Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

bez Boga ani do proga...

2010-06-15

Mili Moi...

Nie jest łatwo być przyjacielem naszych nieprzyjaciół... Nic to odkrywczego... I dopiero kiedy doświadczy się prawdziwej wrogości, można powiedzieć z całym przekonaniem jak wymagające są zasady miłości Jezusa. Czy one czasem nie przekraczają możliwości słabej kondycji ludzkiej? Myślę sobie, że skoro Jezus ich wymaga, to nie mogą być ponad nasze siły... A jeśli ne są poza naszymi możliwościami, to może należałoby się bardziej przyłożyć... Jak inaczej mógłby wyglądać świat... Ale nie chodzi o to, żeby się tu rozmarzyć... Z całą pewnością nasza natura dotknięta grzechem pierworodnym nie lgnie do tego, co trudne, ale wręcz przeciwnie, do tego co łatwe, lekkie i przyjemne... Dlatego tak często miłość jest mylona z przyjemnością, seksem i innymi uciechami... Na trudności raczej nie ma tam miejsca... Miłość ma mi sprawiać przyjemność... W takim rozumieniu nie ma mowy o miłości nieprzyjaciół, bo z tego żadnej przyjemności mieć nie będę... Pozornie żadnej... Bo tak naprawdę niesamowitą przyjemnością jest powstrzymać się od zemsty, a życzyć dobrze wrogowi... może również stać się źródłęm radości... Ale to jest trudne... To trudna radość i niełatwa przyjemność... Trzeba się nauczyć ją przeżywać. Ale kiedy doświadczy się tej radości chociaż raz, to potem chętnie się do tego przeżycia wraca, powiela się je... I nie chodzi wcale o poczucie triumfalizmu wobec samego siebie (jaki to ja jestem dobry, bo nad sobą zapanowałem), ani wobec innych (jaki to ja jestem dobry, bo przebaczyłem i kocham). Chodzi o zrozumienie, że nie jestem w stanie wyegzekwować spłaty długu, który ktoś zaciąga okazując mi wrogość, stając się moim nieprzyjacielem... Ja mogę się złościć, mogę nie rozumieć, mogę się buntować, ale w pewnym momencie muszę podjąć decyzję co dalej... Kiedy emocje mijają włącza się zdrowy rozsądek - wielki dar od Boga - i z jego pomocą oceniam... Czy zdecydować się na zemstę, czy być słabym jak mój Bóg, słabym z miłości, słabym w potędze miłości... i miłować mojego nieprzyjaciela - nie tylko deklaratywnie, ale i w czynach... Jeżeli na to się zdecyduję, to bardzo szybko poznam jak bardzo to jest trudne i... jak bardzo wobec tego potrzebuję Boga...

I to jest najpiękniejsze... Bo zemścić się możesz bez Boga, z całą pewnością, ale jeśli chcesz kochać i to nieprzyjaciela, będziesz potrzebował Boga ponad wszystko. Tylko wpatrzony w Jego przykład, tylko umocniony Jego łaską dasz radę się w tym odnaleźć... Bez Niego... Ha... Bez Niego dzieje się to, co przydarzyło się królom Achabowi i Jozafatowi... KLĘSKA PRZEOGROMNA... Bez Boga klęska dotyka całego naszego życia, wszystkich jego obszarów... A Micheasz przestrzegał, ale byli mądrzejsi, oni WIEDZIELI co mają robić... I ta wiedza w połączeniu z przekonaniem o swojej potędze, o możliwościach doprowadziła ich do klęski... Moc w Bogu jest ukryta i udziela jej On tym, którzy go proszą...

A dziś wspominamy bł. Jolentę (niektórzy mówią Jolantę) z którą zawarłem przyjaźń na nowicjacie w Gnieźnie. Jej relikwie spoczywają w naszym kościele i jako nowicjusze mieliśmy do niej szczególne nabożeństwo...

Węgierskie imię Jolenta (Joanna) jest tylko jedno w wykazach hagiograficznych. Otrzymała to imię zapewne dla pamięci ciotki, królowej aragońskiej († 1251). Sama Błogosławiona była najczęściej jednak nazywana za życia Heleną. Według Jana Długosza imię Helena mieli nadać Jolencie Polacy, a księżna chętnie je przyjęła.

Jolenta urodziła się w 1244 r. w Ostrzychomiu jako ósme z rzędu dziecko węgierskiego króla Beli IV i Marii z cesarskiego rodu Laskarisów. Z jej najbliższej rodziny aż 4 osoby dostąpiły chwały ołtarzy: obie jej siostry - św. Kinga i św. Małgorzata Węgierska, ciotka - św. Elżbieta i stryjenka - bł. Salomea.

Ówczesnym zwyczajem jako kilkuletnia dziewczynka Jolenta przybyła do Krakowa na dwór swej siostry św. Kingi, żony Bolesława Wstydliwego, i tu się wychowywała. Bela IV miał bowiem w planie wydać ją za kogoś z książąt piastowskich. W 1256 r. zaręczył się z Jolentą książę kaliski, Bolesław. Miała wówczas 12 lat, podczas gdy książę liczył wówczas lat 35. Uroczysty ślub odbył się jednak dopiero dwa lata później za specjalną dyspensą papieską, gdy Jolenta miała lat 14. Ślubu udzielił biskup krakowski, Prandota. Z małżeństwa tego urodziły się trzy córki: Jadwiga, Elżbieta i Anna.

Jolenta była wzorową żoną i matką. Swoją postawą wywierała wielki wpływ na otoczenie. W życie domowe wprowadziła klimat ładu, spokoju, szczerej pobożności i miłości. Wpływ księżnej tak dalece udzielił się mężowi, że potomność nadała mu przydomek Pobożnego. Jednak o jej udziale w zręcznej polityce męża wiadomości nie mamy. W roku 1257 zmarł książę Wielkopolski, Przemysław, i prawem spadku cały ten obszar przeszedł pod panowanie Bolesława. Kochający książę Bolesław wciągał do swoich rządów także bł. Jolentę. W dokumentach podpisuje się ją nieraz zwrotem "umiłowana małżonka, pani Jolenta". Książę okazał się nie tylko doskonałym organizatorem i administratorem książęcych dzielnic kaliskiej i wielkopolskiej, ale również dobrym opiekunem Kościoła. Sprowadził franciszkanów do Kalisza, Gniezna, Obornik, Pyzdr i Śremu; uposażył klaryski w Zawichoście w trzy wsie, gdzie ksienią była wówczas bł. Salomea; powiększył także uposażenie cystersek w Ołoboku i benedyktynów w Mogilnie. Czynił to nie bez udziału Jolenty. Jolanta chętnie opiekowała się także biednymi i chorymi.

Po śmierci męża w kwietniu 1279 r. i szwagra, męża św. Kingi, Bolesława Wstydliwego, zwolniona już od obowiązków rodzinnych, postanowiła oddać się wyłącznie zbawieniu własnej duszy. Wraz z siostrą Kingą wstąpiła do klasztoru klarysek w Starym Sączu. Po śmierci Kingi przeniosła się w 1284 r. do klarysek w Gnieźnie. Nie wiemy, czy piastowała urząd ksieni (przełożonej), czy też wolała zostać zwykłą siostrą. Nekrolog z Lądu podaje jako datę jej śmierci w opinii świętości dzień 17 czerwca 1298 roku. Jej grób zasłynął wkrótce łaskami i cudami i stał się miejscem pielgrzymek.

Jolenta musiała jednakże długo czekać na swojego hagiografa. Dopiero w roku 1631 prymas polski, Jan Wężyk, wyznaczył komisję kanoniczną dla kościelnego procesu. Wtedy też dokonano otwarcia jej grobowca i przełożenia jej śmiertelnych szczątków do nowej trumienki. Zaczęto prowadzić księgę łask. Pierwszy żywot Jolenty ukazał się dopiero w roku 1723. W 1775 r. generał franciszkanów wyznaczył osobnego prokuratora dla sprawy tej beatyfikacji w osobie o. Franciszka Cybulskiego. Napisał on i ogłosił drukiem Życie i cuda wielkiej sługi Bożej Jolenty. Równocześnie król Stanisław August Poniatowski wniósł do Rzymu prośbę o formalną beatyfikację. Odbyła się ona 14 czerwca 1827 r. Leon XII wyznaczył na dzień święta Jolenty 17 czerwca. Na skutek trudności, jakie stawiał ówczesny rząd pruski, uroczystości beatyfikacyjne mogły się odbyć w Wielkopolsce dopiero w roku 1834. Z tej okazji relikwie bł. Jolenty przeniesiono do kaplicy klarysek.

A jutro rano śmigam do Niepokalanowa na kolejną audycję. Tym razem poświęconą laicyzacji i sekularyzacji... Zatem zapraszam po 21 na www.radioniepokalanow.pl

Po drodze zaś muszę zajechać gdzieś pod Szczytno do producenta tub nagłośnieniowych... Taki nowy zakup na pielgrzymkę... Więc czeka mnie wycieczka krajoznawcza...

Podziel się: