Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

idź, czyń...

2010-07-11

Mili Moi...

Ładna jest ta przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. Nawet do naszego języka weszło to sformułowanie – dobry Samarytanin. Tacy ludzie mile widziani i poszukiwani. Takich ludzi coraz mniej.

Ba, kiedy się to czyta, można powiedzieć, że prawdziwa jest współczesna „religia dobrego człowieka” – czyli nie ważne w co wierzysz, ważne, żebyś był dobrym człowiekiem… To mógłby być sztandarowy tekst...

Problem zaczyna się wówczas, kiedy zaczynamy czytać Słowo w odniesieniu do naszego życia, kiedy my tam zaczynamy grać główne role.

Spróbujmy przełożyć ten fragment na nasze katolickie realia.

Idzie człowiek – jest w pełni sprawny, może o sobie decydować, wybierać. To symbol, obraz. Schodzi z Jerozolimy do Jerycha – od świętości do grzechu (Jerycho miastem pogańskim) – czyli w przeciwną stronę niż powinien.

Napadają go zbójcy, którzy odbierają mu tę zdolność decydowania o sobie – leży jak sparaliżowany, cierpiąc ogromnie, nie jest w stanie o siebie zadbać, sobie pomóc. To jest obraz grzechu.

Mija go ksiądz – zobaczył go i minął. Nie może się tłumaczyć, że nie spostrzegł, nie… Widzi i może wzrasta w nim obrzydzenie, niechęć, może w sercu głosi mu kazanie – sam jesteś sobie winien, chciałeś to masz… Być może szybko go mija, żeby w żaden sposób nie być wiązanym z tą sprawą, nie robić sobie kłopotów.

Przechodził lewita – to taki ówczesny ministrant, dziś powiedzmy szerzej – katolik zaangażowany. Też dostrzegł i również minął. Może bał się co ludzie powiedzą, może bał się narazić na koszta, może po prostu się spieszył…

I wreszcie Samarytanin, czyli poganin, zechciał sobie zrobić kłopot, zaangażował swój czas, swoje środki, żeby pomóc człowiekowi…

Pierwsza rzecz – dostrzegł w nim człowieka, takiego samego jak on. Człowieka, który jest bezsilny, pobity, niezdolny ustać na własnych nogach. Trzeba mu użyczyć swoich nóg, swoich ramion, swoich pieniędzy…

Po drugie nie czuł się lepszy od niego, nie próbował dociekać, aby rozliczać, nie potępiał, nie oceniał. Spotkał drugiego w jego człowieczeństwie, w czymś co było im naprawdę wspólne. Nie wiedział nic o tym drugim i taka wiedza mu wystarczyła, nie domyślał się…

Po trzecie – nie będąc sędzią i tym, który rozlicza potrafił współczuć. A to bardzo trudna sztuka…

Wiele osób dałoby wiele, żeby to słowo Jezusa nie brzmiało w tak wymagający sposób, żeby dało się to jakoś rozwodnić, rozpuścić, uczynić bardziej strawnym… A kiedy połączy się ten wymóg z innymi Jezusowymi słowami – choćby - jeśli kto chce być pierwszym wśród was, niech będzie sługą i niewolnikiem wszystkich…

Czy też – wszystko, co chcielibyście, aby ludzie wam czynili i wy im czyńcie… to trzeba się naprawdę gruntownie zastanowić czy ja wierzę w Jezusa, czy ja wierzę Jezusowi, na ile moja wiara manifestuje się w codzienności, manifestuje się przez miłość…

Niewykluczone, że problem leży w zasadach, zobowiązaniach, prawie, a raczej w naszym podejściu do nich. Wiemy, że zasady być muszą, bo one porządkują rzeczywistość, ale często nie jesteśmy w stanie się nimi ucieszyć, potraktować ich jako źródła szczęścia, ale widzimy w nich ciężar i coś, co najchętniej byśmy zrzucili z siebie.

Jeśli już musimy im podlegać, to chcemy, żeby wszyscy podlegali jednakowo, a za wszelkie odstępstwa ma być surowa kara… Dopóki oczywiście mnie nie przydarzy się odstępstwo…

Mam przyjaciela księdza, który nie podawał ręki swojemu rodzonemu bratu, kiedy ten opuścił żonę i dzieci… do czasu… aż sam nie porzucił kapłaństwa – pierwszym do którego poszedł po współczucie był ów brat… Optyka zmienia się znacząco, kiedy to ja zgrzeszę, kiedy to mnie napadną zbójcy mego grzechu..

Czy to znaczy, że mamy akceptować wszelki grzech i nie zwracać na niego uwagi. Z pewnością nie, wręcz przeciwnie. Ale jeśli mam być człowiekiem, bratem, muszę wychodzić z roli sędziego, a szukać w sobie współczucia.

To jest możliwe tylko wówczas, jeśli zdaję sobie sprawę do czego sam jestem zdolny i jak słaby jestem. Za moment to ja mogę być tym leżącym i potrzebującym pomocy człowiekiem…

To jest możliwe tylko wówczas, gdy ja sam nie jestem niewolnikiem prawa, ale widzę, że zamysł Boga wpisał je w świat jako źródło tego najbardziej podstawowego szczęścia i porządku.

Wtedy jest miejsce na współczucie dla tego, kto został tego szczęścia pozbawiony lub sam się go pozbawił. A stąd już blisko do postawy samego Jezusa, który cały świat pojednał ze sobą w swojej ofierze – nie jako sędzia, ale jako brat.

Franciszek mówił – człowiek jest tylko tym, kim jest w oczach Bożych i niczym więcej.

Ta dzisiejsza Ewangelia może spełnić rolę szpilki, która przebije nadmuchany balon mojego ego, mojego dobrego samopoczucia, dobrego myślenia o sobie.

Od tego Słowa nie można uciec, nie da się łatwo powiedzieć, że ono jest daleko, że nie dla mnie.

Prawda o sobie samym wyzwala i uczy miłości. Kto stoi niech baczy, aby nie upadł, bo kto z nas jest na tyle mocny, że da radę grzesznym zbójcom swojego życia.

Jeśli więc Bóg okazuje nam miłosierdzie, o ileż bardziej my… Stąd wołanie dzisiejsze – idź i ty, czyń podobnie jest wezwaniem do Jezusowej szkoły miłości...

A dziś akcja w Darłowie... Gorąco... Ale radośnie... Jak zawsze, kiedy mogę głosić Słowo:)

Podziel się: