Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30
 
Grudzień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31

dziecięctwo...

2011-01-20

Mili Moi...

Dziś mocno senny dzień, bo wczorajsza audycja zakończyła się niemal o 23.00, a jeszcze po niej zdecydowałem się wracać. Lubię jeździć nocą, słuchać radia i patrzeć na mjające mnie auta, zastanawiając się dlaczego ci ludzie jeżdża o tej porze:) Wróciłem do domku ok 4 rano, no i mam dziś tego efekt...

Ale na szczęście gromadka dzieciaków wraz z siostrą Barbarą, które okupują mój dom, wyjechała dziś na wycieczkę do Gietrzwałdu, więc mogłem trochę pospać. Inaczej byłoby to trudne... Kiedy patrzę na te wulkany energii, na ich nadzwyczajną regenerację i natychmiastową zdolność do ganiania i krzyczenia, to uśmiecham się pod nosem... Dziś wieczorem wróciły zmęczone, ale już po chwili były gotowe wskakiwać mi "na barana" albo siadać na moich butach, każąc mi chodzić. Śmiechu przy tym i radości co niemiara... Jak wielki dziś kontrast widzę między nimi, a sobą... Nie chcę pisać o starości, czy starzeniu się, nie, nie... Chodzi raczej o postawę dziecięctwa... Przecież tak bardzo za nią tęsknię. Kiedy obserwuję dzieciaki, porusza się wewnętrzne dziecko we mnie... A jednocześnie tak trudno wykrzesać z siebie tę postawę w codzienności. Odnaleźć ją w swoim sercu. Nie chodzi o teatr, nie chodzi o to, żeby grać dziecko, bo to natychmiast można wyczuć i raczej to śmieszy... Ale chodzi o to, żeby poczuć się dzieckiem i nie bać się tego pokazać...

Być ufnym, odważnym w wyrażaniu swoich uczuć, wyczuwać intencje innych, rozbrajać ich arsenały złości, rozjaśniać ich chmurne oblicza, być pomysłowym i wprowadzać to, co wymyślone w życie, uruchamiać częściej wyobraźnię... Można by tak mnożyć przykłady... A tu w codzienności wszystko gdzieś ucieka i zostaje we mnie wewnętrzny starzec - zniecierpliwiony i cyniczny... Czasem aż strach spojrzeć w lustro... Gdzie się podział twój wewnętrzny dzieciak? Sam sobie czasem zadaję to pytanie.

On jest, on wciąz tam jest... I jeśli tylko mu pozwolę, jeśli zdejmę mu szlaban na bycie sobą, jeśli dojdzie we mnie do głosu, to dzieją się cuda, to objawia się świeżość... Jakoś dociera do mnie, dlaczego Bóg stał się dzieckiem... Jest zawsze świeży, pełen życia, ma wyciągnięte ramiona...

Niedawno w naszej krakowskiej szkole padło pytanie do jednego z księży, w kontekście celibatu, w którym żyjemy - czego ci bardziej żal? Że nie masz żony, czy, że nie masz dzieci? Zdałem sobie sprawę, że dziś jestem na etapie żalu za dziećmi... To trzeba przeżyć, to dla nas naturalne. To chyba dochodzi do głosu teraz bo patrzę na moich rówieśników, którzy są ojcami, czasem już więcej niż jednego dziecka... Mam taki piękny obraz, który głęboko w sercu noszę... Maluch, może czteroletni, o czarnej, zmierzwionej czuprynie, który zasypia na mojej piersi... Łagodnie oddycha i w półśnie cichutko mówi - tatusiu... Nie jest to obraz, który wywołuje moje cierpienie, ale raczej najgłębsze wzruszenie, mimo, że nigdy się nie zrealizuje... Piękny obraz, który objawia wewnętrzne tęsknoty zaszczepione w każdym z nas przez Ojca, których przecież nam nie odbiera, dając dar celibatu... Obraz tym piękniejszy, że sam nigdy nie doświadczyłem takiego synostwa... A chciałbym:)