Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

nie mam człowieka...

2010-12-06

Mili Moi...

Bardzo aktywny weekend za mną... W sobotę prowadziłem dzień skupienia dla sióstr nazaretanek w Gdyni... Było jak zawsze bardzo miło... I dostałem prezent na Mikołaja:) Trochę słodki, a trochę nadający się do słuchania:) Z Gdyni zabrałem już dwie Boże dusze, które pomogły mi nieco w przygotowaniach naszego pielgrzymkowego opłatka, bo wbrew pozorom, naprawdę duży to wysiłek. Ale po południu mogliśmy już spokojnie świętować. Przybyło ok 14 osób, co biorąc pod uwagę warunki i fakt, że większość pielgrzymów jest spoza Elbląga, trzeba uznać za sukces:) W każdym razie okrutnie miło było się spotkać i pogawędzić oraz powspominać i planować rok przyszły... To było dobre spotkanie... A wieczorem jeszcze jeden kurs do Gdyni, bo musiałem zawieźć materiały na naszą nową stronę internetową, która, mam nadzieję już wkrótce powstanie...

A dziś wcale nie jest lepiej. Pół dnia spędziłem przy Bożonarodzeniowych życzeniach, ale poszły już w świat, więc jestem spokojny. Poza tym szukałem... kółka do fotela... Nawet nie wyobrażacie sobie jak długo może to trwać, ale znalazłem taki sklep z akcesoriami, że mucha nie siada... Kiedy spytałem czy mają takie kółka (dyskretnie okazując wzór) sprzedawca jajcownik odpowiedział, że takich zepsutych nie... No i już mi się spodobało... A jak mi jeszcze podał cenę... Całe 1, 82 zł:) Już się zastanawiam czy nie kupić 1000 sztuk i nie stanąć na bazarku... to mógłby być niezły biznes:)

Roraty trwają a na nich Słowo, które niczym światło rozświetla drogę... Dziś stanął mi przed oczami temat wstawiennictwa. A właściwie nie stanął mi przed oczami dziś, ale kilka dni temu, kiedy nad tym właśnie fragmentem Ewangelii dumałem przygotowując rekolekcje do Bolszewa... Mowa o sparaliżowanym, którego czterech kompanów spuszcza przez otwór w dachu wprost przed samego Jezusa. A Jezus widząc ICH wiarę, odpuszcza mu grzechy, a w konsekwencji przywraca mu zdrowie. Zauważcie kolejność - najpierw nawrócenie, potem uzdrowienie. To ważne, bo chyba jakoś nieuczciwe jest prosić Boga, żeby działał, samemu nie wykazując woli działania... Chyba że jest się sparaliżowanym, jak ten człowiek... Wówczas nawrócenie dokonuje się za przyczyną braci... Choć w pragnieniu pewnie nie mogli go zastąpić. Ale mogli go przynieść do Jezusa. I to jest bolączka naszego czasu. Widzę wielki problem ze wstawiennikami. Bo po co marnować modlitwę na kogoś. Modląc się mało, trzeba wykorzystać wszystko dla siebie... Jako żywo w kontekście tego Słowa staje mi przed oczami inne - Panie, nie mam człowieka, który by mnie podprowadził do wody, kiedy zaś sam dochodzę, inny wchodzi przede mną... To scena innego uzdrowienia i chromy, który się żali Jezusowi. Sądzę, że bardzo wielu mogłoby dziś wypowiedzieć te same słowa - nie mam człowieka... Czasy galopującego egoizmu nadeszły, przyjaźń osłabła w narodzie, wzajemna życzliwość i chęć niesienia pomocy... Bogactwo i jego pragnienie zmienia wszystko... Tak myślę sobie, że dawniej, kiedy ludzie mieli mało, chętniej byli skłonni sobie pomagać. Dziś kiedy mają dużo, albo chcą mieć dużo, niechętnie świadczą sobie pomoc, żeby czasem ten drugi nie miał więcej... I oczywiście nie chodzi tylko o utyskiwanie na rzeczywistość, bo co z tego przyjdzie? Chodzi raczej o własne nawrócenie, aby pomóc nawrócić się innym... Kiedy ja sam się nawrócę, będę w stanie widzieć pragnienie nawrócenia w drugim człowieku, także w tym, który już tylko oczami będzie mógł je wyrazić, bo całe jego ciało będzie sparaliżowane, niemocne, powykręcane grzechem... Jeśli będę nawrócony, wezmę go na własne plecy i znajdę sposób, żeby stawić go przed Jezusem... A niosąc go będę powtarzał sobie zdanie zobaczone dawno, dawno temu na jakiejś misyjnej pocztówce, na której pewna dziewczynka niosła w koszu na plecach małego chłopca... Podpis głosił - to nie jest ciężar, to jest mój brat... Jeden drugiego brzemiona noście. Jeśli mamy być dla siebie braćmi, to musimy stać się nade wszystko ludźmi, bo ta godność zobowiązuje. Jeśli mamy być braćmi, to potrzebne nam mocne plecy. Jeśli mamy być braćmi, to ten drugi jest ważniejszy ode mnie i angażuję wszystko, z wiarą włącznie, żeby mu pomóc... O wstawienników woła świat!