Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

Bóg nadziei

2011-01-18

Mili Moi...

I dobiegły końca rekolekcje w Warszawie. Jak zawsze smutno mi, kiedy się coś dobrego kończy. Tym bardziej, że tak naprawdę dopiero po kilku dniach dziewczyny zaczęły tworzyć wspólnotę, zaczęły się integrować i właśnie wówczas trzeba odjeżdżać. No taki już widać nasz los. Potrzebujemy czasu, żeby się rozkręcić, a kiedy się już rozkręcimy... do domu czas...

Wróciłem do Elbląga. Trochę to absurdalne, bo jutro wieczorem mam audycję w Niepokalanowie i będę musiał tę samą trasę pokonać jeszcze raz. Ale w domu mam gromadę wypoczywających dzieciaków z Gdańska, więc należy się tu pokazać, wszak jestem gospodarzem tego domu. A poza tym obiecałem już dawno siostrom klaryskom, że odprawię im mszę 19 stycznia i tak się jakoś złożyło, że 19 jest właśnie jutro... W każdym razie najeżdżę się z pewnością dzięki temu...

A dziś Słowo o nadziei jako o niezawodnej kotwicy. Pomyśalełm sobie, że tak wiele osób mówi, że nadzieja jest matką głupich. Ale ci sami ludzie nie wahają się za nią tęsknić, powtarzając czasem - moje życie jest takie beznadziejne... Jakoś tak ta nadzieja jest niemodna, może się jej nawet niektórzy lękają. Filozofowie (niektórzy) wmówili ludzkości, że nadzieja, zwłaszcza w wydaniu chrześcijańskim, jest dowodem słabości i dotyczy ludzi, którzy nie mają odwagi wziąć życia w swoje ręce i wciąż na coś czekają... Ano właśnie, nadzieja uczy czekać, a dla dzisiejszego świata to szalenie trudne, żmudne i mało zajmujące zajęcie. Kiedy słyszę zdanie z "czekam na", to najczęsciej kończy się ono słowem... weekend. To wyrażenie w przeróżnych odmianach można usłyszeć bardzo często... Czy to i tym podobne oczekiwanie wyczerpuje zakres nadziei? Czy weekend i nadzieja nań są wystarczające?

Nadzieja to domena ludzi prawdziwie mądrych. Ona pokazuje, że jest jakiś horyzont, ona modeluje pragnienia, ona staje się źródłem marzeń. Nadzieja jest wiarą umieszczoną w przyszłości. Mieć nadzieję, to mieć motyw do życia. Mieć nadzieję, to wiedzieć, że nie wszystko ode mnie zależy i nie mieć z tego powodu zmartwień. Mieć nadzieję to ufać Bogu i czuć się w Jego obecności bezpiecznie... Jak Dawid, który decyduje się zrobić coś, czego mu nie wolno było robić, zjada chleby pokładne, które tylko kapłani mogli jeść. Jest powodowany poważną potrzebą, ale nie ma poczucia grzechu, bo ufa Bogu, że On na to gniewać się nie może. To człowiek pełen nadziei, że Jego Bóg wie wszystko i gdyby On tu przed nim stanął, to z pewnością nie miałby nic przeciwko... Nadzieją pozwala złapać właściwą perspektywę w relacji do Boga. Nadzieja przywraca postawę dziecięctwa i wiary w obietnice. A Bóg jako prawdomówny, zawsze je wypełnia... Nadzieja jest naprawdę matką ludzi mądrych...

PS. Co do pytania Ann... Proponuję ci poczytać trochę o św. Janie Marii Vianey'u, czy o. Pio. U nich motyw współcierpienia z Chrystusem dla dobra innych, swoistej zapłaty za ich nawrócenie jest bardzo czytelny i częstokroć obecny. Nie zmierzam do tego, żeby się z nimi równać, jeno podsuwam lekturę w kontekście stwierdzenia "nie wiedziałam, że takie coś istnieje". Co do przyzwolenia na "kradzież" demona, myślałem raczej o braku reakcji z mojej strony, braku walki, co jest jakoś rónoznaczne z pozwoleniem, aby on mnie okradł. Nie wiem czy to może się dokonywać podświadomie:)

Co do pytania AGI to niewątpliwie chodzi o pozwolenie Panu Bogu się odnaleźć, o rzucenie się w Jego miłujące ramiona, o pełnię zaufania, o to, co niewątpliwie jest domeną mistyków, ale tych bardzo prostych, czających się za każdym rogiem, nie tych pomnikowych, a przynajmniej nie tylko ich. Ale myślę o jeszcze jednej rzeczy, która kojarzy mi się z małą Teresą od Dzieciątka Jezus. Chodzi o postawę takiej miłości, która szuka najdrobniejszych okazji, żeby Jezusowi zrobić przyjemność, żeby Go uszczęśliwić... Nawet w wyobraźni... Widzę tę małą świętą, która trzyma krzyż na kolanach i próbuje ogrzać zziębnięte ciało Jezusa, w wyobraźni wyjmuje gwoździe z Jego rąk... Bo tak kocha... Dla niej Jezus jest OBECNY, a zatem nie brak jej pomysłów, jak Go uszczęśliwiać na co dzień:)