Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

krzyżyki codzienności...

2010-09-05

Mili Moi...

Dziś zakończyło się spotkanie z naszymi kandydatami w Gnieźnie. Jest ich czterech - Krzysztof z Witkowa, Kamil z Ostródy, Łukasz z Kwidzyna i Adam z Nowej Wsi Kościerskiej... Ja muszę z przykrością stwierdzić, że urwałem się z tego spotkania już wczoraj przed południem, a to tylko z tej przyczyny, że moja kondycja fizyczna pogarszała się z godziny na godzinę... Jakieś fatalne przeziębienie wzięło mnie w swoje posiadanie i począwszy od trudności żołądkowych, a skończywszy na totalnym zatkaniu nosa daje wciąż o sobie znać. Musiałem więc przerwać spotkanie i wrócić do domu, żeby rozpocząc jakąś sensowną kurację, bo mój organizm dostał już w życiu takie końskie dawki leków, że dziś byle gripex na mnie po prostu nie działa. Niestety moja choroba uniemożliwia mi też wyjazd do Krakowa, do szkoły, w której powinienem być już dzisiejszego wieczoru. Żałuję, bo bardzo lubię tam jeździć i długo się zastanawiałem, czy skapitulować, ale biorąc pod uwagę odległość, a ponadto warsztaty popołudniowe, które są często związane z jakimiś fizycznymi zadaniami, doszedłem do wniosku, że to się nie uda, bo nie mam siły ręką ani nogą ruszać... Wracając do kandydatów - może jest ich niewielu, ale wierzę, że mają szansę stworzyć zgraną grupę. Teraz oczywiście ojciec prowincjał zdecyduje o ich przyjęciu, bądź nie przyjęciu do naszej prowincji. Dowiedzą się tego wkrótce...

A zatem mój dzisiejszy dzień przebiega w cieniu choroby... Ma ona na mnie niemały wpływ... Otóż dziś w parafii "Klimuszkada", czyli doroczny festyn parafialny. Ja oczywiście w nim nie biorę udziału, ale na prośbę proboszcza w moim domu zamieszkała młodzieżowa orkiestra z Koszalina. Wczoraj przyjechali około 21, czyli właśnie wówczas, kiedy ja się kładłem do snu... Choroba sprawiła, że spałem tak mocno, że dopiero dziś dowiedziałem się, że ojcowie z klasztoru byli tu dwukrotnie w nocy poskromić temperament młodzieży, bo nie mogli spać... w budynku obok (!!!) Ja natomiast nie słyszałem nic... absolutnie nic... No ale nie rzczulajmy się, bo nie ma nad czym... Antybiotyk poszedł w ruch. Konsultacja telefoniczna z lekarzem się odbyła. Damy radę...

Z wielką radością powitałem dziś natchnienie... Tak, tak, prosiłem Pana, żeby mnie natchnął, bo za dwa tygodnie mam krótkie rekolekcje ewangelizacyjne w Gdańsku, a nie miałem na nie pomysłu. I dziś mnie oświeciło, dzięki czemu stworzyłem pierwszą katechezę, a to zawsze najtrudniejsze, bo najgorzej zacząć... Z pomocą przyszedł mi Nikodem i powstała "katecheza otwartych oczu". Bardzo się z tego cieszę, bo teraz już będzie łatwiej, a chcę ten tydzień chorowania wykorzystać na tę intelektualną pracę, żeby nie być bezproduktywnym...

Na dziś tyle i znikam dźwigać mój krzyż (czy raczej maleński krzyżyk), bo jak powiedział mój Pan - kto go nie bierze, nie jest mnie godzien...