Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

trudne posłuszeństwo

2010-10-10

Mili Moi...

Piękny weekend za mną... Cieszyłem się, że przeżyłem go w drodze, bo już tydzień siedziałem w domu, a wiecie, że dla mnie to stanowczo za dużo:) W piątek więc ruszyłem na skupienie dla sióstr do Glotowa. Niewielka wioska pod Dobrym Miastem, a w niej przecudna Kalwaria. Każdego zachęcam, jeśli tylko będziecie w pobliżu, zajrzyjcie, bo jest to miejsce ciche i spokojne i zachęca do zadumy przy poszczególnych kapliczkach męki Pańskiej. Skupienie, jak mówiłem było poświęcone posłuszeństwu i brało w nim udział siedem junirystek katarzyńskich wraz ze swoją mistrzynią. W sobotni poranek udałem się do Ostródy, gdzie odbywało się nasze święto prowincji, czyli doroczny zjazd braci, którym czcimy rocznicę kanonizacji naszego patrona, św. Maksymiliana. Było nas bardzo wielu i to jest prawdziwym źródłem radości, bo przyczynia się do wzrostu nadziei, że jeszcze wiele Pan może zrobić posługując się nami. I młodymi i starszymi. Wspólna modlitwa, rozmowy, formacja - wysłuchaliśmy wykładu o specyfice prowadzenia parafii franciszkańskich, wygłoszonego przez zaproszonego kapucyna. Dobry dzień, który zakończyłem wraz z siostrami po powrocie do Glotowa. Dziś nasze skupienie się zakończyło. Trudno tam było nawet o sygnał sieci komórkowej, a co dopiero o nternet:) więc piszę dopiero teraz. Odpoczywam psychicznie i duchowo w gronie sióstr, dlatego bardzo lubię prowadzić dla nich skupienia. One wysubtelniają moje spojrzenie na wiele kwestii życia konsekrowanego, które w ferworze walki codziennej umykają... Lubię ich słuchać i uczę się od nich wiele. Każde takie skupienie ponadto prowokuje mnie do poszukiwań, przemyśleń i pogłębiania niektórych treści, co w gruncie rzeczy jest rozwijające również dla mnie, więc korzyści są obopólne.

Dzisiejsze Słowo również zobaczyłem w kategorii posłuszeństwa. Pierwsza myśl dotyczyła tego, że jedną z największych przeszkód w posłuszeństwie jest pycha, która każe myśleć, że Duch działa tylko przeze mnie i tylko ja mogę mieć rację, ja mogę mieć monopol na prawdę i na jej odkrywanie. Zanim Naaman obmył się w Jordanie, rozważał i żalił się - przecież myślałem, że prorok wyjdzie, zrobi jakiś hokus-pokus, wezwie swojego Boga i mnie oczyści. Czyż nasze rzeki nie są lepsze, dlaczego właśnie w tej mam się obmywać? Wreszcie przekonują go - przecież gdyby zażądał od ciebie czegoś trudniejszego, zrobiłbyś to bez szemrania, dlaczego tak prostej rzeczy masz nie zrobić. I doznaje oczyszczenia... Zaufać. Nasz św. Franciszek stwierdza, że oczywiście istnieją takie sytuacje, w których przełożony może się mylić. Być może ty wiesz lepiej, bo na przykład jesteś w tej dziedzinie wykształcony i to tobie możnaby zaufać. Tymczasem święty radzi - złóż z tego ofiarę, uczyń to, co ci polecają, nawet jeśli czujesz, że to nie tak. Tylko w dwóch przypadkach możesz odmówić. Jeśli sprzeciwia się to Ewangelii, albo twojemu sumieniu. I o ile w pierwszym przypadku dość łatwo to rozsądzić, o tyle w drugim... Jak trzeba mieć dobrze uformowane sumienie, żeby w nim położyć swoją ufność. Z pewnością więc nie należy tego argumentu nadużywać. Złożyć siebie w ofierze. Posłuszeństwo czasem wiele kosztuje...

Po wtóre, Bóg chce działać w istniejących strukturach i może to czynić. Dziesięciu trędowatych przychodzi i z daleka krzyczą do Jezusa prosząc o uzdrowienie. Nie wolno im podejść bliżej. Może to dość bezduszne z naszego punktu widzenia, ale tak było. Konieczność sygnalizowania, że zbliża się trędowaty, miała zdrowych ustrzec przed zarażeniem tą tragiczną chorobą. Jezus zaś ich wysyła do kapłanów, którzy wówczas orzekali o wyleczeniu z tejże przypadłości. I w drodze dokonuje się cud. Czasem bywa, że zwłaszcza młodzi zakonnicy przychodzą do wspólnoty i mówią - to nie działa, to wszystko jest skostniałe i nieaktualne, my stworzymy coś nowego. Trzeba zburzyć i zaorać, budować na nowo. Jakby świat zaczął się wczoraj, jakby zaczynał się od nas. Tymczasem struktury istniejące nie są przeszkodą dla działania Bożego. On się w nich odnajduje i my mamy podobne zadanie. Odnaleźć się w tym. Nie przeczy to oczywiście postulatowi nieustannej odnowy naszych wspólnot i naszego rozumienia posłuszeństwa, naszych struktur, ale nie od zmian w strukturach nasze bycie posłusznym powinno się zaczynać.

I wreszcie wdzięczność. Tylko jeden trędowaty wrócił, aby oddać chwałę Bogu. Inni poszli świętować gdzie indziej, sprawca cudu nie był najważniejszy. Kiedy jestem posłuszny i realizuję wolę Bożą przychodzącą do mnie przez moich przełożonych, wolę, która nie zawsze jest dla mnie łatwa, powinno to rodzić we mnie wdzięczność. Podobnie jak w Maryi wzbiera okrzyk - wielbi dusz moja Pana... Nie chcę powiedzieć, że to łatwe i sam się już o tym niejednokrotnie przekonałem, a im człowiek jest starszy tym to chyba trudniejsze, ale dojrzewanie w wierze i w życiu zakonnym do tego chyba powinno prowadzić. Do wdzięczności...