Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30

walczymy...

2010-11-09

Mili Moi...

Przyznam szczerze, że pogoda za oknem zawsze na mnie wpływała, ale to, co dzieje się teraz, przechodzi najśmielsze wyobrażenia... No jakaś totalna jesienna depresja:) Nie chce mi się absolutnie nic. NIC! Czy biorę się za pracę, czy za oglądanie durnowatego filmu, po kilku minutach mam ochotę się położyć i patrzeć w sufit:) Nieco jaśniejszą plamą w tym morzu szarości była dzisiejsza wizyta, którą złożyłem siostrom klaryskom od wieczystej adoracji... Przede wszystkim odebrałem płytę ze zdjęciami z październikowych pierwszych ślubów siostry Marii Pauli, podczas któych miałem tę łaskę głosić Słowo. Relacja z tego wydarzenia już w albumie:) Spędziłem tam nieco czasu i trochę nastrój mi się polepszył, bo zawsze, ilekroć jest mi dane posiedzieć w gronie tych zakochanych w Bogu kobiet, tylekroć oddycham Jego miłością i moje serce żywiej bije dla Niego... Cieszę się, że mam je tu, w Elblągu, tak blisko i właściwie w każdej chwili mogę tam na moment się pojawić. Kto wie, czy nie przedsięweźmiemy czegoś wspólnie, bo w Niedzielę Palmową rozpoczyna się jubileuszowy rok klariański i matka ksieni ma pomysł na nasze częstsze spotkania... Oczywiście w zbożnym celu. Miałbym się pojawiać co jakiś czas z jakąś konferencją. No jeszcze zobaczymy co i jak. Na ile się uda, bo wciąż muszę jeść i spać:) Gdyby się udało wyeliminować te zbędne, a czasochłonne zajęcia, to mógłbym się całkowicie oddać głoszeniu. Samo głoszenie to jedno, ale proces przygotowania to drugie. I jest on niestety dużo bardziej praco i czasochłonny. To troche jak z gotowaniem. Rozkosz jedzenia trwa chwilę, a przygotowania niejednokrotnie pół dnia zajmują:)

Gdy dziś medytowałem Słowo, zdałem sobie sprawę, że nikt nie protestuje przeciwko Jezusowemu gestowi wypędzenia przekupniów ze świątyni. Komentatorzy mówią, że istniał zwyczaj spontanicznej reakcji biczowania wobec przestępujących prawo. Pomyślałem sobie, że gdyby istniał do dziś, to niektórych strasznie bolałyby ręce, a na wysyłkowej sprzedaży biczy możnaby nieźle zarobić:) W każdym razie oni nie mają za złe Jezusowi, że czyni to, co czyni, ale domagają się znaku, który potwierdzi tę Jego reakcję. Jan umieszcza to opowiadanie właściwie na początku swojej Ewangelii. Przyjmuje się, że ta sytuacja miała miejsce już w jakiśm czas po rozpoczęciu działalności publicznej Jezusa, bo inaczej trudno sobie wyobrazić, żeby mógł nauczać w świątyni po takim wybryku. Nie daje im bowiem żadnego znaku, choć jeden oferuje. Zburzenie świątyni. Ale oczywiście oni tego nie rozumieją i biorą dosłownie Jego wypowiedź, co zresztą stanie się podstawą do oskarżenia Go podczas procesu, tuż przed Jego śmiercią...

Wyobrażam sobie ten dziedziniec pogan... Tysiące beczących owiec, bankierzy ubjający interesy i zarabiający krocie na wymianie pieniędzy... Tysiące ludzi, którzy przychodzą na Paschę z zamiarem złożenia ofiary. Ale przecież nie ciągną jej na żywca z domu, tylko zakupują owieczkę w świątyni. Waluta, w której regulowano świątynne należności była inna od tej, którą posługiwano się w codzienności, należało ją więc wymienić... A wszysto to pod czujnym okiem Arcykapłana, któy miał udział w zyskach. Aż tu nagle pojawia się ktoś, kto wkłada w te dobrze naoliwione tryby żelazny pręt, zatrzymuje całą maszynę. Dziś niewątpliwie doszłoby do rękoczynów. Wówczas pozwolono Mu wyjaśnić, dlaczego to czyni... Nie róbcie z domu mojego Ojca targowiska, mówi ten, który cały płonie gorlwością o sprawy Ojca... Incydent... Będzie o tym mówić cała Jerozolima, a jutro wszystko wróci do normy, Bankierzy wrócą na swoje stanowiska, a sprzedawcy owiec znów zasiądą ze swoim towarem.

Samotny Bóg - człowiek wobec struktur zła. Ten kontrast został zarysowany. Chcesz zmienić świat? Nie uda ci się... Trzeba tu jakoś żyć, odnaleźć swoje miejsce, dopasować się... Słyszeliście już kiedyś takie słowa? Ja wielokrotnie... Niezgoda na zastany porządek rzeczy, bunt wobec zła istniejącego wokół, może bezradność... Poczucie, że ja tu chyba nie pasuję... Przeżywam to bardzo często... I choć bicza nie wyciągam, bo nie jestem Jezusem, a chyba tylko On miał tę moralną siłę do takiej reakcji, to niejednokrotnie zastanawiam się jak wyrazić ten mój protest... Czasem jest on zupełnie niemy, czasem czekam na dobry, właściwy moment i mówię... Tak, czy owak, nabieram przekonania, że przyjdzie taki dzień, w którym trzeba będzie umrzeć dla tego, co dziś głoszę i w co wierzę... Nie wiem czy fizycznie, nie wiem czy gwałtownie, ale umrzeć można na tysiącu różnych życiowych płaszczyn, umrzeć po to, żeby świat się obudził... Czy jestem idealistą? Oczywiście... Czy naiwniakiem? Być może... Czy warto walczyć ze strukturami zła? Absolutnie tak!!!

Kiedy patrzę na chłopców z wczorajszego czytania, kiedy widzę ich odwagę w podążaniu za ideałem, nabieram przekonania, że ci, którzy służą tym strukturom, mogą nas zabić, ale nie mogą nas zwyciężyć... Amen!