Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30
 
Grudzień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31

1462

2010-06-03

Mili Moi...

Darujcie kilkudniowe milczenie, ale mam jakieś nieokreślone kłopoty z komputerem i nie mogę sobie z nimi poradzić... Ale  dziś na szczęście komputer i internet są na tyle dostępne, że jakoś mimo wszysto się poradzi...

Przyznam szczerze, że w minione dni towarzyszy mi sporo tak zwanych emocji gniewnych... Związane są one przede wszystkim z remontem, a dokładniej z wymianą okien, która miała się rozpocząć w miniony poniedziałek, ale jak się domyślacie - nie rozpoczęła się... Mgliste tłumaczenia firmy tylko pogłebiły moją irytację. Remont zacznie się w poniedziałek, ale następny... Zobaczyłem znów, jak niełatwo zachować spokój w sytuacji, kiedy człowiek jest bezradny i nie wszystko idzie po jego myśli...

Dodatkowo wczoraj spotkałem człowieka, człowieka, który był doskonałym wytworem współczesnego świata. W skali od 1 do 10, jeśli chodzi o wiarę - 1, a jeśli chodzi o roszczenia - 10. Człowiek przyszedł żądać... A ja, niczym zakład usługowy miałem wydać to, czego żądał... Takiego przypadku niewiary i zatwardziałego serca, jak długo żyję nie spotkałem... No i ze wstydem muszę przyznać, że się uniosłem... Zabrakło cierpliwości do zabłakanej owcy... Nie byłem pasterzem, ale mścicielem... Zasad kultury nie przxekroczyłem, ale... miłości we mnie nie było... A pasterz powinien ją mieć zawsze...

Piszę o tym, bo to przecież też część prawdy o mnie, prawdy, która objawiła się na nowo w przededniu... No właśnie... Dziś 1462 dzień mojego kapłaństwa, dokładnie czwarta rocznica święceń... Jak dotąd nie przeżyłem szczęśliwszego dnia, niż ten przed czterema laty... I za to Panu Bogu wielkie dzięki... Cieszę się, że w tym roku przypada nasza rocznica w Boże Ciało, bo to jeszcze silniej oddziałuje na moje myśli... Ta łączność Eucharystii z kapłaństwem pobudza do jeszcze większego dziękczynienia....

Myślę, że to, co zasadniczo różni Jezusa od Jego uczniów w dzisiejszej Ewangelii, to spojrzenie na tłum. Oni nie czują w swoich sercach tego subtelnego współczucia, tej bezgranicznej miłości, którą odczuwa Jezus. Dlatego zupełnie nie mogą zrozumieć Jego polecenia - no bo niby dlaczego mają ich karmić. Nie dość, że spędzają z nimi cały dzień, być może słuchając o prawdach już im, jako Apostołom, doskonale znanym, a tu jeszcze mają nasycić ich chlebem... Jego polecenie jest tym bardziej niezrozumiałe, że brzmi - wy dajcie im jeść... Jak to my? W jaki sposób?

 I Jezus im pokazuje ten sposób... Myślę sobie jak bardzo musiało się zmieniać oblicze każdego z Apostołów w miarę jak rozdawali te rozmnożone chleby. Jakie zdumienie, podekscytowanie, radość musiały się na ich twarzach pojawić...  Oni widzieli radość tłumu...

Jezus udzielił im lekcji współodczuwania wraz z Nim... Nagle ten tłum staje się dla nich ważny, bo stał się ważny dla Niego. Nagle zaczynają rozumieć, że ci wszyscy ludzie są ukryci w sercu Jezusa...

 

A On jakby im mówił - pokażcie ludziom do jak wielkich rzeczy jest zdolny wasz Mistrz i Nauczyciel. Pokażcie im, że zawsze znajdą nasycenie, jeśli tylko zechcą przyjść... Pokażcie im, że ich tęsknoty mogą być zaspokojone... Pokażcie, że wiara we mnie nigdy nie jest daremna...

Mało tego, głoście im Królestwo tak jak ja - żeby chcieli zostać, żeby nie chcieli odchodzić, żeby zapomnieli o pustych brzuchach, żeby wszystko zeszło na dalszy plan, a oni byli wpatrzeni we mnie...  Obudźcie ich tęsknotę... A ja ją zaspokoję...

 I to jest problem, który staje mi przed oczami zawsze, kiedy wychodząc z zakrystii ze czcią całuję ołtarz rozpoczynając Eucharystię... Mówię sobie - Panie, co ja jeszcze mogę zrobić, żeby obudzić ich tęsknotę, co jeszcze zrobić, żebyś Ty mógł zaspokajać ich głód, żeby oni ten głód poczuli... Widząc każdego dnia 20-30-40 osób na mszy zaczynam sobie robić rachunek sumienia i dziś go nieco upubliczniam...

 Pierwsza rzecz - nauka tęsknoty... Edukacja religijna ogranicza się do przykazania - przynajmniej raz w roku spowiadać się i komunię świętą przyjmować... Niczym tabletkę, którą trzeba zażyć, bo inaczej przykre konsekwencje... Ale gdzie tu mowa o tęsknocie...

 Czy przepowiadanie moje i moich współbraci kapłanów jest czymś co przyciąga do świątyni, czymś co rodzi myślenie, pobudza do wiary, zachęca do poszukiwań, czy może raczej jest najtrudniejszym elementem mszy poprzez przeraźliwie nudną, albo nieżyciową treść, nie mówiąc o formie...

Czy moja postawa jako kapłana nie tchnie brakiem szacunku? Bo może moje przyklęknięcia, moje ruchy, mój znudzony głos są raczej antyświadectwem i nikogo nie pociągają, a wręcz gorszą. Może od pocałunku, który składam na ołtarzu wszyscy już doskonale wiedzą, że spowszedniało mi mieszkanie z Bogiem pod jednym dachem i nie ma w tym dla mnie nic atrakcyjnego...

A przeżywanie Eucharystii, przygotowanie, dziękczynienie. Nikt nas tego nie uczył. Co zrobić przede mszą i po niej, kiedy już skończy się zasób znanych mi modlitw, jak przemóc nudę, kiedy słyszę ciągle te same teksty? A adoracja... Nie daj Boże, żebym na nią trafił, bo ta cisza jest nieznośna...

Po co o tym dziś piszę? Może to materiał na rekolekcje dla księży... Pozornie tak... Bo piszę o rzeczach, o których dobrze wiecie, które zauważacie i o których w przypływie szczerości z niemałym niepokojem czasem mówicie...

Mówię o tym dlatego, że przeżywam często osobistą niemoc, nie umiejąc pokonać mojej ludzkiej słabości, nie umiejąc zrobić nic więcej... A sprawa jest na tyle ważna, że moja niemoc i nieumiejętność, czy szerzej - nasza, kapłańska niemoc i nieumiejętność, nie mogą niweczyć dzieła, które zamierzył Chrystus...

 

Być może jako Jego pomocnicy znajdujemy się ciągle w tym położeniu Apostołów nie rozumiejących co mają uczynić, nie odczuwających wraz z Jezusem miłości do tłumu, będących gdzieś obok... Być może w sercu pobrzmiewają pełne nieufności słowa - odpraw ich, niech idą gdzieś...

 

To nie jest przeszkoda dla Jezusa, to nie może być przeszkodą... On nie może w pełni zależeć od nas, słabych ludzi. Dlatego działa w sercu każdego człowieka bez niczyjego pośrednictwa... I do tej być może ledwo tlącej się tęsknoty w waszych sercach chcę się dziś odwołać... Odłóżcie na bok to wszystko, co was gorszy, zniechęca, męczy w Kościele i przyjmijcie Jego dar...

 Nie pozwólcie zagasnąć tej być może ledwo tlącej się tęsknocie, rozdmuchując ją w wielki ogień... W przeciwnym wypadku może ona zostać rozdmuchana zupełnie innymi okolicznościami... ale wówczas może nie być nawet bardzo słabego kapłana, który będzie w stanie ją zaspokoić...

Dachau 1941 - "Na sali kłębi się gwar pracy. Czyszczą menażki, przyszywają trójkąty, odświeżają numery, strugają łyżki z drzewa, iskają wszy... W jednym kącie tej sali, w wąskim przesmyku między dwupiętrowymi łóżkami, ustawiono taborecik. Na nim prosty krzyż. To ołtarz. Kapłan bez stuły i ornatu, w łachmanach więźnia, przykucnięty, w pozycji siedzącej rozpoczyna Najświętszą Ofiarę. Wokoło wtajemniczeni zasłaniają ten widok, by jakiś obcy nie spostrzegł, co się tam dzieje. Myśli odrywały się od koszmarnych widoków życia obozowego, serca rozpalały się gorącą modlitwą... Konsekrowane hostie zawija kapłan w białą chusteczkę, kładzie na piersi i w największym ukryciu za kupą kamieni, za węgłem baraku obozowego, rozdaje Komunię św. Niesie ją również konającym do szpitala obozowego."

 

Warto odnotować dość osobliwy przypadek, jaki miał miejsce w Boże Ciało 8 czerwca 1944 r. w KL Stutthof, gdzie więźniowie (wcale nie duchowni) pracujący w biurze ewidencyjnym obozu odbyli swoistą procesję eucharystyczną. „Trzymałem Najświętszy Sakrament przy sobie - wspomina jeden z nich - a koledzy po drodze modlili się i doszliśmy do biura, gdzie w tym czasie pracowałem. Gdy byliśmy na miejscu, koledzy przygotowali się do przyjęcia Najświętszego Sakramentu, a ja obchodziłem od biurka do biurka, każdemu wręczając Komunię św."

Ojciec Daniel Ange wspomina zaś historie, któe usłyszał na własne uszy od ich uczestników:

Wietnam:

Seminarzysta Józef opowiedział mi ze łzami w oczach, jak pewnego razu udało mu się przenieść Jezusa we flakonie po perfumach. (Obóz reedukacyjny).  Przed Komunią chcieli zorganizować adorację. Ukryli Go w bambusowej rurce, którą przekazywali sobie co trzy godziny. W nocy zmiana możliwa była jedynie w toalecie... Oto pokora Boga! Zstępuje On do toalety, aby spotkać się ze swoimi dziećmi. Z powodu niewystarczającej liczby komunikantów pierwszeństwo mieli ci, którzy już ukończyli dziewięć lat. Natomiast Józef, biedak, miał wówczas dopiero osiem.

 

ALBANIA.

Ksiądz Jubanis opowiedział mi, jak spędził dwadzieścia cztery lata w obozie pracy i w więzieniu. Najtrudniejsze do zniesienia było to, że nie mógł sprawować Eucharystii, gdyż nie był w stanie zdobyć ani odrobiny wina. Pewnego dnia odkrył w obozowej aptece butelkę, która wzbudziła jego zainteresowanie. Przeczytał na naklejce skład: dwa procent wina. Zabrał ją ukradkiem i posługując się tą mieszaniną odprawił o północy na swojej pryczy ważną Mszę świętą, mówiąc: „Jezu, Ty potrafisz się w tym odnaleźć".

To on, po wyjściu z więzienia, podjął szalone ryzyko sprawowania Eucharystii, po raz pierwszy od czterdziestu lat, na cmentarzu w Skodar. Wiadomość rozeszła się lotem błyskawicy po całym kraju. W następną niedzielę zgromadziło się dziesięć tysięcy osób, z których wiele wędrowało przez całą noc. W efekcie ksiądz powrócił do więzienia. Na szczęście belgijski konsul, który przypadkowo znalazł się na miejscu, sfilmował całe wydarzenie. Telewizja belgijska wyemitowała film. Wolny świat został głęboko tym poruszony. Pod presją międzynarodowej opinii publicznej księdza zwolniono. Msza święta, odprawiona przez odważnego kapłana, rozpoczęła proces wyzwalania Albanii, której przywódcy chełpili się, że ich kraj jest pierwszym całkowicie ateistycznym państwem na świecie. Państwem, w którym przez czterdzieści lat ani razu nie sprawowano Eucharystii. Państwem, w którym nawet myślenie o Bogu było zdradą stanu

Wielka tęsknota u wielu... częstokroć niezaspokojona... 

Podziel się: