Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

posłusznym być...

2010-09-26

Mili Moi...

Dziś w nocy udało mi się wróćić z Kalwarii Pacławskiej... Jest ona położona... na końcu świata, więc podróż trwała strasznie długo. Na szczęście byli ze mną Kamil i Krzysztof, to było trochę raźniej. Jak pamiętacie, prowadziłem wraz z nimi audycję w Radio Niepokalanów w środę, a w piątek wyruszyliśmy na pierwsze śluby naszych nowicjuszy. Uroczystość pierwszych ślubów była rzeczywiście bardzo piękna. Cieszyłem się, że mogłem w niej uczestniczyć, bo z naszej prowincji zakonnej było nas tylko pięciu. To zrozumiałe, że w sobotę bardzo trudno wybrać się braciom z północy na samo południe nawet na tak ważną dla nas wszystkich uroczystość. Od swoich pierwszych ślubów, które miały miejsce 9 lat temu, nie byłem na takiej uroczystości. Bardzo mną ona poruszyła. Przypomniałem sobie samego siebie, kiedy drżąc klękałem i mówiłem - na część i chwałę Najświętszej Trójcy... ślubuję żyć w posłuszeństwie, bez własności i w czystości... przez okres jednego roku. A potem przyszedł taki dzień, kiedy nie mniej wzruszony powiedziałem te słowa - ślubuję na całe życie. Bardzo modliłem się w Kalwarii, żeby Pan na nowo rozpalił we mnie ten franciszkański żar, żeby wszedł w moje życie z nową mocą. Zresztą taką intencję wypowiedział również wikariusz krakowskiej prowincji naszego zakonu, przewodniczący liturgii, abyśmy dziś powierzyli Bogu nasze życie na nowo, tu, teraz, w tym jego momencie, żebyśmy pozwolili się otoczyć jego miłości... O. Mariusz, wikariusz naszej prowincji, który głosił tam słowo, wykorzystał opowieść o spotkaniu Boga z prorokiem Eliaszem. Te słynne słowa, które prorok usłyszał - co ty tu robisz Eliaszu?, dotknęły mnie w głebi mego serca. Zdałem sobie sprawę, że nieustannie powinno wybrzmiewać we mnie to pytanie, a ja muszę wciąż sobie na nie odpowiadać, aby pogłębiać motywacje, aby wciąż korygować kurs, aby coraz mniej było w mojej posłudze mnie samego, a coraz więcej Boga i Jego planu. Można Pana próbować zagadać, można Go próbować przekonywać, co czyni Eliasz - gorliwością o dom Twój rozpaliłem się, no chyba mnie rozumiesz, musiałem zrobić to, czy tamto, przecież robiłem to dla Ciebie... Ale nadchodzi moment, w którym Pan mówi - wyjdź na zewnątrz, spotkaj się ze mną w całęj prawdzie, zapytaj się siebie, czy ja cię rzeczywiście o to prosiłem, czy to był mój plan, czy nie przesadziłeś, czy wsłuchałeś się we mnie...? Teraz masz okazję... I Eliasz słyszy gromy, hałas, grzmoty... Widzi ogień i trzęsienie ziemi rozwalające skały... To przecież on, Eliasz, który pozabijał mieczem wszystkich proroków pogańskich. Ale w tym nie ma Boga. Bóg jest w łagodnym powiewie, którego Eliasz się nie lęka, wobec którego staje, w którym chce się odnaleźć...Piękny obraz głosiciela, ewangelizatora, świadka - nie siej postrachu, wsłuchaj się w Boga, przyjmij Jego widzenie rzeczywistości i nieustannie pytaj, czy to, co zamierzasz jest rzeczywiście tym, czego chce On. Poczułem się bezpiecznie i spokojnie w obecności Pana, który i mnie zechciał zaprosić kilka lat temu do rodziny franciszkańskiej, posłał mnie na głoszenie i dał mi władzę nad złymi duchami, abym je wypędzał w Jego imię... To pytanie - co ty tu robisz Michale? jest we mnie i słyszę je bardzo wyraźnie. CO... TY... TU... ROBISZ? Każda jego część ma znaczenie, w każdej chcę się odnaleźć...

Nowa łaska odkrycia ślubów... Zwłaszcza posłuszeńswo stanęło mi przed oczami. Umiejętność odnalezienia się TU... Co ty TU robisz? Przyjąć okoliczności, dostrzec zadanie, nauczyć się radości w codzienności, która niejednokrotnie jest trudna. Czy Łazarz, o którym dziś mowa, był zadowolonym z życia celebrytą? W żadnym razie! Był cierpiącym członkiem ludzkości, który musiał nauczyć się żyć ze swoją sytuacją, który musiał się w niej odnaleźć. I zrobił to. Niewątpliwie cierpiał, ale nie przeklinał swojego losu, nie uciekał od niego w samobójstwo, czy depresję, nie odszedł w cień buntu wobec losu, Boga, świata... Pojednał się ze swoją sytuacją. To niejednokotnie kosztuje bardzo dużo. Ale to jest kierunek, który wyznacza nam również ślub zakonnego posłuszeństwa. Zwłaszcza kiedy nic nie idzie, tak jak sam bym chciał, jak sam bym obmyślił... Zwłaszcza jeśli nie jestem tu, gdzie kierują mnie moje marzenia. Zwłaszcza, kiedy chciałbym być wszędzie i robić wszystko... To trudne... I choć na tę chwilę nie przeżywam większych napięć co do ślubu posłuszeństwa i nie mam poczucia ofiary, którą składam, bo wydaje mi się, że odnajduję się w tym miejscu i czasie, który mi sam Pan Bóg zadał, to myślę o przyszłości, bo Pan Bóg stopniuje zadania i prowadzi do coraz trudniejszych wyzwań. Niech Jego ręka mnie wspiera, kiedy zażąda prawdziwej ofiary, a nadzieja nagrody z Nim niech umacnia moje wybory.

A ja, jeśli to zachowasz, obiecuję ci w imieniu Boga Wszechmogącego, życie wieczne. To obietnica, którą każdy z nas usłyszał zaraz po złożeniu śubów. I ja jej wierzę:)