Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

świętość...

2011-01-16

Mili Moi...

Dziś, przyznam szczerze jest dość niezwykły dzień. Otóż doznałem swoistego olśnienia. To znaczy, niby nic nowego, ale są czasem takie chwile, że mam wrażenie, jakby Pan Bóg przychodził z jakimś rozjaśnieniem pewnej prawdy, albo czymś szczególnie dotykał mojego serca. I dziś doznałem ogromnego wzruszenia, kiedy spotkałem się ze Słowem Bożym...

Moje myśli pobiegły do świętości, do tego podstawowego powołania, w które wyposaża nas Bóg. Zastanawiałem się jak o niej mówić, czym ona w rzeczywistości jest? Jeśli jest zadana człowiekowi, to musi się mieścić w ramach jego możliwości, nie może być zbyt trudna, bo to zniechęcałoby do dążenia ku niej... I dziś poznałem, że chodzi o rzecz bardzo prostą...

A może zacząć trzeba od tego, o co nie chodzi... Nie chodzi o walkę z grzechem... Nie, nie... Ten, kto skupia się na walce z grzechem, sądząc, że dążenie do doskonałości na tym właśnie polega, jeszcze chyba daleki jest od świętości...

Pierwsza rzecz, którą dziś Jezus wlał w moje serce odnośnie świętości, to pragnienie, aby czynić Boga szczęśliwym, poprzez wprowadzanie Go w świat i umożliwianie Mu dzielenia się z nami Jego miłością. Pomyślałem dziś o Janie Chrzcicielu, którego Słowo przywołuje. Mówi on, że jego radość osiągneła szczyt właśnie w chwili, kiedy na świecie pojawia się Jezus... Przyjaciel Oblubieńca, cieszy się z Oblubieńca i to jest najważniejsze źródło jego radości... Zrozumieć kim jestem ja, a Kim jest On... Nie zawłaszczać chwały należnej Jemu... nie dążyć do bóstwa, ale wpuszczać Boga do swojego człowieczeństwa... Jan nie pozostawia ludziom żadnych złudzeń - ja nie jestem Mesjaszem, mówi. Po mnie idzie Ten, któremu nie jestem godzien wiązać sandałów... W Niego się wpatrujcie i Jemu ufajcie... Jego sobą uszczęsliwiajcie... Tu już nie ma miejsca na grzech. A zatem walka z nim dokonuje się wręcz niezauważalnie. On traci całą swoją atrakcyjność, nie jest wówczas żadną wartością....

Po wtóre - uszczęśliwiać drugiego człowieka... To drugi przyczynek do świętości. Czyli chcieć jego prawdziwego dobra, a co za tym idzie, przyprowadzać go do Jezusa... Jan mówi swoim uczniom - oto Baranek Boży, idźcie za Nim... Nie próbuje ich zatrzymywać, nie ma poczucia straty... Chce, aby oni byli z Jezusem... A wobec króla? Nie może znieść jego królewskiego grzechu i upomina go z miłością...  Nie wolno ci mieć żony twojego brata... Król nawet chętnie go słucha, ale nie nawraca się. Co więcej, w wyniku własnej głupoty, zagłusza ten jedyny, prawdziwy i życzliwy mu głos... Kochać drugiego aż po śmierć dla niego... Świętość...

Wreszcie... Kiedy już uszczęsliwię Boga i uszczęśliwię drugiego człowieka (oczywiście nie wnrew jego woli), powinienem natychmiast usłyszeć w sercu, to, co dziś słyszymy przez proroka Izajasza... Bóg mówi - to zbyt mało... Człowiek święty ma nieskończenie rozległy horyzont. Człowiek święty nigdy nie zatrzymuje się w drodze. Odczuwa w sobie nieustanny żar i pragnienie docierania tam, gdzie jeszcze można uszczęśliwić Boga i drugiego człowieka. Nasz święty Ojciec Franciszek jeszcze na łożu śmierci wołał - bracia, zacznijmy czynić dobro, bo jak dotąd nic dobrego jeszcze nie uczyniliśmy...

Kiedy te proste skądinąd prawdy dziś dotarły do mojej mózgownicy, poczułem się głęboko dotknięty, poruszony. Moje serce naprawdę zadrżało. Trudno to ubrać w słowa, ale pobiegłem od razu do kaplicy, żeby dziekować Panu za to, że tak jasno dał mi to pojąć. Podzieliłem się też tym odkryciem podczas homilii na naszej rekolekcyjnej mszy. Nie wiem czy udało mi się dziś wprowadzić dzieczyny w głębię moich przeżyć, ale jestem szczęśliwy, że mogę odczuwać w swoim sercu ten poryw Ducha, z którego, jak wierzę, zrodziła się dzisiejsza refleksja...

A wieczorem, jak to jest niemal zwyczajem podczas tych rekolekcji, modlitwa wstawiennicza. Dopiero po niej widać, jak bardzo młodzi jej potrzebują. Dziś modliliśmy się w intencji problemów, ich właściwego rozwiązywania i Bożej obecności przy nich w tym, co trudne... Poczułem przynaglenie, żeby zaproponować im pewną rzecz. Pierwszymi, którzy powinni im towarzyszyć w trudnościach i kryzysach są rodzice. Ale jak wiemy, dziś bywa z tym różnie. Chodzi także o modlitwę za nich, modlitwę za ich dzieci... O ile matki modlą się częściej, o tyle młodzi nie bardzo czują się omadlani przez swoich ojców. Zainspirowany przykładem św. Franciszka, który u początku swojego konliktu z ojcem doświadczał ogromnego bólu z powodu jego nieprzejednanej postawy i braku błogosławieństwa i w związku z tym miał brata, którego prosił o błogosławieństwo niejako w zamian za ojca, który mu nie błogosławił, ja również zaproponowałem tym młodym kobietom, że na kilka chwil tego wieczory wejdę w rolę ich ojca, zastąpię go na kilka minut i w tym czasie będę je zanosił Jezusowi jako ich ojciec. Było to bardzo głębokie przeżycie i dla nich i dla mnie... Piękny czas....