Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30

podaj mi dłoń...

2010-06-09

Mili Moi...

I tak trwam w remoncie, który się wreszcie zaczął, po długim zwodzeniu i oszukiwaniu (bo inaczej trudno to nazwać). Wszyscy się ze mnie śmieją, że ja się jeszcze dziwię, że to polska rzeczywistość, że tak musi być, że nie da się tego zmienić... A ja po prostu zawsze się dziwię takim postawom i dziwić się nie przestanę... Mam wrażenie, że jest właśnie tak dlatego, że firmy czują się bezkarne brakiem reakcji klientów, którzy mówią - tak już musi być, i tak nic się nie zmieni... Chociaż przyznam szczerze, że zastanawiam się jak reagować... To, co we mnie wzrasta to wielkie pragnienie zemsty... Żeby im po prostu zaszkodzić, choćby rozesłać poprzez inetrnet moją opinię o ich pracy... Pewnie w takim działaniu nie musi być nic złego - można ostrzec innych, ale ja wyraźnie czuję, że we mnie byłoby to motywowane pragnieniem zemsty, a to z pewnością trudno uznać za dobre... Tak jak mówiłem, dopiero takie sytuacje uczą mnie wiele o mnie samym... Moja bezradność i gniew, które chcą się jakoś zmaterializować... I muszę nad sobą pracować wiele razy w ciągu dnia, żeby Bogu ducha winny "ktokolwiek" nie otrzymał niezasłużonej porcji... Strasznie to trudne... Ale pewnie wychowawcze... W takich sytuacjach sam Pan Bóg staje się adresatem mojego przebaczenia... Nie dlatego, żeby miał jakąś obiektywną "winę", ale oczywistym jest, że pojawia się podejrzliwość - dlaczego na to pozwalasz? I w ten sposób On znów staje się odpowiedzialnym za całe zło świata... Także za mój nieudany remont... Marudzę Mu o tym... I bardzo chciałbym Mu to "przebaczyć" i umieć Mu dziękować w takich sytuacjach... Ale nie zawsze umiem... I dziś też nie umiem... Bo jeszcze się wściekam... Muszę widać jeszcze bardziej osłabnąć... Może kiedy będę już płakał z bezsilności... A wszystko dlatego, że nie idzie po mojej myśli... Taaaa... trzeba się pogodzić ze sobą samym, z tym, jaki jestem dziś...

A w tym wszystkim trzeba jeszcze konstruować rekolekcje... Ten tydzień to powołaniowe rekolekcje dla sióstr św. Rodziny - Warszawa początek lipca... Potem już tylko katechezy na pielgrzymkę, rekolekcje dla postulantów na wrzesień, nasze powołaniowe spotkania w wakacje... A przy okazji całe techniczne przygotowania... Ale co tam... Nie wybiegajmy zanadto w przyszłość...

Dziś pomyślałem medytując nad Słowem, że bez tej pomocnej, Jezusowej ręki, realizacja Jego programu, który przedstawia od trzech dni, nie bardzo jest możliwa... Dziś widzę Go jako miłośnika prawa, które niewątpliwie jest konieczne, bo porządkuje rzeczywistość, ale przecież nie ma mocy zbawczej... Ono pokazuje słabości, objawia pokusy, ale przecież nie powstrzymuje przed złem... Nawet kara nie jest w stanie niejednokrotnie zapobiec złu... Prawo nie daje siły do życia, nie niesie jej ze sobą... Jezus daje siłę. I jeśli dziś domaga się zachowywania prawa, jeśli mówi, że nie chce go znosić, ale wypełnić, to z pewnością chce temu wypełnianiu prawa nadać nowy sens... Nie liczy się proste nie przekraczanie przykazać, nie liczy się zachowywanie przepisów, jeśli nie stoi za tym więź... Nawet jeśli ktoś zdolny byłby do zachowani wszystkiego - co mu po tym? Może zyskać miano terminatora duchowego, może sobie powiesić dyplom nad łóżkiem, ale zachowywanie prawa nie może stać się konkursem z nagrodami... Nie da się zapracować sobie na zbawienie, jeżeli motywem działania nie jest miłość. Ona sprawia, że już nie zasługuję, ale chcę wypełnić prawo dla Niego, bo wiem, że Jemu to jest miłe... Działam zgodnie z prawem ze względu na kogoś... Wówczas trwam w prawdzie i nie próbuję niczego zmieniać chcąc się, na przykład, przypodobać współczesnemu światu... Ale nie staję tylko jako ten, który wymaga od innych, ale jak ten, który uczy wypełniać... Czyli sam wypełnia, pokazując w ten sposób możliwe drogi dla innych... Człowiek podlegający prawu staje się świadkiem miłości... Nie bezdusznego przepisu, który nie wiadomo po co jest i czemu służy. Staje się głosicielem więzi i może śmiało powiedzieć, że Jego przykazania nie są ciężkie... Zaczyna widzieć ich sens i niczego nie chce zmieniać, bo wie, że prawo płynie z nieskończonej mądrości Umiłowanego... Prawo z ciężaru przemienia się w słodycz, z obowiązku w radosną przygodę... Ono mnie chroni, nie ogranicza, ono mnie prowadzi, abym nie błądził, ono mnie zbliża do Niego... A On jest źródłem siły do jego przestrzegania. I tylko w Jezusie odnajduję najgłębszy sens przestrzegania prawa, które samo w sobie nie zbawia... Ale zbawia Jego dawca i wszystko co jest od Niego, jest dla mnie dobre i potrzebne...

To potrzebne światło, bo kiedy pojawia się ludzkie pytanie - po co? Po co mam przebaczać, dlaczego mam odpuścić firmie, która mnie roluje? Wówczas Jezus, dawca tego przykazania, staje mi przed oczami i swoją postawą mi to tłumaczy... I kiedy słyszę - dziś inne czasy, to się już chyba nie da, trzeba to prawo jakoś uwspółcześnić... To myślę z uśmiechem o św. Franciszku, Janie Vianneyu, i wielu innych... Oni z pewnością też to słyszeli... A jednak pokazali, że nie prawo domaga się zmiany, ale serce człowieka, które niezależnie od czasów jest takie samo - spragnione Boga... Obym i ja potrafił pokazać, że Jego prawo ma sens... Nie tylko słowami... Ale do tego potrzebuję Jego dłoni... Pomocnej dłoni.

Podziel się: