Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

wierzyć i być dumnym...

2010-07-03

Mili Moi...

I tak oto już drugi dzień spędzam w Aninie, warszawskiej dzielnicy, z dziewiętnastoma młodymi dziewczętami, w towarzystwie trzech sióstr zakonnych. Przeżywamy rekolekcje pod hasłem "(Od) czytać życie". Przewodzi nam w tym czasie św. Piotr. Oczywiście mylą się ci wszyscy, którzy myślą, że tak spędzam wakacje. To wciąż pracowity czas, zwłaszcza że siostry przygotowały prawdziwy maraton duchowy, co przy trzydziestu stopniach na dworze nie jest proste samo w sobie. Ale atmosfera jak zawsze przednia... Poza głębokimi treściami i chwilami modlitwy, dużo dobrej zabawy i niegłupich rozmów, a to przecież dość ważne:)

Dziś trochę trzeba bronić św. Tomasza:) Wydaje mi się, że w naszej mentalności on został totalnie zaszufladkowany, jako niedowiarek, czyli ktoś gorszy od pozostałych Apostołów... Tymczasem Tomasz mógł się chyba czuć nieco pominięty... Nie wiemy dlaczego nie było go z pozostałymi... A może po prostu poszedł po bułki:) Przecież nie oczekiwał żadnej nadzwyczajnej łaski, chciał tylko tego, co innym zostało dane, czego oni doświadczyli... Potrzebował mocnego bodźca, bo nie mogły go przekonać rozentuzjazmowane głosy towarzyszy, z których pewnie każdy mówił co innego, bo każdy co innego zapamiętał z tego, co widział... I kiedy i Tomaszowi Jezus ofiarował tę łaskę, on wyznał - Pan mój i Bóg mój... Jak mówi św. Augustyn, widział rzeczywistość materialną, ale wyznał niematerialną... Wyznał wiarę... Stanął po stronie Jezusa... On od początku prowokował swoich uczniów i do dziś to czyni, aby zajęli stanowisko, aby opowiedzieli się za Nim, lub przeciwko Niemu. Tomasz zdołał to ostatecznie zrobić dziś. Potrzebował czasu i mocnego bodźca, ale zrobił to, wyznał wiarę w swojego Boga...

To mi przywodzi na myśl problem odpowiedzialności za ten skarb, który mam. Przecież wiara jest rzeczywistością, w której żyję. I ten dar rodzi odpowiedzialność. Nie tylko za to, co mam, ale również za tych, którzy są wokół mnie i tego nie mają. Jak im pomóc, jak się podzielić, jak nie pogwałcić ich wolności, jak zaświadczyć? Nie chcę sprzedać mojej wiary za kilka błyskotek, nie chcę jej stracić dla jakiejkolwiek relacji, dla prestiżu, dla reputacji, dla akceptacji... Nie chcę! Chcę z niej uczynić skarb, coś nadzwyczaj cennego, co nie będzie ani na sprzedarz, ani na wymianę... co będzie darem... Ocalić to w sobie... To takie trudne zwłaszcza dla młodych dziś... Mówiłem o tym dziewczynom... Pogoń za akceptacją może sprawić chowanie tego ognia gdzieś pod łóżkiem, podczas gdy powinno świecić na świeczniku... Ocalenie wiary kosztuje, zawsze kosztuje. Czasem to większe, a czasem bardzo małe męczeństwo. Pamiętam, że w liceum na wycieczce klasowej musiałem przetrwać nawet sikanie do butów ze strony moich kolegów, którzy dopiero jak sobie ostro popili, byli w stanie wyznać, że szanują mnie (i mojego najlepszego przyjacela Dawida), bo my mamy swoje poglądy i ich nie zmieniamy. Na trzeźwo nie stać ich było nawet na zwyczajną tolerancję...

Ocalić i podzielić się, dać dar innym... Albo mnie przyjmują z tym darem, albo mnie nie ma dla nich wcale. Zbyt radykalne? Ale czy nie prawdziwe? Czy mogą uchodzić za przyjaciół ludzie, którzy mnie nie akceptują, do których muszę się dostosować nawet w sposobie myślenia, żeby zasłużyć na ich przychylne spojrzenie? Według mnie szkoda czasu... to nie przyjaźń... szkoda czasu na oszukiwanie siebie... Ale nie szkoda go na świadectwo.

Co innego jeszcze mnie dziś uderza w Liście do Efezjan. Paweł pisze - jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga. Domownik to nie gość, nie obcy, nie przychodzień, ale ktoś, kto czuje się u siebie, ma klucze do domu, może wygodnie wyciągnąc nogi na kanapie. Ale ma też obowiązki - musi sprzątać jakąś część wspólnego lokum, ma zadbać, aby innym żyło się lepiej, ma troszczyć się o wspólne dobro... Wiara jest naszym skarbem, jest mieszkaniem, które zamieszkujemy wspólnie, jest bezpiecznym miejscem naszego przebywania. Każdy ma w związku z tym przywileje i obowiązki. Nie zapominając o pierwszych, zwróćmy uwagę na drugie. A wszystko zaczyna się od decyzji serca - Pan mój i Bóg mój... Kto na ciebie dziś liczy? Kto potrzebuje dziś skarbu twojej wiary? Rozejrzyj się, a nie będziesz musiał zbyt długo szukać...

Podziel się: