Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

szaleniec Niepokalanej i wielki realista...

2010-08-15

Mili Moi...

Jeszcze raz o Ojcu Maksymilianie... Kiedy zadumałem się nad czytaniami, które wykorzystujemy w jego uroczyste wspomnienie, to znów przyszli mi do głowy iluzjoniści, o których już pisałem kiedyś...

Jedną z najgorszych chyba w tym świecie rzeczy jest życie w iluzji, w złudzeniach… Przynajmniej z dwóch powodów. 

Po pierwsze jest to źródło ogromnego cierpienia dla tego, kto nimi żyje, bo przebudzenie jest zwykle bardzo bolesne, a przejście ze świata miłych fikcji do rzeczywistości kosztuje często bardzo wiele.

Po drugie, jest to zwykle źródło niemałego cierpienia dla innych, dla żyjących wokół mnie, zwłaszcza tych najbliższych… 

Wystarczy spojrzeć na tych, którym się zdaje, że kochają i pod tym szyldem, pod tą fikcją stają się przyczyną cierpienia swoich najbliższych…

Wystarczy spojrzeć na tych, którym się wydaje, że wierzą i za nic nie mogą zrozumieć w czym rzecz, kiedy wspomina się, o tym, że taki czy inny sposób myślenia i działania nie ma nic wspólnego z wyznawanymi przez nich wartościami…

Wystarczy spojrzeć na tych, którym się zdaje, że ten świat jest kresem istnienia i chodzi o to, żeby z niego wycisnąć jak najwięcej, nie martwiąc się o przyszłość…

Słowo dziś te iluzoryczne poglądy na życie nazywa bardzo mocno - głupotą. Zwłaszcza dotyczy to sytuacji, kiedy człowiek nie potrafi dostrzec nadprzyrodzonego pierwiastka w swoim ziemskim życiu. To chyba najtragiczniejsza iluzja. Wówczas trzyma się go kurczowo, a śmierć jest niebywałym dramatem, który kończy wszystko, co dobre i piękne… Zdało się oczom głupich, że pomarli…

Ten, o którym myślimy dzisiaj, św. Ojciec Maksymilian, nie wszedł w iluzje doczesności dzięki jednej prostej zasadzie, wyrażonej w Księdze Mądrości – ci, którzy Mu zaufali, zrozumieją prawdę, wierni w miłości, będą przy Nim trwali…

Całą prawda o sensie naszego życia, o jego celu, o jego istocie jest ukryta w Bogu. Czy On chce ją przed nami ukryć, czy chce nas wprowadzić w błąd, unieszczęśliwić, zabrać nam cenne zabawki, pozbawić przyjemności?

Z całą pewnością nie. Mówi wprost – nazwałem was przyjaciółmi, bo objawiłem wam wszystko, co otrzymałem od Ojca…

A podstawowy plan na wasze życie to zanurzenie w źródle miłości, którym jestem ja, czerpanie z niego i zanoszenie tego do świata, który was nienawidzi… ale jak powie Jezus – mnie pierwej znienawidził…

Zaufanie Jezusowi rodzi nadprzyrodzone spojrzenie na życie. Natychmiast zaczynamy rozumieć, że w nim chodzi o coś zdecydowanie więcej, niż pełna miska, rozkosze i przyjemności…

Zaczynamy rozumieć, że przynależność do Chrystusa rodzi odpowiedzialność za świat i braci, którzy na nim żyją… A to jest dość trudna prawda, czasem bolesna, bo uderza w egocentryzm, bo to już nie ja jestem w centrum, ale Bóg, a wraz z Nim drugi człowiek…

Wówczas dostrzegam bezwzględną wartość mojego życia – być przyjacielem Jezusa, trwać przy Nim, Jemu ufać – to bezpieczna droga…

Wartość mojego życia... Ono ma sens, kiedy staje się darem…

Maksymilian to pojął – jeden człowiek, słabego zdrowia, z jednym płucem – misjonarz, budowniczy klasztoru największego w Europie, wydawca, małe seminarium, radio, setki braci, dla których znajduje kierunek i cel, MI…

Wreszcie ofiara z życia – w czym jest jej istota? – Maksymilian przypomniał, że życie jest własnością Boga i nikt nie ma prawa go odbierać drugiemu… Życie jest taką wartością, którą można tylko ofiarować…

Do tego jednak się dojrzewa, to nie przychodzi z dnia na dzień…

Poprzeczka wydaje się być zawieszona bardzo wysoko, ale wystarczy wykonać w sobie jeden zdecydowany krok ku prawdzie, ku świadomości, że moje małe życie ma wartość, że w nim chodzi naprawdę o coś więcej, że ode mnie bardzo wiele zależy, że moje istnienie ma znaczenie, żeby doświadczyć, że cele, które stawia Jezus są zupełnie realne, a siły, których udziela wystarczające…

Poza tym życie w prawdzie jest znacznie ciekawsze…

Św. Franciszek mawiał – wielcy święci osiągnęli chwałę trudząc się i zmagając, my zaś chcemy osiągnąć to samo, opowiadając o nich…

A zatem nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą, a jeśli nawet nie oddamy życia w fizycznym znaczeniu, to czyniąc je darem idziemy tą samą drogą, co Maksymilian i wielu przed nim i po nim… drogą świętości i prawdy…

Bo nic gorszego, niż tkwić w iluzji pozbawiając się Przyjaciela… to ból trudny do zniesienia, ból, którego pełen jest świat…

 

A przy okazji jestem zafascynowany serdecznością ludzi, których stać na dobre słowo, kiedy wychodzą z kościoła... Tak dużo dobrych słów usłyszałem dziś... To swoista agapoterapia... terapia miłością, której zawsze jestem złakniony... Któż z nas nie chciałby być kochany, doceniany? To chyba odwieczna tęsknota naszego serca... Dziś odrobinkę bardziej we mnie zaspokojona:)