Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

bokser na ringu...

2010-05-25

Mili Moi...

Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty wejdzie do Królestwa Niebieskiego... Któż więc może się zbawić? U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga... Doskonale wyczuwam ten niepokój Piotra, który dziś pyta - Panie, oto opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą... Czy to wystarczy, czy my na tym naprawdę zyskamy...? Prosta, ludzka kalkulacja... Kiedy spotkałem się dziś z tym ewangelicznym tekstem, zadałem sobie pytanie przede wszystkim o to, czy ja mogę powiedzieć tak jak Piotr - opuściłem wszystko i poszedłem za Tobą...? Co tak naprawdę opuściłem? Jeżdże samochodem, posługuję się pieniędzmi (mimo że Franciszek tego zakazał), mam wokół siebie całe mnóstwo życzliwych ludzi... Więc jakiego braku doświadczam, jakiego ubóstwa? I choć zdaję sobie sprawę, że nic nie jest moje i za chwilę będę chodził pieszo i nie będę potrzebował portfela, i przyjaciele mogą zniknąć w mgnieniu oka... to jednak uświadamiam sobie, że to, co naprawdę muszę opuścić chcąc być ubogim, to... ja sam. Jeżeli nie opuściłem siebie samego, to niewątpliwie pytanie Piotra będzie mi bardzo bliskie i ustawicznie będę się zastanawiał nad ubóstwem, zamiast nim żyć... Nie jest łatwo złapać właściwy kierunek, wyważyć wszystko odpowiednio, w życiu zakonnym również, nawet w takim zakonie jak nasz, który ma w serce wpisane ubóstwo... Bo ono nie dotyczy tylko materii...

Choćby ostatnie zdanie Jezusa - wielu pierwszych będzie ostatnimi... Można prowadzić subtelną grę pozorów... Zewnętrznie ubogim, można być bardzo zamożnym w przywileje, w zaszczyty, w pochlebstwa... To trochę jak z wałami przeciwpowodziowymi - z jednej strony poprawisz, a woda wdziera się z drugiej... Zastanawiam się czasem nad swoimi motywacjami, na ile są one jeszcze święte, żywe i doskonałe, a na ile zostały przytłoczone przez codzienność i rutynę... Stanął mi przed oczami obraz boksera, który cały obolały stoi na ringu i wie, że trzeba walczyć do końca, co więcej, wciąż ma nadzieję na zwycięstwo, ale czuje się chwilami tak, że najlepiej położyłby się na deskach i rozpłakał... Nie ma sił...

Co tak naprawdę dla mnie znaczy być ubogim dziś, być solidarnym z ubogimi? Może problem z przebudzeniem polega na tym, że nie ma prześladowań... Jezus powiedział, że ubogi dla Niego, stokroć tyle otrzyma wśród prześladowań... Może one rodzą prawdziwe ubóstwo z ducha. Kiedy człowiek nie czuje się bezpieczny, nie ma głowy do zbierania zapasów - tych materialnych, ale i wszelkich innych... Jakiś czas temu czytałem świadectwo pewnej siostry zakonnej z jakiegoś komunistycznego kraju... Mówiła, że jej zgromadzenie wiele lat zastanawiało się nad ubóstwem, aż przyszło państwo i zabrało im cały majątek... I wówczas zrozumiały... Jak sama mówiła - szkoda, że w taki sposób i szkoda, że tak późno...

Ubóstwo jako szkoła odejścia od siebie - od swoich planów, marzeń, zachcianek... Nawet tych najbardziej szlachetnych, ale moich... Nawet tych dla Jezusa, ale moich... Aby pozwolić Jemu się poprowadzić i Jemu decydować... Kto będzie moją matką, bratem, gdzie będzie moje pole i jaki będzie mój dom... Do wielu rzeczy przywyknąć łatwo... Zmiana klasztoru, zmiana wspólnoty... To na razie proste... Ale korekta marzeń, planów, wizji... To dużo trudniejsze... I tu widać związek ubóstwa z posłuszeństwem, ba, z czystością również, bo przecież i ona jest doświadczeniem konkretnego braku, konkretnego wyrzeczenia... Życia nie wystarczy, żeby zgłębić temat... Ciągle staje przed oczami pytanie - jak? w jaki sposób? Od odpowiedzi wiele zależy... Bo łatwiej wielbładowi przejśc przez ucho igielne, niż...

A wczoraj wieczorem byłem na spotkaniu przewodników grup Elbląskiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę... I zobaczyłem, że wszystkie grupy mają jakieś trudności i kłopoty. Trochę mnie to pokrzepiło, bo jak patrzę na kalendarz i na fakt, że do pielgrzymki pozostały tylko dwa miesiące, to czasem drżę... Nie mamy jeszcze porządkowych (może czyta te słowa ktoś, kto widziałby siebie w tej roli - czuwania nad bezpieczeństwem przemarszu - jeśli nie wiecie jak, to bez obawy, planowane jest szkolenie), nie ma muzycznych, nie ma medyków... No wszystko w proszku. Ale każdego dnia mówię - Panie Jezu, to Twoja grupa, jeśli TY nie zadziałasz, to ja niewiele zrobię. I wierzę, że jakoś to będzie... 

No i trwam w przygotowaniach do weekendu formacyjnego dla młodych, który już w najbliższy piątek się rozpocznie... Jak zwykle tłumy... Na dziś zgłoszonych czterech... Bokser na ringu... Walczę więc dalej:)

Podziel się: