Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

wiem komu uwierzyłem

2010-06-04

 

Mili Moi...

Kiedyś już wspominałem, że mam takie poczucie, że mój Pan wziął mnie dla siebie i to już bardzo dawno temu... Poczytuję to za wielką łaskę i zgadzam się na to ochotnym sercem. Nie mam jednak złudzeń, że moje życie dzięki temu będzie miało ustawicznie smak i wygląd waty cukrowej... Wiem komu zawierzyłem i wiem, że moje życie ma się stać naśladowaniem życia mojego Mistrza... Dlatego wczoraj, w naszą rocznicę, życzyłem moim współbraciom, żeby ich kariera w Kościele była prawdziwie ewangeliczna, Jezusowa... Musi się wiązać z upokorzeniem, odrzuceniem, pogardą... Musi być wspinaniem się w dół... Takie było życie naszego Pana... I wczoraj, mimo rocznicy, doświadczyłem tego bardzo dotkliwie... Gdybym był mistykiem, to pewnie dziś składałbym Bogu dzięki za wczorajszą łaskę, ale nim niestety na razie nie jestem, więc trudno mi dziś powiedzieć - ale mi Panie Jezu dałeś piękny prezent na rocznicę... Zmierzam do tego, że wczoraj doświadczyłem jakiejś totalnej pustki, osamotnienia, które tak dobitnie wybrzmiało we mnie, że ten głuchy dźwięk wciąż w sobie słyszę... Procesja, obiad wśród księży, wieczorna wycieczka do miasta... Nic nie było w stanie zapełnić tej wewnętrznej samotności, która wczoraj we mnie znalazła swój dom... Czy tego właśnie doświadczał Pan, kiedy został wydany w Wielki Czwartek? Czy będąc wśród ludzi, nie był w stanie ich dostrzec i skorzystać z ich obecności? Pewnie tysiąckroć bardziej ode mnie... Ale jakiś cień tej Jego samotności stał się również moim udziałem... Nie umiałem i nie umiem tego wytłumaczyć, ubrać w słowa... Ale miłe to w ludzkim rozumieniu nie było..  Chciałoby się przywołać scenę, kiedy Jezus do św. Teresy mówi - tak traktuję moich przyjaciół (po kraksie jej powozu), na co ona miała odpowiedzieć - i pewnie dlatego masz ich tak niewielu...

Chciałbym dziś umieć dziękować za wczoraj, ale to nadal zbyt trudne... To półka, na której jeszcze nie potrafię się odnaleźć... Być sam na sam ze sobą, w totalnej ciszy, bez zewnętrznych bodźców, radości i gwaru ludzkiego... To bardzo trudne i nadal nie umiem w tym widzieć wartości... Może się kiedyś nauczę...

Ty natomiast trwaj w tym, czego się nauczyłeś, pisze dziś Paweł do Tymoteusza... Od lat bowiem niemowlęcych znasz bowiem Pisma Święte... Zdałem sobie sprawę jak wielka to łaska, że mogę kroczyć ścieżką wiary od mojej młodości... Może się powtarzam, ale za tę łaskę nie mogę się „nadziękować", bo jej wartość już odkryłem... I tylko sobie czasem powtarzam, żebym nigdy nie zdradził tego, co jest dla mnie tak wielką wartością... Tajemnica ludzkiej wolności jest niezgłębiona i przecież palców u rąk by nie wystarczyło, gdybyśmy chcieli wskazać wszystkich, którzy tej wierności swoim ideałom nie dochowali... W czym tkwi problem? W człowieku? Jasne... Może w niefrasobliwości, albo w naiwności, a może w jakiejś grzesznej przewrotności... Dowiemy się pewnie w niebie... Niemniej już dziś potrzeba wielkiej modlitwy i ekspiacji za tych, którzy odchodzą...  Porzucają kapłaństwo, porzucają małżeństwo, porzucają dzieci, porzucają to, co jest ich odpowiedzialnością... Odkrywam wielką potrzebę i pragnienie w sercu, aby za te, zwłaszcza nasze, kapłańskie grzechy, zadośćczynić...  Przeraża mnie nieco, że znam coraz więcej „byłych" kapłanów... Przeraża mnie, że w tych naszych codziennych wyborach czasem przegrywa Pan... Pan, Ten, który powinien być w centrum, powinien być zawsze najważniejszy, powinien być absolutną wartością dla każdego z nas...

A wielki tłum chętnie Go słuchał... I może tu jest problem... Póki mamy słuchać, to jest wszystko dosyć proste, ale kiedy należy zacząć kształtować swoje życie w myśl tego, co usłyszeliśmy... Wówczas sprawdza się nasza wierność i siła naszych deklaracji... Nie każdy, który mi mówi Panie, Panie, wejdzie do Królestwa... Nie każdy, który gorliwie słucha, może się nazywać moim naśladowcą... A przecież o to naśladowanie chodzi... O nowe życie w Nim... Albo je podejmuję, albo nie... Półśrodki nie istnieją... Ci, którzy wierzyli w półśrodki, mają dziś zwichnięte życiorysy... Współczując im jako braciom, chcę jednak każdego dnia na nowo, z cała mocą mojej wolności powtarzać o poranku i wieczorem - wiem komu uwierzyłem!!!

 

Jutro zaś o czwartej rano śmigam nad Lednicę... Do pracy oczywiście... A w niedzielę dzień skupienia u sióstr nazaretanek w Gdyni...

Podziel się: