Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

SFB...:)

2010-07-06

Mili Moi...

Zakończyliśmy więc dzisiaj rekolekcje dla dziewcząt u sióstr św. Rodziny w Warszawie i zasiadam już w swoim pokoiku relaksując się powoli i uzupełniając papierowe zaległości, które do relaksu trudno zaliczyć. Ale nic to... Jutro będzie lepiej... I to dosłownie... W najbliższy poniedziałek powinienem zacząć rekolekcje powołaniowe dla chłopaków w Darłówku, ale z powodu baaaaaardzo lichej liczby zgłoszeń, rekolekcje zostały odwołane, a ja... od jutra na leżaczku, sącząc zimną lemoniadę, oddam się lekturze i słodkiej drzemce... O niczym tak bardzo nie marzę jak właśnie o kilku chwilach odpoczynku w miłych i niepowtarzalnych okolicznościach przyrody... Nie myśląc o niczym, nie martwiąc się o nic... Mam nadzieję, że nic nie stanie na przeszkodzie...

Czas warszawskich rekolekcji był naprawdę przesympatyczny... Myślę, że widać to na zdjęciach - odsyłam do albumu... Przechodziliśmy naszą drogę wiary z Piotrem. Niewątpliwie był to czas pustyni, która, jak to pustynia, nie zawsze i nie koniecznie jest związana z samymi radościami. Wczoraj był dzień bardzo bolesny, właściwie swoiste apogeum. Zadaniem dziewczyn było uświadomienie sobie ich własnych zdrad, tego wszystkiego, co skutecznie oddzielało je od Jezusa. Patrząc na Piotra i jego złamanie, jego zdemolowaną wiarę, jego totalne zagubienie na dziedzińcu Arcykapłana, miały sobie uświadomić, że każdy z nas jest do tego zdolny, że każdy z nas jest zdrajcą, albo potencjalnym zdrajcą... Zobaczyć to, znaczy również odcierpieć to... Zostało nałożone milczenie i w tym czasie trwało badanie sumień...

Wieczorem zaś spotkaliśmy się z tymi odkryciami pod krzyżem. Poprowadziłem modlitwę wstawienniczą o pojednanie z historią życia. Wczorajsza ewangelia mówiła o przełożonym synagogi, który przychodzi do Jezusa prosząc o ożywienie swojego dziecka. Ja miałem wczoraj poczucie, że jestem właśnie takim człowiekiem, że staję wraz z nimi wobec Ukrzyżowanego i proszę Go o uzdrowienie tych ran, które zostały spowodowane ich zdradą, które spowowdowały, że gdzieś w głębi serca są one martwę, że jakaś część ich umarła... Stawaliśmy pod krzyżem i modliliśmy się jak potrafiliśmy... A łaska Pana była z nami... Działo się wiele... Szloch i łkanie natychmiast przywoływały na pamięć doświadczenie Piotra... Wiele z tych dziewcząt nie płakało, ale wręcz wyło... Wierzę głeboko, że ich serca zostały uwolnione. Niektóre zasnęły na podłodze w kaplicy, czasem mówimy na to spoczynek w Duchu Świętym i trwały tak ponad godzinę... Ufam, że Pan dokonywał wówczas "operacji na ich sercu". On chce przychodzić i być ze swoim ludem... Niektórzy mogliby powiedzieć - jakie zdrady może mieć na swoim sumieniu szensasto-, czy dziewiętnastolatka...? Podstawowy błąd tego sposobu myślenia nie uwzględnia wrażliwości sumienia. To, co dla mnie nie znaczy wiele, dla kogoś innego, może być niemałym dramatem... I nie zawsze chodzi tu o grzech, czasem ta zdrada dotyczy rzeczy niezwykle subtelnych... A Jezus daje do zrozumienia - zależy mi na tobie... O to Go wczoraj prosiłem - pokaż im, jak bardzo Ci na nich zależy. Otwórz swoje oczy na tym krzyżu i spójrz na nie, żeby w głębi Twojego spojrzenia mogły dostrzec jak bardzo drogie są w Twoich oczach, żeby mogły dostrzec ten ogrom Twojej miłości, żeby potrafiły spojrzeć na siebie Twoimi oczami, żeby Twoje oczy były dla nich lustrem. Wypnij swoje ramiona z tej belki i przytul... Pozwól im się w Ciebie wtulić, pozwól im przylgnąć do krzyża, wtopić się w niego. Ty sam przytul się do nich. Dotknij, tak jak dotknąłeś chorą na krwotok kobietę... Podźwignij je, umocnij i przekonaj, że warto żyć, że żadna zdrada, żadna rana, nawet ta najbardziej krwawiąca nie musi prowadzić do śmierci, że dla Ciebie nic nie jest zbyt straszne... Niech każda kropla Twojej krwi obmywa ich serca, strwożone i zalęknione. Niech one staną się naczyniami na Twoją krew i niech w nich dozna ona uwielbienia...

Modliliśmy się długo... Jeżeli któras z nich zechce napisać coś o swoim doświadczeniu, to dowiecie się jak one to przeżyły. Wiedzą o tym blogu, zaglądają tu, więc może któraś się odważy...

Jak widzicie na zdjęciach, chwile mniej poważne też bywały i było ich zdecydowanie niemało. Doszedłem do wniosku, że pracując dla powołań nie można się zestarzeć, człowiek po prostu nie ma na to czasu. Zresztą kiedy patrzyłem na ich werwę i tempo regeneracji sił, to i tak miałem poczucie, że jestem niezłym wapniakiem, który zamyka się w pokoju o 22, żeby się wyspać na dzień kolejny. One zaś do drugiej, trzeciej nad ranem wiodły dysputy z siostrami, które następnego dnia musiały też robić dobrą minę do złej gry i udawać, że nie ziewają:)

Ale to właśnie dzięki takim nocnym pogaduchom czas rekolekcji wspomina się nawet po latach jako coś niezwykłego. Sam jeździłem, więc wiem i dlatego nigdy nie stosuję "zamordyzmu" wobec młodych, którzy tego nocnego czasu potrzebują. Bo to właśnie wtedy najczęściej otwierają się serca... Ja jednak wyznaję starą, Jezusową zasadę kierownictwa duchowego - mężczyzn przez całą dobę (jak Nikodema), kobiety w południe (jak Samarytankę:). Dlatego nocnymi rozmowami zajmowały się siostry, a ja niejedną mądrą, indywidualną pogawędkę przeprowadziłem w dzień... Dobry czas i prawdziwe rekolekcje również dla mnie...

Podziel się: