Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

Eliasz...

2010-10-02

Mili Moi...

Jako że dziś spędziłem sporo miłych chwil na uroczystości pierwszej profesji s. Marii Pauli, klaryski od wieczystej adoracji, pozwólcie, że i z wami się podzielę treściami, którymi z nią się dzieliłem... Rozważaliśmy podczas mszy fragment Księgi Królewskiej o Eliaszu oraz opowiadanie o bogatym młodzieńcu...

Eliasz z wozu wynurzył swą pierś i urwiście 

Zwisł nad głębią i dłonie w przód rozwiał, jak liście,

I wargami zmacawszy chłód gwiezdnych przezroczy, 

Do Boga wzwyż i na wprost mówił w cztery oczy: 

"Tak, mogło być inaczej ! Słowa śmiesznie złote 

Dla zbłagania ciemności! Chcę iść w tę Innotę, 

Chcę być tam, gdzieś nie bywał! Chcę walczyć sam na sam! 

Niech czuję, że zwyciężam, lub wiem, że wygasam!

Chcę wzburzoną swobodą przekroczyć mą dolę! 

Puść mię tam - w bezbożyznę! Puść - na wolną wolę! 

Postroń wszystko, co było! Nie poskąp mi lotu! 

Już - z Tobą! . . . Już - bez Ciebie! . . . Nie żądaj powrotu!"

Wóz się zachwiał. Skry jego, niby ślepie wilcze, 

Lśniły, przejrzawszy na wskroś zamysły tubylcze. 

I spełniło się:.. Eliasz czuł przez jedną chwilę, 

Ze spełniło się właśnie... I czuł tylko tyle... 

Pochłonęła go drętwa i pilna Ciszyzna. 

Wiedział, że Bóg - daleko - że nic mu nie wyzna. 

Dreszcz lęku w nim zanikał raz jeszcze - raz jeszcze - 

I wstrząsnęły nim obce ciału przeciwdreszcze. 

Czekał, do jakich mroków pierś chętną dołoni? 

Dłoń wyciągnął w niewiedzę... Lecz minął czas dłoni! 

Rozwarł oczy... Czas oczu minął niepochwytnie! 

Już nie było błękitu, więc trwał bezbłękitnie. 

Dróg, nie było, więc drogi na pewno nie zmylił, 

I z wozu gasnącego w bezświat się wychylił,

Eiasz (frag)– Bolesław Leśmian

Eliasz, prorok jak ogień, ten, na którego Bóg naprawdę mógł liczyć, ten, którego posyłał do zadań specjalnych, najtrudniejszych, ten, który w swej gorliwości chciał wyprzedzać samego Stwórcę…

Dziś widzimy go zupełnie złamanego, niezdolnego nawet do tego, żeby podtrzymać ledwo tlące się w nim życie, dziś Eliasz podaje się do dymisji. Ogrom lęku, niepokoju, ogrom zadań, którym po ludzku nie sposób sprostać, potęga zła, która go otacza, klęska jego misji… Eliasz umiera, ale umrzeć nie może, Eliasz nie ma siły żyć, i nie chce żyć, dlatego woła o śmierć…

Ale Bóg bierze sprawy w swoje ręce i wyprowadza Eliasza z jego ograniczonego człowieczeństwem sposobu widzenia rzeczywistości.

Wstań i jedz Eliaszu, bo długa droga przed tobą, długa droga do zrozumienia twojego powołania…

I Eliasz idzie, mocą Bożego pokarmu idzie do Bożej góry Horeb. Idzie ku Bogu, mocą Boga. Bo swoją mocą nie był w stanie uczynić ani jednego kroku…

A kiedy już staje na Horebie, ukrywając się w cieniu jednej z wielu jaskiń, w ciemności, bez wewnętrznego światła, Bóg stawia mu tylko jedno pytanie – co ty tu robisz Eliaszu? A on zdaje się wygłaszać wcześniej przygotowaną mowę – miał czas, dużo czasu, żeby ją obmyśleć…

Ale to nie to. Pan mówi wyjdź, wyjdź z ciemności, wyjdź z lęku, wyjdź z nieporozumienia… wyjdź, aby zrozumieć, czym jest twoje powołanie, aby zrozumieć czym jest każde, wzniecane przeze mnie powołanie…

Lekcja wichru druzgocącego skały. To początek powołania. Zmienia się wszystko, ogromu tego poruszenia w sercu nie da się wypowiedzieć ustami. Wydaje się, że nie ma przeszkód, których nie dałoby się pokonać, wydaje się, że tylko krok dzieli nas od zdobycia całego świata. Powołanie nadaje sens całemu życiu, wskazuje kierunek, oczyszcza. Rozpiera serce fantastycznym uczuciem radości, przynależności do Pana…

Lekcja trzęsienia ziemi. Trudny okres. On pojawia się prędzej, czy później. Nic tu nie wydaje się stałego, wszystko się kruszy, łamie, rozwala. Czasem wręcz traci sens, czasem pojawia się pytanie czy to moje miejsce? Nie chcę tu zginąć, gdzie indziej będzie bezpieczniej. Pojawia się pokusa ucieczki, ratowania swojego życia, porzucenia niebezpiecznych rejonów. Nie ma radości, nie ma spełnienia – jest lęk i bezradność.

Lekcja ognia – czasem poprzedza trzęsienie ziemi, a czasem po nim następuje. Kiedy wszystko się uspokaja, pojawia się nowa żarliwość. Ogień chce się rozprzestrzeniać, dzielić. Pojawia się pragnienie świadectwa, włączania innych w moje doświadczenie. Płonę niczym Eliasz – żarliwością o dom Twój rozpaliłem się, chyba mnie rozumiesz Boże…

Wreszcie nadchodzi lekcja łagodnego powiewu – delikatność, czułość, umiejętność patrzenia, uwaga, pokój nadchodzącego Boga… Tu jest Pan! Nigdzie indziej w Biblii nie mamy takiego określenia na Jego obecność. Pokój Pana, który staje się udziałem jego sługi…

I mamy nadzieję, że to właśnie dzieje się dziś w życiu s. Pauli. Wiara podpowiada nam, że Pan dziś udziela się jej w sposób szczególny, a i ona oddaje się Jemu w sposób niezwykły…

Nie towarzyszą temu ani gromy, ani wichry, ani ogień… To już za nią, ale i przed nią… Dziś szmer Pana, w którym znowu słychać pytanie – co ty tu robisz… Paulo…? Co ty tutaj robisz. 

To pytanie powinno się wyryć w twoim sercu, a twoje życie ma się stać przestrzenią poszukiwania odpowiedzi na nie.

Eliasz znów wypowiada swoją mantrę – żarliwością rozpaliłem się… Ale już jakby ciszej… Po to, aby w tym szeleście Boga usłyszeć – wróć Eliaszu, wróć na trudną drogę twojego powołania, twoja misja nie jest skończona, jeszcze wiele mamy razem do zrobienia…

Trochę szkoda, trochę mi po ludzku brakuje innej odpowiedzi, której mógłby udzielić Eliasz na pytanie co ty tu robisz?

A co mam robić Panie? To jest pytanie, które zadaje młodzieniec z dzisiejszej Ewangelii. I ty siostro Paulo masz do niego prawo, może nawet więcej – obyś stawiała je jak najczęściej, bo Jezus jest gotów ci nieustannie odpowiadać.

Jest tylko jedna rzecz, o której musisz pamiętać – droga z Jezusem, to droga w jednym kierunku, a poprzeczka idzie wciąż w górę. Na Niego możesz liczyć – On postawi ci wymagania i to takie, których w świecie mogłabyś nie doświadczyć. I paradoksalnie to jest największy dowód Jego miłości – WYMAGANIA.

Nie będę dziś o nich mówił więcej, ale ta uroczystość dowodzi, że pierwszą wysokość masz już za sobą. Przeskoczyłaś. I to jest powód do ogromnej radości. Twój pierwszy życiowy rekord masz na koncie dziś… Oby każda następna wysokość była dla ciebie osiągalna…

Co mam czynić Panie? Odpowiedzi jest wiele, bo nasz Bóg jest w nie przebogaty… Pozwól, że w imieniu Kościoła poddam ci tylko jedną z nich zawartą w soborowym dekrecie o przystosowanej odnowie życia zakonnego „Perfectae caritatis”

Instytuty poświęcone całkowicie kontemplacji, tak że ich członkowie w odosobnieniu i milczeniu, w ustawicznej modlitwie i gorliwej pokucie zajmują się jedynie Bogiem, zachowują zawsze, choćby nagliła konieczność czynnego apostolstwa, wyborną cząstkę w mistycznym Ciele Chrystusa, w którym "wszystkie członki nie spełniają tej samej czynności" (Rz 12,4). Bogu bowiem składają doskonałą ofiarę chwały, a ludowi Bożemu dodają blasku przez obfite owoce świętości, zagrzewają go przykładem i przyczyniają się do jego wzrostu dzięki tajemniczej płodności apostolskiej. Tak więc są ozdobą Kościoła i zdrojem łask niebieskich.

Pamiętaj o tym zwłaszcza w chwilach trzęsienia ziemi, kiedy sens tego życia przysłonią lęk i trwoga. Wyborna cząstka i ozdoba, o której mówią ojcowie soborowi, to nie jest „wisienka na torcie”, której może zabraknąć, bez nadmiernej utraty walorów smakowych. Kościół bez ciebie i tobie podobnych nie „smakowałby” już tak samo…

Wziął go wicher i uniósł na ognistym wozie. 

Leciał rozzuchwalony w powietrzu i w grozie, 

Płaszcz swój zrzucił na ziemię, by z wyżyn rozstania 

Płaszczem ziemi dosięgnąć na znak pożegnania. 

I odtąd już go nigdy na ziemi nie było.

I tego ci w dzień ślubów słowami Leśmiana z serca życzymy…