Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30
 
Grudzień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31

żniwa II

2010-07-24

Mili Moi...

Od wczoraj już w Elblągu usiłuję ogarnąć to wszystko, co należy przed pielgrzymką ogarnąć, ale w czwartek wybraliśmy się z Krzysztofem, moim zacnym pomocnikiem w tych przedpielgrzymkowych bojach do Świętajna, do człowieka, który budował tubę dla naszej grupy pielgrzymkowej... I znów, po raz kolejny, przekonałem się, że demon próbuje mieszać przed samą pielgrzymką... Otóż droga, którą musieliśmy przebyć, zwłaszcza przy końcu przebiegała według mapy w stylu - za sklepem w lewo, potem wzdłuż torów, za przejazdem przed kapliczką w lewo, potem polną drogą i daleko w polu...:) W każdym razie poprzednio przejechałem bez żadnego trudu, natomiast tym razem wpadłem w taką dziurę, że... wyraźnie coś się urwało... Samochód zaczął chodzić jak czołg. W pierwszym po drodze zakładzie mechanicznym dowiedziałem się, że zerwałem "łapę", czy też "poduszkę", element podwozia trzymający układ wydechowy na swoim miejscu. Udało się to zabezpieczyć na tyle, że dotarliśmy do Elbląga... A tu naprawa, nie do końca wiadomo, czy część się znajdzie, wreszcie coś udaje się zamontować... Kosztowało to wiele nerwów, czasu i niestety pieniędzy, ale samochód wyrusza wraz z nami na trasę, musi więc być sprawny... Piszę o sprawce demona, bo to nie jedyny kłopot, który w związku z pielgrzymką wynika przed samym jej wyruszeniem. Dużo się modlę, żeby Pan się zatroszczył o naszą grupę, bo widać będą się dziać ważne rzeczy, skoro tyle trudności napotykamy u samego początku...

Dziś przeglądanie sprzętu, czyszczenie i pranie - kamizelek, flagi, chorągiewek i tym podobnych... Przegląd butli z gazem, naczyń. Kompletowanie zakrystii, przegląd statrego nagłośnienia... Zakupy. No mnóstwo spraw... A po południu jeszcze wyprawa do Nowego Dworu Gdańskiego, gdzie mam zamiar ochrzcić trzeciego syna Lucyny i Marcina, przyjaciół z dawnych, dawnych czasów, kiedy jeszcze byłem piękny i młody:)

A w dzisiejszym Słowie to, co mnie uderza najmocniej, to cierpliwość Pana. Znów rzut oka na żniwo. To ono będzie momentem weryfikacji, ale na Bożym polu mogą rosnąć razem ziarno i chwast. To bardzo ważne, bo czasem dobremu ziarnu naprawdę ciężko się przebić przez niesprzyjające okoliczności. Złemu bardzo zależy na tym, żeby ziarno nie wzeszło, żeby je zniszczyć, żeby je narazić na bezowocność... Tymczasem na polu uprawianym przez Pana, nie tylko ziarno się ostoi, ale nawet chwasty mogą zamienić się w zdrowe ziarno, jeśli tylko tego zechcą. Jednakowoż nie zmienia to faktu, że moment żniwa będzie chwilą weryfikacji i sądu. Jedne i drugie zostaną skoszone i wówczas się okaże kto jest kim. Myślę, że sporo może być zaskakujących odkryć dla wielu. My mamy taką zdumiewającą zdolność mylenia zdrowego ziarna z chwastami, jesteśmy omylni, więc z pewnością warto nieustannie obektywizować swoje oceny i nie uważąć ich za ostateczne i jedynie słuszne, bo Pan widzi więcej. I być może okaże się na koniec, że ci, których uważaliśmy za wspaniałych, objawią się jako nieużyteczni, a ci, co do których mieliśmy wątpliwości... Nie zmienia to jednak faktu, że przede wszystkim każdy powinien zadbać o swoje zbawienie, czyli zapytać siebie jaką glebą jestem i jakie ziarno we mnie rośnie. Z drugiej jednak strony, podtrzymuję to, co napisałem wcześniej, że w duchu odpowiedzialności należy troszczyć się o "rośliny" rosnące obok. I nawet jeśli nie do końca jestem w stanie ocenić "walory" sąsiednich roślin, to jeśli kieruje mną miłość, to z pewnością ich nie skrzywdzę. A ta właśnie miłość częstokroć dyktuje mi postawę, która nie pozwala milczeć i tolerować sytuacji nieprawidłowych...

Mój poprzedni wpis był poniekąd polemiką ze sceptyczką. Polemiką, a nie krytyką. Rzadko to robię, ale na tym blogu nie chcę niedomówień. Dla mnie czegoś brakuje w komentarzu sceptyczki, który tu zacytuję "Powody takiego związku mogą być różne, ale nieuregulowana sytuacja nie powinna być powodem odrzucenia. Jezus nie odrzucal nikogo. Jemu właśnie najbardziej zależało na takich grzesznikach. Zresztą wszyscy ludzie są grzeszni, a ocenianie wagi grzechu należy do Boga." Jeśli powołujemy się na Jezusa, to należy bardzo jasno zauważyć, że owszem, Jezus szukał takich ludzi i na nich Mu zależało, ale nie po to, żeby im pogratulować nowego, dobrego pomysłu na życie, ale żeby im wykazać, że są nie w porządku, i że potrzebują nawrócenia. I bynajmniej nie chodzi o jakiekolwiek odrzucanie, bo absurdem byłoby gdyby Kościół odrzucał grzeszników, ale z całą pewnością podlegają oni ocenie i waga grzechu również. To konieczne choćby w kwestii przystępowania do sakramentów. Kościól nie tylko sakramentami szafuje, ale jest też stróżem ich świętości i nie wolno Mu ich udzielić osobom trwającym w grzechu, czy nieprzygotowanym. Być może piszę o rzeczach oczywistych dla wielu, ale ten blog nie jest  zakątkiem tylko dla katolików i zakładam, że może trafić tu ktoś, kto nie zna, czy nie rozumie postawy Kościoła, dlatego moją rolą jest tę postawę przybliżać i jasno ukazywać. Dlatego to raczej nie krytyka, może raczej drobna polemika, ale w celu doprecyzowania i uściślenia:)

No i do samej sceptyczki:) Konieczna większa gruboskórność, jeśli się chce upubliczniać swoje myśli w takim medium jak internet... Nadwrażliwość jest tu raczej przeszkodą... Sam się o tym przekonałem już wielokrotnie... Wszystkich czytelników pozdrawiam i zapewniam o moim szacunku...

Podziel się: