Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

ON jest darem...

2010-05-23

Mili Moi...

Ci uczniowie, których dziś widzimy w Wieczerniku ewangelicznym to nie wspólnota – to grupa zalęknionych, pełnych obawy ludzi. Strach ich dzieli, zamyka na siebie. Chociaż są razem łączy ich tylko ogrom niepokoju i lęku…

Łączy ich także niewiara w słowa niewiast, które przecież już rano były u grobu i zwiastowały im zmartwychwstanie… To niemożliwe! Zbyt żywe jest wspomnienie piątku… Lęk nie pozwala im się spotkać z Bogiem żywym i ze sobą nawzajem…

Tak sobie czasem myślę, że niejeden kościół parafialny, może nasz też, pełni rolę takiego wieczernika, do którego ludzie się schodzą, bo nie bardzo wiedzą dokąd iść… I to bynajmniej nie jest oskarżenie… raczej stwierdzenie faktu.

Z tą tylko różnicą, że wielu wcale nie lęka się świata, bo mają poczucie, że żyją z nim w dobrej komitywie i ze strony świata nic im grozić nie może. Lęk raczej dotyczy bardziej fundamentalnych spraw – zdrowia, życia, szczęścia…

W tym oczywiście ludzie pomóc nie mogą, więc ludzie mnie nie interesują, ci w kościele również. Jedyni Bóg może tu coś zdziałać… Ale czy ON aby jest? Czy żyje, czy działa?

Być może przychodzisz od wielu lat i nic i żadnego doświadczenia, nic się nie zmienia… Być może to taka polisa, którą trzeba opłacać cotygodniową wizytą, bo jak nie, to nie wypłacą mi nic w chwili nieszczęścia…

Być może to jest też doświadczenie uczniów, do których boleśnie dociera, że każdy coś tam wniósł do wspólnoty, a tu nastąpił krach, kryzys dużo większy, niż ostatnio przeżywała Grecja… Wszystko się skończyło i co dalej?

Siedzą razem, ale każdy myśli o sobie, o swojej porażce… A może też obmyślają plan jak tu wrócić do rodzin, do dawnego życia, do starych obowiązków… Przecież jakoś trzeba się ratować, żeby jak najmniej stracić…

I nagle w tym lęku pojawia się Jezus… Tak po prostu, z pewnością zupełnie niespodziewanie… Staje pomiędzy nimi i pokazuje im rany mówiąc – pokój wam…

Wyobrażacie sobie to zaszokowanie uczniów? On skoncentrował ich wzrok na sobie i zniknął cały lęk. Wszystko, co dotąd ich oddzielało, zamykało w sobie, zniknęło… Pojawia się radość, kiedy tylko Go zobaczyli…

Wcześniej pozwolili się zahipnotyzować lękowi, teraz ON to przerywa i tu następuje pierwsze wyzwolenie…

Po chwili przemawia do nich drugi raz – jak Ojciec mnie posłał, tak i ja was…

Nie jest to byle jakie posłanie, nie jest to jakiekolwiek posłanie… Ale posłanie samego Jezusa. Bo tak jak Jego posyła Ojciec, tak ON ich… 

Ale ich, czy nas? Czy to słowo tylko na wczoraj, na wówczas?

Otóż słowo żywe i skuteczne mówi dziś do ciebie – chcę cię posłać… Ale mnie posłać do czego? Ja mam swoje sprawy, ja mam swoje lęki, obawy, niepokoje… one są ważne… dlaczego ich nie rozwiążesz???

Po tych słowach tchnął na nich – tylko trzy razy w całym Piśmie używa się tego słowa, które tu zastosował Jan – przy stworzeniu, na martwe kości u Ezechiela i tu…

I kieruje do nich prośbę – weźmijcie Ducha Świętego… To wezwanie i prośba, bo człowiek jest zawsze wolny i Jezus nie chce zmuszać…

Po co mają Go wziąć? Aby przebaczać, czyli tak naprawdę, aby przywracać życie, aby ożywiać na nowo, aby tchnąć na innych życiodajny strumień…

I to już poza nami prawda? Bo mówi do Apostołów, więc nas to nie dotyczy, tylko oni rozgrzeszają… Czy rzeczywiście nie do  wszystkich?

To posłanie potwierdzone 50 dni później nowym, potężnym zesłaniem Ducha wywaliło ich na drogi Jerozolimy i tam objawił się Kościół – jego powszechność i otwarte drzwi…

A wszystko zaczęło się od przerwanej hipnozy lęku…

Śmiem twierdzić, że wielu z nas nie wychodzi poza ten etap – hipnoza lęku… Przychodząc do świątyni nie odrywamy wzroku od siebie samych i trwamy w kontemplacji swoich spraw

Choćby trąby jerychońskie zagrały, nie zamierzamy rezygnować z wpatrywania się w siebie… Tymczasem Jezus przychodzi do tego lęku, staje z boku, daje Ducha – każdej niedzieli i posyła… To się dzieje naprawdę… Dlaczego więc tak wielu nie doświadcza żadnego smaku z tego spotkania?

Kiedy Paweł odbywa podróż misyjną, staje w Efezie wobec uczniów których pyta o to, czy otrzymali Ducha Świętego. Oni mówią, że nie słyszeli nawet, że istnieje… Ta ich pokora i bezradność sprawia, że natychmiast Go otrzymują i stają się świadkami Jezusa…

Dwie ważne rzeczy – uznać swoją bezradność… Nie znam Ducha. Dostałem na chrzcie, ale Go nie znam, przyszedł na bierzmowaniu, ale Go nie poznałem… 

Po wtóre – odejść od siebie, a skoncentrować się na Jezusie… Spojrzenie na Niego czyni z nas Kościół, czyni z nas wspólnotę. To On jest zwornikiem jedności…

To daje szansę, że dam się posłać. Bo rzecz jest wielkiej wagi… Mam przywracać życie. Niekoniecznie rozgrzeszając, ale przebaczając tam, gdzie mnie Pan stawia, głosić życie w Jezusie Jemu podporządkowując swoje własne…

Aby objawiać Kościół…

Bo różne są dary łaski i różne są rodzaje posługiwania, różne są wreszcie działania. Wszystkim objawia się jednak jeden Duch dla wspólnego dobra… Kto wierzy, nie jest sam, kto wierzy nie jest zakładnikiem swego lęku, kto wierzy, nie jest skoncentrowany na sobie… Stanowi jedno ciało z innymi i wraz z innymi jest posłany… To zbyt ważne…

Skoncentruj na Nim całą swoją uwagę… Nie daj się zahipnotyzować samemu sobie… Spójrz Mu w oczy i przyjmuj dar...

Podziel się: