Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Kryniczne słuchanie-głoszenie...

2010-11-12

Mili Moi…

Od wczoraj skupiamy się w Krynicy Morskiej ze wspólnotą Syjon… Niestety Krynica wygląda znacznie gorzej, niż na zdjęciu. Mam na myśli sytuację pogodową rzecz jasna, bo sama Krynica zaskoczyła mnie niezwykle. Nie byłem tu już wiele lat, a miateczko rozwinęło się w sposób niesamowity… Miło popatrzeć. Gościmy w domu rekolekcyjno-wypoczynkowym księży werbistów. Nieco się obawiałem, bo nasi ludzie są bardzo przywiązani do Gietrzwałdu, w którym już niestety w Tm terminie miejsc nie było. Musieliśmy więc szukać rozwiązania awaryjnego. Bałem się więc jakiś kwaśnych reakcji. A tu okazuje się, że wszyscy są bardzo zadowoleni, a temat naszego skupienia, który dotyczy życia Piotra i pierwszych uczniów Jezusa jest z pewnością związany z wodą, więc ten pobyt nad zalewem jest dla wszystkich czymś bardzo przyjemnym i wpisuje się w klimat tych rekolekcji. Cieszę się z tego podwójnie, bo jest nas tu 36 osób, co świadczy o tym, że ludzie doceniają taką formę pogłębiania wiary i te nasze doroczne wyjazdy stają się powoli tradycją. I dobrze, bo pozwalają osiągnąć to, czego na miejscu osiągnąć się nie da. Z prostych względów. Gdybyśmy nie wyjechali, a przeżywali dzień skupienia na „dochodząco”, to połowa osób z pewnością nie przeskoczyłaby różnych zobowiązań i nie byłoby szans na taką jedność i zaangażowanie z jakim tu mamy do czynienia. Same więc plusy. I okazuje się, że wszyscy mężowie jakoś nie umrą z głodu, a wszystkie żony też sobie bez mężów przez dwa dni dadzą radę…

Przyznam szczerze, że bardzo dobrze się do nich mówi, bo z wielką otwartością słuchają. Wszyscy wiedzą po co tu przyjechali, nie ma więc żadnych problemów z dyscypliną. Korzystają z wielkim pragnieniem i gorliwością z wszelkich proponowanych zajęć. I to mnie zachwyca, i tego my, jako duchowni, możemy się od naszych braci świeckich uczyć… Przyznam szczerze, że czasem z uśmiechem myślę o naszym korzystaniu z takich świętych dni skupienia, o pewnej niefrasobliwej pobłażliwości dla tego typu działań duchowych… Oczywiście nie chcę uogólniać, bo to jest zawsze krzywdzące i znam wielu braci, którzy bardzo poważnie podchodzą do rekolekcji, czy dni skupienia. Ale są i tacy, dla których codzienne obcowanie z sacrum jest już tak dużym wysiłkiem, że rekolekcje traktują jako formę odpoczynku i nie angażują się zanadto. A to wielka szkoda i wielka strata. Z pewnością nikomu się tego nie wytłumaczy, ani nie zmusi się nikogo do niczego… Jeśli samemu się tego nie doświadczyło, to trudno o żywe pragnienie w sercu. Niewątpliwie potrzeba świadectwa, ale i ono nie zawsze odnosi skutek… Kiedyś spotkałem bardzo biednego duchowo księdza, który po bardzo krótkim skupieniu prowadzonym przeze mnie dla ludzi świeckich, w  którym zresztą w niepełny sposób uczestniczył, poprosił mnie, żebym mu wystawił zaświadczenie o odbytych rekolekcjach kapłańskich… To, co wzbudził w moim sercu, to było… współczucie… Erozja życia duchowego. Wówczas byłem bardzo młodym księdzem i stawiałem sobie pytanie – jak to jest możliwe? Nie chciałem osądzić tego mojego brata, w żaden sposób go potępić. Po prostu usiłowałem zrozumieć, złapać ten moment, w którym człowiekowi przestaje zależeć. Przestaje zależeć na jego relacji z Jezusem, a zaczyna zależeć na jakimś kwitku, na zaliczeniu… Do dziś wspominam to jako bardzo bolesny obrazek.

Ja tęsknię za rekolekcjami każdego dnia bardziej… I świadomość, że 9 grudnia znów dane mi będzie słuchać, znów otrzymam szansę na postąpienie o krok do przodu w mojej wierze, dodaje mi skrzydeł i przyprawia o radośniejsze bicie serca… Widzę w moim życiu owoce rekolekcji, tego szczególnego czasu wystawiania się na działanie promieni miłości Jezusa. Widzę te owoce w życiu tych, którym służę. Cierpię wciąż z powodu tych, którzy nie przywiązują do tego żadnej wagi, czy są duchownymi, czy świeckimi.

Kiedy głoszę Słowo, nawet tu i teraz, doświadczam łaski, nowego światła, świeżego spojrzenia na znane mi już przecież treści. A co dopiero, gdy sam słucham…

Jutro już kończymy. I znów wsiądę w samochód, aby pojechać ze Słowem dalej, głosić… Tym razem do Ostródy, gdzie spędzę całą najbliższą niedzielę.