Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

św. Maks... ymalista

2010-08-14

Mili Moi...

No czas już wrócić do pisania:) choć niełatwo się do tego zabrać po dwóch tygodniach przerwy... W ogóle nie chce mi się siadać do komputera... Okazuje się, że pielgrzymka może być znakomitą terapią dla uzależnionych od internetu... Co najpiękniejsze, wcale mi tego cudu techniki nie brakowało. Obywałem się również znakomicie bez telewizora, radia i innych radości... Można... Ale nie było w sercu pustki, bo zapełniali ją ludzie. To oni wypełniali mój czas przez ostatnie dwa tygodnie... Co ciekawe doświadczyłem po raz pierwszy na pielgrzymce czegoś, co nazwałbym zmęczeniem ludźmi... Oni byli wszędzie, zawsze głośni, w gwarze, ścisku, hałasie... W pewnej chwili miałem dość:) Albo się starzeję, albo moja dusza zakonna potrzebowała chwili ciszy... Trwało to bardzo krótko, ale było czymś nowym...

Już właściwie zacząłem się dzielić pielgrzymką... Ale muszę przyznać, że kiedy sięgam pamięcią wstecz, to nie mogę sobie przypomnieć... tak łatwej fizycznie pielgrzymki:) Uśmiecham się sam do siebie, bo rok temu pisałem, że jeszcze nigdy nie przeżyłem tak trudnej, sprawdziłem to przed chwilą:) W każdym razie, rzeczywiście prawie całą drogę przeszedłem i to była moja wielka radość. Nie to, żeby nie bolało. Bolało i to bardzo, ale w granicach normy i doping w postaci tabletki przeciwbólowej wystarczył, a nie jak rok temu - rano zastrzyk, bandażowanie stóp i świrowanie z bólu już przy pierwszym postoju... Myślę, że poza łaską Bożą, zdecydowały o tym kilogramy zrzucone w minionym roku, spacerki z kijkami i dobre sandały... Ale żeby nie było sielankowo, to muszę powiedzieć, że duchowo za to było ciężko... Czułem się jak suchy wiór, nie doświadczałem większych wzruszeń, nie trafiały do mnie modlitwy, czułem się jak jałowy opatrunek... sam jałowy, ale dobry na cudze rany... Jak powiedział mi spowiednik używając innego obrazu - jak młot, sam nic nie czuje, ale ściany rozwala... Wierzę, że Pan się mną posługiwał i za to Mu dziękuję. Mam nadzieję, że udało się niejednemu pielgrzymowi posłużyć, może komuś pomóc...

Oczywiście jak co roku duchowa adopcja na Jasnej Górze. To też dla mnie wielka radość, a co za tym idzie, dziewięciomiesięczna abstynencja w ramach postanowienia dodatkowego...

Dużo radości z pielgrzymowania, choć nasza grupka była kameralna, składała się z 45 osób. Ale to pozwoliło zawrzeć głębsze więzi i nawiązać relacje, no i niewątpliwie ułatwiło formację... Znów byliśmy postrzegani jako grupa rozmodlona i uduchowiona... To mnie akurat cieszy. Może zawdzięczaliśmy to też 9 siostrom zakonnym, które szły w naszej grupie...

Zdjęcia będę dołączał systematycznie, kiedy się już pojawią i kiedy znajdę na to chwilę, bo dziś znajduję się w Darłówku na dorocznej akcji powołaniowej, połączonej z odpustem św Maksymiliana... Pracowita więc niedziela przede mną, ale wrócę do domku i nabiorę sił, to postaram się nawrzucać tu trochę zdjeć... I pwnie będę jeszcze do tematu pielgrzymki wracał... Na razie muszę odespać... A jutro znów ranna pobudka:)

Ale jeszcze słowo o Maksymilianie...

Nikt nie wstaje rano i nie myśli sobie – ot oddam może dziś za kogoś życie, bo nie mam nic lepszego do roboty. Takie plany nie powstają przy porannej kawce. Do tego się w życiu dojrzewa, dochodzi powoli. Myśl o męczeństwie weryfikuje prosta rzecz – co robisz jak cię boli głowa? To trzeźwi jeśli wydaje ci się, że jesteś kandydatem na męczennika.

To, co jest pewne, w czasach Maksa obcowanie ze śmiercią było codziennością. Umierało wielu, także w Niepokalanowie, bardzo młodych braci, którzy chorowali częstokroć na gruźlicę, ale nawet zwykłe zapalenie płuc potrafiło zabić.

Maks ma więc do śmierci stosunek bardzo spokojny. Traktuje ją po franciszkańsku – siostra nasz śmierć cielesna. Mówi, że jest ona drogą do nieba, choć wyobrażenia o nim przypominają wyobrażenia konia o uczcie jego pana – jakie tam musi być siano, a jaki owies…:)

Zauważa, że nikt nie lubi myśleć o śmierci, zakonnicy też, a szkoda, bo moglibyśmy lepiej wykorzystać czas. Nie marnuje życia ten, kto chce się przygotować do śmierci, bo jest to jedyna pewna rzecz.

Nie zawsze długie życie jest gwarantem dobrego przygotowania się. Ale zauważa że ubożsi częściej myślą o śmierci i zdają sobie sprawę z ulotności czasu. Mniej są związani z tym życiem i jego sprawami.

Maks przypomina że ten pyłek, który we wszechświecie jest nazywany ziemią skończy się ze wszystkimi sprawami, choćby najważniejszymi.

Dlatego Maks zachęca do ustawicznej pamięci o rzeczach ostatecznych. Zwłaszcza w chwilach zwątpienia i pokus – osądzać sprawy w świetle gromnicy. Z grzechem dobrze? – a w czyśćcu, w piekle będzie dobrze?

To jest też sposób dobrego wykonywania pracy – czynić tak, jakby się miało po tym umrzeć...

Częste w jego zapiskach żarliwe słowa

- wieczność, wieczność, wieczność – uczy rozumu

- życie krótkie, cierpienie krótkie, a potem niebo, niebo, niebo…

- umrzesz, może dziś jeszcze 

Człowiek według Maksa naśladuje strusia wobec śmierci – chowa głowę w piasek i myśli, że jest bezpieczny. Wśród katolików wielu, którzy się nie zastanawiają, że umrą – ktoś odszedł, nie wrócił, czy to znaczy, że nie istnieje? Serce zbrukane grzechem boi się myśleć o wieczności.

Lekarstwem oddać się Niepokalanej z całym swym życiem, śmiercią i wiecznością.

Mawiał – cześć we wszystkim Niepokalanej i racz zabrać kiedy ci się spodoba.

Bardzo chętnie rozmawia o śmierci i prowokuje do myślenia

Z pewnym Żydem w pociągu

- a co po śmierci?

+ włożą do grobu

- i nic więcej

+ nie wiem

- a kto ma za pana wiedzieć

+ ja nie mam czasu nad tym myśleć – kupcem jestem

- czy to roztropne? – gdyby kogoś zapytać, gdzie jedzie tym pociągiem, a on by odpowiedział, że nie ma czasu się zastanowić?

Gdy w czasie okupacji pisze do urzędu w Sochaczewie prosząc o możliwość wydawania Rycerza, motywuje…

Za 100, czy 200 lat pana i mnie już tu nie będzie, ważne jest jednak gdzie będziemy i czy będziemy szczęśliwi – co godzinę jesteśmy o godzinę bliżej tego miejsca.

Swoich braci również zachęcał do częstego myślenia o śmierci. Służyły temu miesięczne dni skupienia często w I piątek. Każdy był obowiązany przeprowadzić ćwiczenie dobrej śmierci – przeżyć ten dzień jako ostatni dzień swojego życia.

Mieli też często rozważać Drogę Krzyżową, bo to pomaga w spokojnym myśleniu o własnej śmierci,.

Maks wielką wagę przywiązuje do życia na ziemi, jego jakości. Mówi do braci, że przyszli do zakonu się zbawić.

Dąż do jak największego stopnia doskonałości, bo jak umrzesz tak zostaniesz na całą wieczność, a umrzesz wkrótce, kiedy się nie będziesz spodziewał i pójdziesz na drugi świat sam i nagi.

Jak się dusza rozpędzi na tym świecie w miłowaniu Pana Boga, w takim stopniu dąży proporcjonalnie w niebie – w niebie miłość będzie się przez całą wieczność potęgować.

Kiedy jeden z braci „spotkał” Maksa już po jego śmierci na korytarzu krakowskiego seminarium i zapytał – Maksiu, czy ty już jesteś święty? Maks miał odpowiedzieć – nieustannie zbliżam się do świętości…

Ta świętość jest dla niego celem. Dopuszcza smutek po zmarłych, mówi, że nie jest to nawet przejaw niedoskonałości. Ale ma ciekawą teorię – że z Niepokalanowa do czyśćca się nie idzie, mimo że muszą tam iść prawie wszyscy… I myśli tu o Niepokalanowie z ducha a zatem dotyczy to także ludzi świeckich…

Miał przekonanie, że jak była jakaś ważna sprawa do załatwienia, to ktoś umierał i stawał się działowym tej sprawy w niebie

- kiedy umarło dwóch pierwszych członków MI ruch zaczął się rozwijać, władze zakonne spojrzały nań przychylnym okiem

- w Grodnie umiera br. Albert, który był bardzo potrzebny w wydawnictwie, wkrótce potem przychodzi dar ziemi pod Niepokalanów

- umiera o Wenanty – nakład Rycerza wyraźnie wzrasta

- umiera o. Alfons Kolbe – znikają trudności finansowe, a którymi boryka się wówczas wydawnictwo.

Stąd też wielka wiara Maksa w świętych obcowanie. Mówi, że święci nie mają już z sobą kłopotu, mogą się więc zając nami.

Prosi też braci aby oddawali prace, cierpienia, modlitwy dla dusz czyśćcowych. Wszystkie zadośćuczynienia przez Niepokalaną dla dusz czyśćcowych.

W Maksie wielkie pragnienie męczeństwa

My przyszliśmy do zakonu, aby cel osiągnąć, a nie zdrowie konserwować. Na ołtarzu miłości trzeba złożyć wszystko – tylko, żeby się powoli paliło. A jeśli ktoś życiem zapłaci za sprawę Niepokalanej, to możemy tylko pozazdrościć. Raz się żyje, nie dwa razy.

Tak po rycersku cierpieć, pracować, umrzeć, ale nie śmiercią zwyczajną – ot dostać kulką w łeb, by przypieczętować swoją miłość do Niepokalanej, tak po rycersku, przelać krew aż do ostatniej kropli dla przyciągnięcia całego świata dla Niej – tego samemu sobie i wam życzę – nic wznioślejszego dzieci nie mam.

Marzeniem naszym jest złożyć Niepokalanej w każdej chwili ofiarę z naszego życia – kości są najlepszym fundamentem i przyczyną rozwoju.

Każda dusza marzy o dobrej śmierci z uśmiechem na ustach, ale i tu Pan może zażądać ofiary – jak Jezus opuszczony na krzyżu – nie pragnąć wówczas czegoś innego, wyjątkowego…

Niepokalana pozwoliła Maksowi wybrać koronę. Wybrał obie. Jego życie zatem nieubłaganie zmierzało do ofiary…