Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30
 
Grudzień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31

pasterzu hej...

2010-11-05

Mili Moi...

Są jakieś techniczne problemy z dodawaniem wpisów, więc dziś coś z wczoraj:)

Mili Moi...

Pogoda za oknem pod zdechłym Azorkiem... Nie chce się nic... Od wczoraj ślęczę nad katechezą na sobotni dzień skupienia u sióstr franciszkanek w Gdańsku... Idzie jak po grudzie... A tu dziś wieść, że odeszła do Pana mama naszego ojca wikariusza prowincji, a mojego niegdysiejszego wychowawcy na nowicjacie i pogrzeb zaplanowano na sobotę. Odwołałem więc gdańską wizytę, aby tu zostać i uczestniczyć w ceremoni. Tym samym motywacja do pracy jeszcze bardziej osłabła i nie wiem jak ją wzmocnić... Ale nic to, przetrwamy ten czas posuchy... Wieczorem spotkanie ze wspólnotą, trochę modlitwy razem i będzie raźniej...

Dziś przyznam szczerze, że zwróciłem uwagę przy medytacji Słowa na radość tchnącą z proponowanych przez Kościół na dziś opowiadań o miłosierdziu... Dwukrotnie powtórzone - cieszcie się wraz ze mną... Jak wielką Bóg musi przeżywać radość z odnalezionego dziecka. Mówię o tym czasem w konfesjonale, zwłaszcza do tych, którzy Panu Bogu zwykli się nie narzucać. Dziś w niebie jest święto z twojego powodu. Spraw, żeby nie skończyło się zbyt szybko. Pozwól im poświętować. Pozwól Bogu nacieszyć się swoim dzieckiem... Ten Pasterz, który bierze swoją owce na ramiona... On ją wyczuwa, słyszy i czuje bicie jej serca, jej zmęczenie i trwoga stają się Jego udziałem... On z taką miłością po nią wychodzi... Szczególnie do mnie mówi ten obraz, bo zaginiona drachma... to jakoś dotyczy przedmiotu... Owca... Dużo łatwiej przełożyć ten obraz na ludzkie warunki.

Kochać to nie chcieć śmierci grzesznika, kochać to raczej samemu umrzeć, żeby grzesznik mógł się nawrócić i żyć. Przyznam szczerze, że do takiej miłości mi jeszcze daleko. Czasem mawiam - postawić pod ścianą, namaścić magazynek i strzelać... Czasem nie potrafię kochać tych owiec, które odeszły bardzo daleko. Nie jeden raz mawiałem, że mnie Pan Bóg raczej powołuje do strzeżenia tych owiec, które są w owczarni, podczas gdy On chodzi szukać zaginionej... Dziś widzę, że czasem chce mnie zabierać ze sobą, a ja nie zawsze jestem chętny.

Dlaczego? To proste... Bo w owczarni łatwiej, bo moja natura, jak każda, nie lgnie do tego, co trudniejsze, ale do tego, co wygodniejsze. Bo muszę czasem zadawać gwałt sobie samemu, żeby nie myśleć - a gińcie sobie, nic mnie to nie obchodzi, to wasz wybór... W tych chwilach przekonuję się, jak malutka jest miłość, która tli się w moim sercu. I w tych chwilach koniecznie muszę sobie przypominac jak to jest nieść na swoich ramionach owcę, wsłuchiwać się w bicie jej serca, czuć jej oddech... i po prostu cieszyć się, że nie zginęła, że żyje, że znów ma szansę... Już nie raz przecież Pan dał mi ponieść owce, które znaleźliśmy wspólnie. I to jest chyba istota. Kiedy szukam z Nim, każda przeszkoda jest do pokonania, bo obraz Jego miłości do tego popycha. Kiedy wyruszam sam, już po chwili mam ochotę wrócić, bo wydaje mi się, że zaraz ja sam zginę. I tak by z pewnością było... On chce mi towarzyszyć w tych poszukiwaniach. A może lepiej - to ja Mu chcę towarzyszyć, bo On jest jedynym motywem dla którego w ogóle opuszczam owczarnię. Skoro On tak kocha, to i ja tak chcę, tego chcę się od Niego uczyć... A studia sa długie i ciężkie, zwłaszcza jeżeli się je traktuje poważnie... Cel? Jasno określony - kochać tak, aby nie chcieć śmierci grzesznika. Raczej samemu umrzeć, żeby on mógł się nawrócić i żyć...

To cel... a na razie chcę się ucieszyć wraz z Nim, z każdego odnalezionego brata... nawet jeśli to nie ja go znalazłem, nawet jeśli to nie ja go niosłem na swoich barkach do owczarni, nawet jeśli to nie ja się dla niego narażałem... Chcę się cieszyć, bo to rozszerza serce i bardzo motywuje...

A.. i jeszcze taka mała radość... Licznik pokazuje przekroczenie 50 tysięcy wejść... Cieszę się, że ktoś, gdzieś mnie czyta:) Za was wszystkich westchnę dziś do Pasterza...