Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

Bóg wybrał ubogich tego świata na bogatych w wierze – Jk 2,5

2010-06-06

Mili Moi...

Dopiero dziś udało mi się wróćić do domku... Wczoraj spotkanie nad Lednicą... Pierwszy raz przyjechałem tam tak wcześnie rano... Bardzo szybko, przy wydatnej pomocy Wojtka udało mi się rozdać ulotki powołaniowe, bo to był jeden z centralnych celów mojej wizyty pod rybą:) A potem już spowiedź, spowiedź, spowiedź... Dużo dobrych, mądrych, głebokich, wypływających z prawdziwego pragnienia spowiedzi... To jest z kolei najważniejszy z mojej perspektywy akcent tych spotkań. I dlatego lubię tam jeździć... Co do całej reszty wydarzeń składających się na to spotkanie, to jak dla mnie trochę za mało treści, a bardzo rozbudowana forma... Żeby była jasność - nie krytykuję, wyrażam tylko swój odbiór. A z pewnością Lednica nie jest wydarzeniem adresowanym do księży, tylko do ludzi młodych... Jeśli oni są zadowoleni, to tylko się cieszyć... Ja miałem radość z wielu spotkań, częstokroć po latach... Powrót rozpoczęliśmy około godziny 20, ale w klasztorze gdyńskim byłem i tak grubo po pierwszej...

Dlaczego w Gdyni? Bo dziś prowadziłem dzień skupienia dla sióstr nazaretanek... Obiecywałem kiedyś, że napiszę tu kilka słów o ubóstwie i jego rozumieniu przez osoby konsekrowane... Dziś o tym mówiłem do sióstr, więc może jest to dobry moment, żeby się tymi treściami podzielić z wami... Wiele z tych myśli zaczerpnąłem od mądrego zakonnika, o. Raniero Cantalamessy...

Na początku przyznać należy, że to co dla nas bywa ubóstwem, dla milionów ludzi na świecie jest niewyobrażalnym bogactwem. To, co dla nas jest wręcz heroizmem ubóstwa, dla wielu jest zwyczajną codziennością, a czasem luksusem. To trzeźwi.

Słowo „biedni” wywołuje w krajach bogatych zamęt i panikę, lęk i niepewność. Najlepiej byłoby odgrodzić się od nich murem. Na razie się nie da… Ale właśnie dlatego chcę zacząć od stosunku konsekrowanych do biedy i ludzi biednych.

Obrazowo można to przedstawić tak – Bóg jest jak ojciec rodziny z siedmiorgiem dzieci, który przy każdym posiłku uczestniczy w podobnej scenie – dwoje zagarnia całe jedzenie dla siebie, pozostałych pięcioro pozostawiając z pustymi brzuchami. Trudno więc, żeby było Mu to obojętne.

Dlatego też ubodzy są określani pięknie jako miejsce biernej obecności Chrystusa (w odróżnieniu od czynnej, sakramentalnej). Są określani jako

- stopy Chrystusa, po których inni depczą

- wikariusze Chrystusa

- Jezus incognito

- jako anonimowi chrześcijanie

Jako tacy domagają się więc miłości. Co to jednak znaczy?

Po pierwsze miłować ubogich to przede wszystkim szanować i uznać ich godność. Częsta łatwość mówienia do nich po imieniu – jak do gorszych, albo do dzieci…

Chodzi o to, żeby w Kościele mieli takie jedno miejsce na ziemi, w którym będą naprawdę przyjmowani, a nie tylko tolerowani, żeby poczuli się u siebie

Miłować to prosić ich o przebaczenie – za to, że utrzymujemy dystans, że żyjemy w świecie niesprawiedliwości, za każde nasze usprawiedliwienie, za naszą nieufność do nich.

Miłować ich to też uznać, że zasługują na nasz podziw. Często ich wysiłki, aby przeżyć, nie równają się żadnym sportowym laurom, za które się otrzymuje medale.

Miłować to także wspomagać. Współczucie podobnie jak wiara, bez uczynków jest martwa. Jezus w czasie sądu nie powie – byłem głodny a współczuliście mi… Ale – byłem głodny, a daliście mi jeść.

To wołanie o miłość czasem skłania do weryfikacji charyzmatu zakonnego. Paweł VI pisał w Evangelica testificato – Wołanie to nakłania niektórych z was nawet do tego, by szli dzielić z ubogimi warunki ich życia i uczestniczyć w ich twardej doli. Wiele spośród waszych instytutów woła ów głos do takiego przestawienia działalności, aby służyły pomocą potrzebującym.

Miłować ich to także ewangelizować. Co prawda głodny żołądek Ne ma uszu, ale nie samym chlebem człowiek żyje. Także nadzieją i Bożym Słowem. To wymaga czasu, trwa dłużej, niż wręczenie złotówki na chleb.

Św. Augustyn wspomina w jednym z kazań, że ubodzy są twoimi tragarzami do nieba. Wszystko, co im dasz doniosą tam, gdzie wszyscy zmierzamy, a Bóg ci to wszystko odda.

Kościół ma być ubogi i trwać w służbie ubogim. Na Soborze Watykańskim II kard. Lercaro był tego orędownikiem. Zaowocowało to zapisem w Konstytucji o Kościele:

A jak Chrystus dokonał dzieła odkupienia w ubóstwie i wśród prześladowań, tak i Kościół powołany jest do wejścia na tę samą drogę. Chrystus posłany został przez Ojca, aby głosić Ewangelię ubogim, aby uzdrawiać skruszonych w sercu, aby szukać i zbawiać, co było zginęło; podobnie i Kościół darzy miłością wszystkich dotkniętych słabością ludzką, co więcej, w ubogich i cierpiących odnajduje wizerunek swego ubogiego i cierpiącego zbawiciela, im stara się ulżyć w niedoli i w nich usiłuje służyć Chrystusowi.

To czasem bardzo trudne dla nas… Ale czytałem wspomnienia jednej z misjonarek, która twierdzi, że przez całe lata głowiły się jak odnowić ich ubóstwo, aż Pan Bóg im pomógł i państwo odebrało im wszystkie dobra i nagle zrozumiały co znaczy być ubogim. Szkoda tylko, że w taki sposób.

Oczywście w Kościele ubogim nie wszyscy chrześcijanie mają być ubodzy jednakowo. Trzeba brać pod uwagę naukę o charyzmatach i funkcjach, które każdemu wyznacza Pan. Niemniej każdy powinien być wpatrzony w ideał Chrystusa ubogiego i pokornego.

Warto też zwrócić uwagę na różnice między ubóstwem, które jest konieczne do wejścia do Królestwa – i ono obowiązuje wszystkich, oraz do głoszenia Królestwa – i ono dotyczy niektórych

Ubodzy są szczególną miłością Pana. W ST Bóg zawsze stoi po ich stronie, ale w NT postanowił nawet stać się jednym z nich.

Dlatego w Jezusie ubóstwo staje się wartością. To, co do tej pory było złem którego należało unikać, staje się dobrem, które należy kultywować i ideałem, do którego należy dążyć.

Kontrast ubóstwa i bogactwa widziany jest już w scenie narodzin Jezusa. Bogaty świat zdaje się być pełen życia – wesoło, je się, pije, jest zabawa, wchodzą tam bogacze z wypchanymi sakiewkami. Drugi świat jest ubogi, ciemny, zimny i pełen niewygód. Młoda kobieta, pierwszy poród i stajnia pełna zwierząt.

Jezus więc od początku przeżywa ideał, do którego potem wielokrotnie zachęca. Rodzi się z biednej dziewczyny, w środowisku przesiąkniętym ideałem „ubogich Jahwe”, otacza się ludźmi pokornymi, realizuje proroctwo o pokornym Mesjaszu, który dosiada osła.

Z jednej strony jest w Jego przepowiadaniu pokora, skrucha, odrzucenie dążeń do zbawienia o własnych siłach, z drugiej – bezgraniczna ufność złożona Ojcu niebieskim. Często łączy obie drogi w jednej – dziecko Boże, stańcie się jak dzieci. Jego nauczanie to „Ewangelia dziecka”.

Wysławiam Cię Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom...

On staje się ubogim materialnie, aby nas ubogacić duchowo.

To, co szalenie ważne i charakterystyczne – Chrystus nie „był” ubogi – bo to mogłoby być wynikiem okoliczności zewnętrznych, ale „stał się” ubogim – z miłości, by ubogacić innych.

W ten sposób Jego ubóstwo staje się prowokacją dla świata. Bo skoro świat nie jest w stanie rozpoznać Boga w Jego chwale i mocy, to objawia się On w „swoim przeciwieństwie”, by zaprotestować przeciwko ludzkiej pysze i ludzkiej tylko mądrości.

W swoim ogołoceniu przywraca pierwotny stan ludzkości, a którym człowiek niczego nie posiada, ale wszystkiego używa…

Pięknie ten stan ubóstwa Chrystusa scharakteryzowała bł. Aniela z Foligno, nasza franciszkańska mistyczka. Pisze tak…

Ubóstwo może istnieć na trzy sposoby. Pierwszym stopniem doskonałego ubóstwa Chrystusa jest fakt, że zechciał on żyć i być ubogim, pozbawiwszy się na tym świecie wszystkich rzeczy przemijających. Nie chciał dla siebie ani domu, ano pola, ani winnicy, ani jakiejkolwiek posiadłości, ani pieniędzy, ani funduszy. Był ubogi, głodny, spragniony, cierpiał z powodu gorąca i zimna, trudu oraz wszelkich braków i potrzeb. Nie dysponował rzeczami wyszukanymi lub cennymi… Drugie ubóstwo polegało na tym, że pragnął być ubogi w krewnych i przyjaciół… Trzecie ubóstwo polegało na wyrzeczeniu się samego siebie, zechciał pozbawić się swej boskiej mocy, swej mądrości i chwały…

Był zatem ubogi w rzeczy, w oparcie i w znaczenie…

O dobrowolnie ubogich można powiedzieć to, co Chrystus powiedział o bezżennych. Są tacy którzy się takimi urodzili, są uczynieni przez ludzi, a są tacy, którzy sami ten stan wybierają dla Królestwa .

Królestwo samo w sobie daje pewną alternatywę, nową możliwość. Dobra ziemskie i małżeństwo nie są już jedyną instancją, jedyną wartością. Pojawia się coś nowego, co nie znosi poprzednich, ale je relatywizuje, pokazuje ich prowizoryczność, przemijalność. One przeminą w nowym świecie…

Wspaniale istotę ubóstwa okazuje przypowieść o skarbie ukrytym w roli…

Jezus nie zaczyna tak – pewien człowiek sprzedał wszystko udał się w podróż w poszukiwaniu zakopanego skarbu…

Jezus mówi, że człowiek sprzedał wszystko nie żeby znaleźć, ale PONIEWAŻ ZNALAZŁ.

Nie wybiera się ubóstwa, aby znaleźć Królestwo, ale ponieważ się je znalazło. Ubóstwo nie jest ceną do zapłacenia za Królestwo, nie jest przyczyną jego nadejścia, ale jest jego efektem i skutkiem…

W ewangelicznym rozumieniu, ubogi, to ten, który postawił wszystko na Boga i u Niego ma wszystko.

Pojęcie ubogiego było równoznaczne z pojęciem świętego i pobożnego.

Bóg zaś jako sprawiedliwy sędzia staje w ich obronie, bo oni żadnej innej obrony nie posiadają.

On nie działa na rzecz ubogich pobudzony ich zasługami lub moralnymi dyspozycjami, ale ze względu na ich większą gotowość okazania wiary. Kategoria wiary jest tu bardzo istotna.

U biednych Bóg nie docenia tego, co mają, ale raczej to, czego nie mają – samowystarczalności, zamknięcia się w sobie, pretensji do samo zbawienia…

To właśnie znaczy Jezusowe błogosławieństwo – błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do was należy królestwo niebieskie… To tak jakby mówił – błogosławieni wy ubodzy, albowiem uwierzyliście… lub – jeżeli wierzycie… albo – ponieważ jesteście gotowi do okazania wiary…

W ubóstwie zarysowuje się poczucie zależności od Boga. Ku temu On wychowywał Naród Wybrany. Stworzenie stoi przed swoim Stwórcą. Nie ma tu handlu wymiennego – my Ci pobożność i zachowywanie Prawa, a Ty nam łaskę i błogosławieństwo, zaszczyty i przywileje, pierwszeństwo i wybranie…

To oczywiście ściśle wiąże się z aspektem pozytywnym, czyli z zaufaniem do Boga i to bezwzględnym.

Ponieważ jednak Królestwo już jest, ale ciągle nadchodzi, potrzeba oczywiście wciąż ludzi, którzy całkowicie poświęcą się Jego głoszeniu w pełne wolności i bez ziemskich przywiązań. Skoro Ewangelia ma dotrzeć aż na krańce ziemi, to trzeba aby jej głosiciele podobni do biegaczy na stadionie byli lekcy, wolni, nadzy – aby nie hamować biegu Słowa… To jest swoiście apostolska wizja i motywacja ubóstwa w myśl słów Jezusa – nie bierzcie nic na drogę, ani laski, ani torby, ani sandałów, nie miejcie też po dwie suknie…

W ten sposób warto też widzieć powołanie skierowane do bogatego młodzieńca… Jezus nie chciał, żeby on po prostu uwierzył w Ewangelię, ale żeby z Nim został, żeby stał się apostołem. To jest podobne zaproszenie jak do Lewiego… Stań się ubogim… Apostoł to ktoś z natury ubogi, należący do Chrystusa i od Niego zależny..

Chrystus potrzebował bogatego młodzieńca, a ten odszedł zasmucony… Spojrzenie pełne miłości – pewnie je dostrzegł. Nie stać go było na zmianę i zginął w ciemnościach historii.

Apostołowie, gdyby nie wybrali Jezusa, a swoje bogactwo (jakkolwiek je zrozumiemy) podzieliliby los młodzieńca. Nikt by o nich nie wspomniał…

Wybór należy do nas. Stać się młodzieńcem, czy Apostołem…

Z czasem, podobnie jak z bezżennością, zmienia się optyka, czy motywacja… Paweł pisze – człowiek bezżenny troszczy się o sprawy Pana (nie Królestwa). Czyli wzmianki o Królestwie stają się coraz rzadsze na rzecz osoby Jezusa.

Dlatego ubóstwo zaczyna być rozumiane nie tylko jako rada, cnota, czy ascetyczny ideał, nawet nie tylko jako charyzmat, ale jako intymne uczestnictwo w misterium osoby Chrystusa.

Św. Bernard w Kazaniu 2 pisze, że byłoby rzeczą niegodną , aby ten, kto przynależy do Głowy ukoronowanej cierniami, szukał łatwego życia, albowiem purpura nie jest dlań oznaką chwały, ale hańby…

A zatem ubóstwo jest czymś więcej niż radą. Jest darem, który rodzi odpowiedzialność. Mniejszą wolnością cieszy się obdarowany, niż ktoś, komu się radzi… Jestem odpowiedzialny za ofiarowany mi dar wobec całej wspólnoty, która potrzebuje mnie w naśladowaniu Chrystusa ubogiego… Nie wszyscy mogą to mieć… Ja mam… Podobnie jak nie mam wielu innych darów, z których korzystam dzięki innym… To współuczestnictwo w dobrach wspólnoty Kościoła.

Jeszcze piękniej wyraża to kategoria błogosławieństwa, czyli czegoś, co pociąga mnie obietnicą przyszłego szczęścia. Warto więc prosić Ducha, aby pozwolił nam rozkochać się w ubóstwie, bo kto jest w nim zakochany, znajdzie łatwo drogi jego praktykowania.

Zresztą rola Ducha jest ogromna w odnowieniu naszego ideału ubóstwa. Prawo stanowione nie zmienia stanu naszego serca, nie daje wraz z nakazem siły do jego wykonania. Nakłania człowieka do robienia, bądź nie robienia czegoś na mocy przymusu, grożąc karą lub naganą. Opiera się na strachu.

Prawo zaś ducha przemienia serce, jest nową zasadą działania, nie tylko nakazuje coś czynić, ale w tym pomaga. Opiera się to prawo na miłości i działa przez pociąganie…

Człowiek, który jest zakochany na poważnie, wie, że kiedyś mógłby w wyniku ludzkiej niestałości, zmienić zdanie i utracić to, co tak pięknie przeżywa. Dlatego wiąże się ślubami i z miłości spontanicznej czyni prawo.

Zakochanie się w ideale ewangelicznym sprawia, że prawo stanowione – Reguła, Konstytucje, orzeczenia Kościoła, przykład założyciela – nie są już ciężarem narzuconym z zewnątrz. Jestem do nich pociągany, a nie zmuszany. Ubóstwo we wspólnocie nie jest na mój własny użytek, dlatego formy ubóstwa określają konkretne dokumenty dla całej wspólnoty.

Ale jeszcze raz – najpierw zachwyt nad Ewangelią, bo samo prawo nie zdoła nam pomóc. Ono uwypukli nasz grzech, może pohamować nadużycia, opóźnić upadek obyczajów, ale nie odnowi ducha. Pomnażając przepisy prawne, nigdy nie zdołano odnowić ubóstwa w Kościele.

Dla nas konsekrowanych bardzo duże znaczenie ma przykład założycieli. Ale nie jesteśmy zaproszeni do jego bezkrytycznego powielania. Prawo nadane przez założyciela, ale łaska przychodzi przez Chrystusa. Najpiękniejsza rola założyciela to zawsze odsyłać nas do Chrystusa. Franciszek pięknie o tym powiedział – ja, co do mnie należało zrobiłem, a co do was należy, niech nauczy was Chrystus.

Stąd warto jeszcze raz przypomnieć o wartości umiarkowania i czuwania. Te dwie kategorie ewangeliczne wyrzucono skutecznie z naszego języka.

Ubóstwo czasem przedstawiane jako zależność w używaniu rzeczy od przełożonych.

Ale trzeba sobie zadać pytanie, czy ubóstwo indywidualne wystarcza? Czy można być ubogim należąc do bogatej wspólnoty?

Bardzo ciekawą myśl poddaje Cantalamessa – wielkim zagrożeniem dla naszego ubóstwa może być brak dzieci… Otóż rodzice są w stanie zrobić dla dzieci bardzo wiele, narazić się na wielki niedostatek dla zapewnienia im godziwej przyszłości. Tysiąc razy się zastanowią zanim na coś wydadzą pieniądze.

My nie mamy tego naturalnego bodźca, nie musimy też myśleć o naszej starości, bo zatroszczy się o to wspólnota.

Tym bardziej więc powinniśmy się skupić na potrzebach Kościoła. Ubodzy, potrzebujący, misje, powinny się dla nas stać tym, czym są dzieci dla rodziców.

Pieniądz może być jeszcze innego rodzaju zagrożeniem. Doskonale czuł to Franciszek, kiedy zabronił braciom korzystania z pieniędzy.

Pieniądz może stać się w naszym życiu antybogiem, zmienić przedmiot cnót teologalnych. To już nie w Bogu pokładamy wiarę, nadzieję, miłość, ale w pieniądzu.

Jeśli Ewangelia mówi, że dla Boga nie ma nic niemożliwego i wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy, to świat mówi, że wszystko możliwe jest dla tego, kto ma pieniądze.

Ulegamy tej presji w zastraszającym tempie, często w bardzo błahych sprawach.

Nie możecie służyć Bogu i Mamonie… mówi Pan.

A św. Paweł przypomina w 1Tm 6,10, że chciwość pieniądza jest korzeniem wszelkiego zła.

Nie można jednak ubóstwa ograniczać tylko do materii, bo pominęlibyśmy bardzo istotne kwestie. Na przykład prestiżu. Jezus mówił jasno – kto chciałby być pierwszym pomiędzy wami, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich…

Jedyny dopuszczalny przez Jezusa rodzaj kariery w Kościele, to wspinanie się w dół… Chodzi o pierwszeństwo w pokorze i w służbie…

Jeszcze dalej idą mistycy. Św. Jan od Krzyża mówi o ogołoceniu. Dla niego ubóstwo to wyrzeczenie się wszystkiego, co może się zakorzenić w duszy. Chodzi o pragnienia, dążenia, pocieszenia…

Podobnie Aniela z Foligno. Według niej prawdziwe ubóstwo sprawia, że dusza działą bez drugorzędnych celów i bez roszczeń do jakichkolwiek zasług.

Ostatecznie trzeba wspomnieć, że Chrystus mówi – błogosławieni ubodzy w duchu… a nie błogosławieni, którzy rozumieją, wiedzą wszystko o ubogich w duchu…

Od teorii trzeba nieustannie przechodzić do praktyki… Mieć pragnienie czynienia…

I nie ma co bać się upokorzeń, bo one często stają się najlepszą szkołą ubóstwa…

A w kontekście dzisiejszej uroczystości beatyfikacyjnej... Tytuł tego wpisu chyba dobitnie wyraża prawdę o księdzu Jerzym... To, co dziś o nim usłyszałem z ust Prymasa Seniora, bardzo do mnie przemawia... Ksiądz Jerzy, patron wolności, której przeżywanie w jego życiu zaczęło się od wyzwolenia z lęku... On przestał się bać...

Podziel się: