Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

kiedy ci trudno i nic nie wychodzi...

2010-06-29

Mili Moi...

Pozdrawiam was z urokliwego zakątka Polski, którego wartość doceniam w takie śliczne, letnie dni, jak ostatnie:) Otóż jestem w naszym franciszkańskim seminarium w Łodzi Łagiewnikach (na zdjęciu). Uczestniczę tu we wspominanym już przeze mnie kursie dla wychowawców naszego zakonu z Europy Środkowo Wschodniej. Jest nas chyba około 15 i nasze zajęcia polegają na słuchaniu mądrych rzeczy, ale i na wzajemnym dzieleniu się doświadczanymi trudnościami, na próbach zaradzenia im, na szukaniu najlepszych rozwiązań, wreszcie na budowaniu braterskich więzi...

Wczoraj i dziś słuchaliśmy księdza Mirosława Cholewy, który jest redaktorem naczelnym pisma dla księzy Pastores, ale przez wiele lat był rónież ojcem duchownym w warszawskim seminarium. Omówił z nami "Dekalog wychowawcy", a dziś poprowadził nas w tematach - "Wychowanie do wierności" i "Wychowanie do wspólnoty". Świeże spojrzenie kogoś z boku - to rzeczywistość bardzo przydatna, zebyśmy zobaczyli coś inaczej, niż zwykle... Cenny wkład w nasze rozumienie tych treści...

Jutro zaś ma się pojawić o. Amedeo Ferrari, nasz współbrat, który będzie nas wprowadzał w podstawy naszej zakonnej konsekracji. Właściwie chyba należałoby powiedzieć - będzie nam o nich przypominał i je pogłebiał.

Nasze seminarium jest otoczone z każdej strony wielkim lasem, co daje mi niezwykłe możliwości praktykowania nordic walkingu... Zaniedbałem się nieco ostatnio ze względu na remont, który nie nastrajał do podejmowania takich ćwiczeń, ale koniec z tym... Praktyka przed pielgrzymką być musi, więc wczoraj prawie dwie godziny oddawałem się temu miłemu skądinąd zajęciu...

Dziś uroczystość Piotra i Pawła... Obaj są mi bardzo bliscy... W swojej gwałtowności zdobywania świata dla Jezusa. Bardzo mi to imponuje i chciałbym w swoim życiu osiągnąć choćby cząstkę takiej skuteczności jak oni. Wiem jednak, że nie jest to możliwe bez kształtowania w sobie takiej wiary i więzi z Jezusem jaką oni mieli. Żeby umrzeć dla Jezusa, żeby być gotowym na ofiarę, żeby być odważnym i całkowicie pochłoniętym dziełem ewangelizacji, potrzeba takiego zapatrzenia w Jezusa, że wzrok już nie potrzebuje niczego innego i nie tęskni za niczym... Tylko za Nim... Do tego mi jeszcze daleko, ale cieszę się z takich spotkań jak to, kiedy rzeczywiście już w atmosferze wakacyjnego oddechu można spędzać czas w kaplicy, na rozmyślaniu, na spacerze z różnańcem w lesie... Tak mało mam ku temu okazji, a Pan się sam troszczy, żeby mi je stwarzać... Bez głebokiej wiary w pewnym momencie zaczyna brakować sił, człowiek zaczyna tracić kierunek, sens tego wszystkiego, co robi, motyw, dla którego podejmuje trud... Bez pogłebiana relacji z Nim wycieka powoli woda żywa, która powinna nieustannie tryskać z kapłańskiego zwłaszcza serca... Ona przestaje sycić jego samego, a co za tym idzie wielu innych wokół niego. Bez głebokiej wiary nie sposób przeżywać trudnych chwil, zwłaszcza tych, kiedy człowiek jest oskarżany o rzeczy, których nie zamierzał, nie uczynił, nie planował... Piszę nieco enigmatycznie, ale właśnie dziś dowiedziałem się, że przyjaciel przyjaciela został w tak krzywdzący sposób potraktowany. Dobry ksiądz, który chciał coś wspaniałego uczynić dla swojej parafii jest podejrzewany o rzeczy, które do głowy by nie przyszły najśmielszym bajkopisarzom... A ludziom Kościoła przyszły... Być blisko i pokazać, że jesteśmy w takich chwilach razem. Tylko to zostaje... I modlitwa rzecz jasna. Zwłaszcza cierpienie od swoich jest szczególnie bolesne, od tych, którzy dzielą ze mną moje ideały, z którymi, wydawało się, idziemy w jednym kierunku... To tajemnica Bożego wybrania, współodkupiania świata z Nim, na co pozwala... A człowiek, który wchodzi w Jego sprawy musi się z tym liczyć... Cierpienie weryfikuje częstokroć wybór, który dokonał się w radości i pokoju... Czy nie tego właśnie doświadczył Paweł?

Są sługami Chrystusa? Zdobędę się na szaleństwo: Ja jeszcze bardziej! Bardziej przez trudy, bardziej przez więzienia; daleko bardziej przez chłosty, przez częste niebezpieczeństwa śmierci. Przez Żydów pięciokrotnie byłem bity po czterdzieści razów bez jednego. Trzy razy byłem sieczony rózgami, raz kamienowany, trzykrotnie byłem rozbitkiem na morzu, przez dzień i noc przebywałem na głębinie morskiej. Często w podróżach, w niebezpieczeństwach na rzekach, w niebezpieczeństwach od zbójców, w niebezpieczeństwach od własnego narodu, w niebezpieczeństwach od pogan, w niebezpieczeństwach w mieście, w niebezpieczeństwach na pustkowiu, w niebezpieczeństwach na morzu, w niebezpieczeństwach od fałszywych braci; w pracy i umęczeniu, często na czuwaniu, w głodzie i pragnieniu, w licznych postach, w zimnie i nagości, nie mówiąc już o mojej codziennej udręce płynącej z troski o wszystkie Kościoły. 2Kor 11, 23-28.

Nie zazdroszczę mu tego cierpienia, podobnie jak nie zazdroszczę Piotrowi jego zdrady, ale jednego, czego im zazdroszczę to tego, że w tych najtrudniejszych chwilach przychodzili zawsze najpierw do Jezusa - skruszeni, czy zbolali, udręczeni, czy zagrożeni... A ja ciągle zaczynam od napinania muskułów i mówię - Panie, udźwignę to, dam radę... A już po chwili okazuje się, że jak zwykle... Tylko w Nim moja nadzieja i jeśli On nie pomoże, to... 

Przez przyczynę tych dwóch niezwykłych Apostołów proszę dziś Pana za wszystkich udręczonych, fałszywie osądzonych, zdradzonych, opuszczonych i nierozumianych... Niech ich wstawiennictwo wskaże wam nowe drogi dochodzenia do Pana. Niech wskaże je nam wszystkim...

Podziel się: