Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

zawierzyć?

2011-02-10

Mili Moi...

Dziś wieczorem mieliśmy spotkanie we wspólnocie Syjon, które wyglądało nieco inaczej, niż zwykle. Przygotowując je, spotkałem się dziś z bardzo uderzającym mnie Słowem, które za mną chodzi pół dnia. Dzisiejsze spotkanie poświęcone było zaufaniu i zawierzeniu, umieszczeniu Boga w centrum naszego życia, zrzuceniu na Niego naszych trosk. Widzimy wyraźnie, że nasi ludzie tego bardzo potrzebują, żeby wyjśc  z szamotaniny, która niczym innym nie owocuje, niż zniechęceniem i znużeniem... A zatem zaproponowaliśmy dziś adorację Najświętszego Sakramentu połączoną ze spotkaniem ze Słowem i jednym z nich również z wami chcę się podzielić...

12 Boże nasz, czy nie osądzisz tego? Jesteśmy bowiem bezsilni wobec tego ogromnego mnóstwa, które na nas napadło. Nie wiemy, co czynić, ale oczy nasze zwracają się ku Tobie". 13 Stali wówczas przed Panem wszyscy mieszkańcy Judy, także i małe dzieci, ich kobiety i synowie. 14 A wśród zgromadzenia duch Pański spoczął na Jachazjelu, synu Zachariasza, syna Benajasza, syna Jejela, syna Mattaniasza - lewicie spośród potomków Asafa. 15 I rzekł on: "Wszyscy mieszkańcy Judy i Jerozolimy, i ty, królu Jozafacie, słuchajcie uważnie! Tak do was mówi Pan: Nie bójcie się i nie lękajcie tego wielkiego mnóstwa, albowiem nie wy będziecie walczyć, lecz Bóg. 16 Jutro zejdźcie przeciwko nim! Oto wstępować będą na wzgórze Sis, a znajdziecie ich na końcu doliny przed pustynią Jeruel. 17 Nie wy będziecie tam walczyć. Jednakże stawcie się, zajmijcie stanowisko, a zobaczycie ocalenie dla was od Pana, o Judo i Jerozolimo! Nie bójcie się i nie lękajcie! Jutro wyruszcie im na spotkanie, a Pan będzie z wami!" 18 Jozafat więc upadł na kolana twarzą ku ziemi, i wszyscy mieszkańcy Judy i Jerozolimy padli przed Panem, aby Go uczcić. 19 Wówczas lewici spośród synów Kehatytów i Korachitów poczęli wielbić Pana, Boga Izraela, donośnym i wysokim głosem. 20 Wczesnym rankiem powstali i ruszyli ku pustyni Tekoa. Gdy ruszali, stanął Jozafat i rzekł: "Mieszkańcy Judy i Jerozolimy, posłuchajcie mnie: Zaufajcie Panu, Bogu waszemu, a ostaniecie się, zaufajcie Jego prorokom, a będzie się wam powodziło". 2Krn 20, 12-20

Przyznam szczerze, że sam chyba bardzo potrzebowałem tego Słowa. Co ja w nim słyszę? Otóż dla mnie to lekcja, która jest trudna, ale która trwa juz czas jakiś. Nie liczy się bowiem to wszystko, co jeszcze mogę wykrzesać i wymysleć w sprawach mi powierzonych. Nie najważniejszy jest cały zastęp moich pomysłów i przedsięwzięć. Pan mi dziś mówi - rób swoje, a resztę zostaw mnie. To ja będę czynił to, co przyniesie sukces. Nie w tobie moc jest ukryta, ale we mnie. To, czego oczekuję od ciebie, to zaufanie i zawierzenie mi wszystkich twoich spraw. 

To rzeczywiście jest dla mnie prawdziwe zmaganie z samym sobą. Wciąż bowiem reprezentuję postawę młodości (choć latka lecą nieubłaganie), w której nie istnieje słowo niemożliwe. Nie ma rzeczy niemożliwych, a zwrot, kórego najbardziej nie cierpię, to - nie da się... Jak to się nie da? Jak to niemożliwe? Dla mnie musi być możliwe... I przychodzi Pan i pokazuje, że jednak dla mnie wiele rzeczy jst niemożliwych, ale nie dla Niego... Co więc lepsze? Szamotanina i frustracja, czy oddanie Jemu tego, co przecież i tak do Niego należy? Czy warto się zmagać samemu i liczyć na to, że jednak mur głową przebiję, czy może oddać wszystko Jemu i mieć lżejszą głowę...? I nawet nie chodzi tu o pokonanie pokusy - to MÓJ sukces, w którym Pan zaledwie mi pomógł... Bo takiej pokusy chyba nie doświadczam.  Ale chodzi raczej o nieustannie targającą mną wątpliwość - czy robię rzeczywiście wszystko, czy nie mógłbym zrobić więcej, a może to ja w czymś zawodzę, a może powinienem się bardziej przykładać... A polecenie z tego Słowa - stawcie się tylko... i nie bójcie się... STAWCIE SIĘ... Czy rzeczywiście tak niewiele trzeba? Czy On sobie poradzi?

On tak... Ale czy ja sobie poradzę z wypuszczeniem wszystkiego z rąk? Czy ja sprostam temu wielkiemu wyzwaniu - oddaj mi wszystko? A wydawało mi się, że wszystko oddaję... Ale życie pokazuje, że jednak nie wszystko, że za dużo rzeczy chcę robić sam, o własnych siłach. A to nie może się udać... To takie moje wcale nie małe zmaganie. Żeby być coraz bardziej w Jego ręku, żeby pozwalać Mu działać tak jak On tego chce, a nie tak jak mi się akurat wydaje słuszne... Dlatego czuję, że chodzi właśnie o zawierzenie, o zaufanie, nawet nie o prośbę o pomoc, bo kiedy proszę, to tak jakbym już wiedział, co jest mi potrzebne? A czy rzeczywiście wiem? On wie... I Jemu mam to pozostawić... Nie umiem tego oddać tak jak to przeżywam. Wiem jedno, że mam zawierzać... I chcę to czynić z pokorą...

A dni upływają mi na myśleniu... Jakże to bolesny proces:) W sobotę bowiem dzień skupienia u sióstr nazaretanek w Gdyni, a temat, który wymyśliłem to miłość do mojej wspólnoty... To, co mi z tego wyszło, to raczej dojrzewanie do wspólnoty, we wspólnocie i ze wspólnotą na drodze miłości...  Też dobrze...