Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

nawróć się...

2010-11-15

Mili Moi...

W sobotę zakończyliśmy dni skupienia ze wspólnotą Syjon. Cieszę się, że wszystko się powiodło. Obawialiśmy się, że miejsce, które udało nam się znaleźć po wielu telefonach do różnych domów rekolekcyjnych, nie będzie satysfakcjonujące dla wszystkich. Okazało się, że nadspodziewanie dobrze zostało ono odebrane. Ludzie dzielili się wielką radością z żywego Kościoła. To doświadczenie ich naprawdę niosło. Mieli to wypisane na twarzach. Możecie to sami zobaczyć w galerii. Ja się bardzo cieszę, bo kiedy stoi się na ambonie, to od razu wyczuwa się, czy grupa słucha i czy chętnie jest ze sobą. I muszę przyznać, że głosiło mi się nadzwyczaj dobrze, a treści związane ze św. Piotrem okazały się strzałem w dziesiątkę w tej nadmorskiej scenerii. Wszystko nam pomagało wejść w Słowo, a to bardzo ważne. Piękne świadectwa na zakończenie naszego skupienia dowodzą, że warto robić takie wypady, a ludzie, niezależnie od wieku, mają w sobie ogromnie duży potencjał, który wystarczy tylko uruchomić.

W niedzielę głosiłem w Ostródzie. Piękny czas, także dlatego, że tamtejsza nasza parafia, jako jedyna w całej prowincji, pierwszą mszę niedzielną sprawuje o ósmej rano. Jaki to luksus pospać w niedzielę do siódmej, kiedy zwykle trzeba wstać dużo wcześniej:) Przeżyłem tam piękne spotkanie ze wspólnotą Wiara i Światło, która właśnie miała swoje spotkanie i mszę świętą... Ile radosnej miłości tkwi w tych, których zwykliśmy określać mianem upośledzonych. Wiele już na ten temat napisano, więc nie chcę tu snuć jakichś tanich zachwytów. Jeden przykład. Kiedy wszedłem do zakrysti, powitał mnie wielgachny Andrzej, który rzucił mi się na szyję i zakrzyknął - tęskniłem za tobą wiesz? A za chwilę dodał - a ty za mną? Tak mnie rozbawił, że ze szczerym śmiechem odpowiedziałem - jasne, że za tobą tęskniłem:) Był przeszczęśliwy. I jak tu nie cieszyć się razem z nim. W takich chwilach zastanawiam się,kto tam tak naprawdę jest "upośledzony".

Dziś zaś od rana przemierzam internet w poszukiwaniu chętnych na skupienie, które ma się rozpocząć w piątek, a na które wciąż niezbyt wielu chętnych... Ale jak grochem o ścianę... Czasem mi po prostu ręce opadają i już sam nie wiem co i jak robić, żeby tę sytuację zmienić. A może trzeba ją po prostu zaakceptować. Może trzeba odejść od dni skupienia, a przejść do kontaktu stricte indywidualnego. Nie wiem. Różne myśli chodza mi po głowie, zwłaszcza w takich chwilach...

W każdym razie porusza mnie dzisiejszy fragment Apokalipsy.

Znam twoje czyny: trud i twoją wytrwałość, i to że złych nie możesz znieść, i że próbie poddałeś tych, którzy zwą samych siebie apostołami, a nimi nie są, i żeś ich znalazł kłamcami. Ty masz wytrwałość: i zniosłeś cierpienie dla imienia mego - niezmordowany. Ale mam przeciw tobie to, że odstąpiłeś od twej pierwotnej miłości. Pamiętaj więc, skąd spadłeś, i nawróć się, i pierwsze czyny podejmij!

Dziś dzień mojej spowiedzi. I jeszcze zanim rozważałem to Słowo, od wielu już dni chodzi mi po głowie refleksja nad moimi ideałamai młodości, z jakimi przychodziłem do zakonu. Zastanawiam się ile z nich zostało. Myślę o tym, co jest we mnie świeże, a co skwaśniało, zwietrzało, czy zbutwiało... Myśl o nawróceniu wraca do mnie co jakiś czas i coraz silniej pobrzmiewa w moich uszach. Nawróceniu do pierwotnej miłości. Takiej świeżej, czystej, nieskażonej przykrymi doświadczeniami. Tych doświadczeń się nie pozbędę, ale czy to znaczy, że owa miłość jest już niemożliwa? Nie sądzę. Wciąż muszę do niej wracać, bo to ona mnie pchnęła w ramiona Najwyższego, to ona sprawiła, że dziś jestem tym, kim jestem, to ona pozwoliła mi zachwycić się moim Bogiem. I to On jest jej prawdziwym źródłem. A to źródło nie wyschło, tylko czy ja nadal z niego piję? I wobec tego pytania nie mogę przejść obojętnie. Bo jeśli zmieniłem studnię, to wysycham. Bo żadna inna nie napoi mnie tak skutecznie, bo żadna inna nie ma w sobie wody życia. A zatem nawróć się i pierwsze czyny podejmij... I przypomnij sobie o co w tym chodzi... O co tobie w tym chodzi... Czego ty chcesz... I czego chce Pan...