słowa jednej z kobiet - wy jesteście jak gałąź, a my jak ptaki... jeśli odejdziecie, stracimy punkt oparcia... Zdawać sobie sprawę, że są tacy, którzy na mnie liczą w moim "tu i teraz". Pojmować moją misję jako dar Boga dla nich i pozwolić ją Jemu samemu zakończyć, w Jemu znany sposób i w Jemu znanym czasie. Być i wierzyć, że to bycie ma sens samo w sobie...

Dzięki temu filmowi pojąłem, że męczennikiem nie zostaje się przez przypadek, a żeby się nim stać, trzeba najpierw głęboko doświadczyć swojego człowieczeństwa - agonii lęku i trwogi wobec słów - nie znacie dnia, ani godziny... Przeżywszy te chwile bólu, można wewnętrznie uspokojonym wejść w Boże światło życia wiecznego...

Dziś na nowo modlę się Psalemem 131, który powtarzam po każdej Eucharystii - Panie, moje serce się nie pyszni i nie patrzą wyniośle moje oczy. Nie dbam o rzeczy wielkie, ani o to, co przerasta me siły. Lecz uspokoiłem i uciszyłem moją duszę, jak dziecko na łonie swej matki. Jak ciche dziecko jest we mnie moja dusza...