Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

wnętrze kielicha...

2010-10-12

Mili Moi...

Po natchnionym weekendzie, tydzień nabiera rozpędu. Wziąłem się wreszcie za coś, co odkładałem do granic możliwości, a mianowicie za przygotowania do odnowienia naszej powołaniowej strony internetowej. Oczywiście nie ja ją będę odnawiał, ale ten, kto będzie to robił, może pracować tylko na materiale, który ja przygotuję. Przede mną więc żmudna praca zbierania róznorakich treści, porządkowania albumów zdjęciowych i tym podobne rzeczy. Oczy mnie pieką od komputera, przed którym spędzam większość dnia. Nie ukrywam, że nie cierpię tego robić, ale aż wstyd, że tak długo nic się na tym polu nie dzieje. Ja niestety jestem słabiutki w tych sprawach i pewnie dlatego nie są one w centrum moich zainteresowań. Zresztą roli internetu w dziedzinie powołań i ich budzenia nie przeceniam. Owszem, informacyjnie spełnia on swoją rolę, ale właściwie niewiele więcej. Poza tym dziś sporo osób decyduje się na istnienie wyłącznie w sieci. "Gawędziarze internetowi". Jest ich całe mnóstwo. Są skłonni każdego niemal dnia pytać - a co u ojca słychać? Ale na wszelkie próby wydobycia ich z siecie - przyjedź, pogadamy, rekolekcje, weekend formacyjny - jest zawsze ta sama odpowedź - nie, nie mam czasu, a za daleko, a za zimno, a za ciepło, a za ciężko, a... Tysiąc powodów... A gawędy internetowe mnie raczej nie interesują, bo szkoda na nie czasu. Jak dotąd, przez dwa lata, nic z nich dla naszego duszpasterstwa powołań nie wynikło, więc ucinam je dość szybko i skutecznie.

Poza siedzeniem przed komputerem, zainaugurowałem na całego sezon spacerów z kijami. I okazało się, że podczas tegoż sportowego zajęcia, przychodzą mi do głowy niezłe pomysły. Tak też było i dziś, ale nie zdradzę go wam jeszcze, bo jest świeżutki, malutki i wymaga ścisłej ochrony. Jeżeli jednak byłyby szanse na jakąś jego realizację, to przysporzyłby mi znów niemało pracy... Ale siedząc przed telewizorem w ciepłych kapciach i w fotelu, nic skutecznie nie zadziała.

Zdaje się, że w tym tygodniu również wezmę udział w dwóch wydarzeniach eschatologicznych. Myślę o pogrzebach. Pierwszy z nich jutro, Janek z naszej wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym przeszedł do grona chwalących Boga w wieczności. Mam więc przewodniczyć jutro uroczystościom pogrzebowym. W czwartek zaś chyba wybiorę się do Gdańska, gdzie będzie miał miejsce pogrzeb siostry Romka, naszego współbrata pracującego w Ostródzie. Pisałem już chyba o tym kiedyś, ale lubię pogrzeby. One mi zawsze przypominają o właściwym kierunku i nieuchronności odejścia od tych, nawet najważniejszych ziemskich spraw. Poza tym ludzie, którzy w nich uczestniczą, zwykle mają serca jakoś bardziej słuchające i Słowo Boże ma się o co zaczepić... Może mój stosunek wynika z tego, że jestem księdzem, a może po prostu z tego, że najważniejszych dla mnie ludzi już odprowadziłem na cmentarz... W każdym razie nie brakuje mi współczucia i wrażliwości wobec cierpiących z powodu straty. Nie zmienia to jednak faktu, że lubię pogrzeby.

Dziś jakoś szczególnie towarzyszy mi myśl o śmierci. Podejrzewam, że wielu z nas. Kto z tych osiemnastu osób, któe zginęły w dzisiejszym wypadku spodziewał się, że nie wróci po dzsiejszym dniu pracy do domu? Kto z nich dziś rano pomyślał o tym mglistym dniu jako o ostatnim? Czy ktokolwiek? Myśląc o sobie, wiem, że ja bardzo rzadko dopuszczam do siebie taką myśl... Czasem, kiedy wsiadam do samochodu, czasem wręcz proszę Pana - jeszcze nie dziś... Bo wydaje mi się, że zbyt wiele jest jeszcze tutaj do zrobienia. A gdyby On zechciał mnie mieć u siebie już dziś, tak jak zechciał mieć tych 18 osób, które w tak dramatyczny sposób odeszły z tego świata? Czy jestem gotowy?

Słowo dzisiejsze prowokuje również do podjęcia tego pytania. Czym ja się tak naprawdę zajmuje i co jest w centrum moich zainteresowań. Bo może jestem niczym pobożny Żyd, który nie może znieść pominięcia jakiegoś błahego obrzędu, ale bez problemu pomija ważne pytania codzienności. Może nie dbam o wnętrze z należytym szacunkiem i troskliwością, zbyt mocno skupiając się na kwestiach zupełnie zewnętrznych, a przez to mniej ważnych... Dziś jest czas, żeby odpowiedzieć sobie na te pytania, bo wciąz ja sam mogę sobie je zadać. Być może jutro już postawi mi je Pan, stawiając mnie przed swoim trybunałem. I wówczas już nic nie będę mógł zmienić, nic naprawić, nic nagiąć. Naga prawda o mnie stanie się ciężarem, z któym niełatwo będzie się zmierzyć. Być może będzie to ciężar nie do udźwignięcia. A wszystko dlatego, że nie miałem czasu postawić sobie tego pytania i odpowiedzieć na nie, póki trwało to, co "dziś" się nazywa... Zbyt dużo jest do stracenia, żeby żyć bezrefleksyjnie, żeby pomijać tematy najważniejsze, a skupiać się na ozdobach i dodatkach... Jeśli nie zaczniemy od wnętrza...

Jezus pytał kiedyś swoich uczniów - czy ci, na których zawaliła się wieża w Siloam, byli większymi grzesznikami, niż wy? Parafrazując... Czy ci, którzy zginęli dziś w tragicznym wypadku wyróżniali się szczególną grzesznością? Bóg to wie... Ale w kontekście słów Jezusa, nie można się łudzić. Dziś jest czas na nawrócenie i na czyny pokuty, bo wczoraj już nie nasze, a jutro jeszcze do nas nie należy...