Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

tęsknota...

2010-12-29

Mili Moi...

To, co szczególnie mnie uderza w dzisiejszym Słowie to tęsknota. Tak, tęsknota Symeona... Podczas, gdy niektórzy mówią "zobaczyć Rzym i umrzeć" (czy zobaczyć cokolwiek innego), jego jedynym marzeniem jest zobaczyć Mesjasza, światło na oświecenie pogan. Nic ciekawszego już w życiu nie zobaczy, na nic bardziej wartościowego jego oczy już nie spojrzą, nic ważniejszego do oglądania nie istnieje...

Mesjasz, na którego patrzy przychodzi niczym światło, z całą konsekwencją swego nadejścia... Kiedy ktoś przebywa w ciemności przez długi czas, nagłe światło jest dla niego czymś nienaturalnym, a wręcz może sprawiać mu ból. Taki ktoś powie, że lepiej mu było w ciemności... Jezus, który przynosi światłość, który sam jest światłością, sprawia ból tym, którzy przywykli do ciemności... Ten uzdrawiający ból jest konsekwencją tęsknoty za światłem. Bez niej nie będzie bólu, bez niej nie będzie widzenia, bez niej nie ma światłości...

Zdecydować się na ból przejrzenia... To kosztuje. Bo linia podziału nie przebiega li tylko w świecie zewnętrznym. Ona przechodzi przez moje serce. Czy to raz buntowałem się wobec Jego Słowa? Czy to raz wzdrygałem się przed wymaganiami, które ze sobą przyniósł? Wiele razy... Jedyną pociechą dla mnie jest fakt, że nie ja jeden... I nawet ci, którzy byli z Nim na co dzień, ci których nazywano Apostołami, przeżywali to samo, cierpieli ból... Nie rozumieli Jezusa, czasem z irytacją i wyrzutami stawali przed Nim... Bolało ich to oświecenie, które im przyniósł, bolały wymagania, które stawiał, bolały zadania, które wyznaczał...

Jak trudno jest dać świadectwo wiary wobec samego siebie. Wobec tego pęknięcia, które jest w moim sercu. Wobec tych zmagań z naturą, która jest zawsze gotowa na to, co łatwe, lekkie i przyjemne, a nigdy na to, co wymaga i kosztuje... Wobec świata? Czemu nie... Mogę świadczyć o Jezusie moim Panu... Ale kiedy przychodzi pokusa? Dlaczego wobec niej nie jestem równie stanowczy? Dlaczego wobec niej nie umiem zakrzyknąć - wybrałem Jezusa, nie interesuje mnie nic innego, nie chcę nic innego oglądać... Dlaczego, mimo że każdego dnia odmawiam wieczorem te słowa - teraz o Panie pozwól odejść swemu słudze w pokoju, bo moje oczy ujrzały... nie są to wciąż moje słowa...? Tyle chcę widzieć niewidzącymi oczami, a na ból przejrzenia tak trudno się zdecydować... Tak łatwo trwać w ciemności, a wejście w światłość wydaje się być zbyt kosztowne...

Taka wiara, jaka tęsknota... Jeśli nie znajdę w sobie tęsknoty za Światłością Odwieczną, to wszelkie słowa świadectwa staną się z czasem pustym powtarzaniem dźwięków... Jeśli nie ma tęsknoty za Miłością Wyzwalającą, to weryfikacja wiary nastąpi natychmiast w kontakcie z kimkolwiek bądź, z kimś kogo mój Bóg nazywa moim bratem, z kimś kogo albo miłuję, albo nienawidzę... Jan powie wprost - nienawidząc, nie trwasz w światłości... A jeśli nie trwasz w światłości, to owszem, nie doznajesz bólu, ale nie ma w tobie żaru życia, nie ma wiary, która z tego bólu się rodzi i nie ma świadectwa, które pozwala się światłości rozszerzać... Jest tylko spokojna, martwa ciemność, cisza i pustka, zimna kraina serca, w którym nie rodzi się miłość... Boże!!! Tchnij życie tam, gdzie zgasła nadzieja... Tchnij je tam, gdzie lęk przed bólem każe zamykać oczy... Oświeć nas!!!