Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

Narodziła się Gwiazda niosąca zbawienie...

2010-09-08

MIli Moi...

Niewiele się zmienia w moim chorowaniu, niestety... Ale wciąż żyję nadzieją, że jednak ta choroba nie zmierza ku śmierci i że się jakoś podźwignę...

Dziś ważne święto, Narodzenie Najświętszej Maryi Panny. Przyznam szczerze, że rozumiejąc jego wagę, nie przeżywałem go dotąd jakoś szczególnie dogłebnie. Wczoraj jednak spowiadałem niezwykle dojrzałego w wierze człowieka, który chciał z czystym sercem wejść w świętowanie z Maryją... Doznałem jakiejś małej przemiany - to dowód na to, że i spowiednik korzysta niejednokrotnie z wiary penitenta... W każdym razie zapragnąłem przeżyć to święto inaczej...

Rozpocząłem już wczoraj wieczorem, jak zwykle zresztą, starając się przeczytać Ewangelię na następny dzień... I od razu pomyślałem sobie o tych, którzy się boją Maryi, lękają się, że ona mogłaby zasłaniać sobą Jezusa. Nie ma w Ewangelii takiego wersetu, w którym Jezus byłby jakoś zdominowany przez Maryję. Nawet w święto Jej narodzenia czytamy Słowo o narodzeniu Pana.

Dziś o poranku poczułem jakąś wewnętrzną słodycz modlitwy z braćmi. Dotarli już do nas o. Przemysław, o. Ferdynand i br. Marek, czyli nowy skład klasztoru już się objawił. To dzisiejsze doznanie było naprawdę czymś znaczącym, bo często tak trudno się podnieść z łóżka i pójść na te ranne modlitwy. A dziś doświadczyłem jakie to jest piękne i jakie ważne. To jest potrzebne zwłaszcza teraz, świeżo po wakacjach...

Podczas modlitw medytowałem dalej nad Słowem. W modlitwie pragnień pojawiła się we mnie tęsknota, żeby jak Franciszek pochylić się nad żłóbkiem w Boże Narodzenie - z taką czułością i głęboką wiarą w tę niezwykłą Tajemnicę... Popatrzyłem na Józefa. Skonfrontowałem jego sprawiedliwość z moją - czy ja mogę powiedzieć o sobie, że jestem sprawiedliwy według tych standardów, według których postępował i żył Józef? Co więcej, czy mam w sobie podobne jemu zaufanie? Jak wielkiego zaufania potrzeba było, żeby uwierzyć w tak niebywałą historię poczęcia... Czy mam w sobie jego pokorę? Przecież niełatwo było zgodzić się na taką rolę "tego drugiego", który zawsze stoi w cieniu, który nie będzie "prawdziwym" ojcem...

A w dzień dalsza praca nad rekolekcjami, ale dziś zwieńczona sukcesem, przynajmniej w warstwie przygotowań... To ważne, bo już za chwilę, w niedzielę wyruszam do Asyża i nie będzie mnie przez cały tydzień. Modlę się, żeby ten wyjazd pozwolił mi odnowić w sobie ducha franciszkańskiego, na nowo zachwycić się Franciszkiem i jego światem, jego wiarą, "jego" Bogiem... Przygotowuję się do wyjazdu czytając franciszkańskie teksty Brandstettera... Chyba mam podobną wrażliwość, bo bardzo do mnie one trafiają...

Rzym stawiany jest z kosztownych kamieni i pięknych marmurów, Asyż utkany jest z ewangelicznej pieśni. Rzym to władza, Asyż to dłonie modlitewne wzniesione ku niebu. Rzym to majestat, Asyż - zachwycenie. W Rzymie człowiek pokornie pochyla się ku ziemi. Pieta Michała Anioła jest tak piękna, że trzeba zamknąć oczy, żeby spokojnie się modlić. W Asyżu człowiek wznosi wzrok ku niebu i chcąc zmówić modlitwę, szeroko otwiera źrenice wpatrzony w chmury, które jak cherubiny krążą nad jego głową. W Rzymie człowiek czuje się częścią dziejowego dramatu. W Asyżu sama obecność człowieka jest już ukojeniem. Kto raz był w Asyżu, pragnie zbudować świat na wzór Asyżu...

To tylko mała próbka jego twórczości... Wracam zatem do czytania... Dobranoc:)