Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

1450

2010-05-22

Mili Moi...

Dziś 1450 dzień mojego kapłaństwa... Nie jest to bez znaczenia, o czym za chwilę... Zresztą żaden dzień mojego kapłaństwa nie jest bez znaczenia...

Najpierw jednak chcę pozdrowić wszystkich czytelników, a szczególnie Panią Annę z Bawarii, od której dostałem bardzo miłą wiadomość, że tu zagląda i czasem "mnie czyta"... To niezwykła potęga internetu... Ja przyznam szczerze, że dzięki tym moim zapiskom sam siebie "czasem czytam" Ta narracja, którą tworzę, uczy mnie wiele o mnie samym, bo zupełnie inaczej jest, kiedy człowiek sobie zapisze swoje przemyślenia, aniżeli by tylko o nich "pomyślał". Wypróbujcie sami jak to jest zobaczyć to, co się samemu napisało... To zupełnie inaczej działa... Jestem więc w dość specyficznej szkole samego siebie. Niektórzy mówią, że to, co piszę jest za szczere, że to swoisty ekshibicjonizm duchowy... Moim jednak skromnym zdaniem, pisanie ma sens tylko wóczas, jeśli jest szczere. To, co prawdziwe jest nośne i jest potrzebne... Kiedyś Jacek Kaczmarski powiedział, że jeżeli człowiek ma coś do powiedzenia i jest to prawdziwe, jest w nim, to powinien o tym mówić, bo zawsze znajdą się tacy, którzy zechcą posłuchać... Cieszy mnie, że tacy wokół mnie są... A to, co tu piszę, niech służy na większą chwałę naszego Pana...

A zatem 1450 dzień... Zapisuję skrzętnie każdy przeżyty przy Jego sercu. Dziś stało się to dla mnie szczególnie istotne, bo uczestniczyłem w Łodzi, w drodze powrotnej z Krakowa, w święceniach prezbiteratu naszych młodszych braci w naszym, franciszkańskim seminarium. To szczególna chwila w życiu naszej zakonnej prowincji, bo oto zwieńczony zostaje etap formacji podstawowej i zyskujemy (my i cały Kościół, czyli przede wszystkim Wy) nowych kapłanów. Dziś abp. Ziółek wyświęcił ich czterech, w tym dwóch z naszej prowincji. W takich chwilach zawsze przed oczami staje moment, kiedy samemu leżało się na kamiennej posadzce, a w uszach brzmiały wezwania do świętych. Zawsze mnie wzrusza ten obrzęd nałożenia rąk przez biskupa i wszystkich obecnych kapłanów, ten radosny znak pokoju, ktory wszyscy sobie przekazują... Dziś Arcybiskup mówił w kazaniu o świętym Pawle, którego uwięziono pod koniec życia, ale żadne kajdany nie były w stanie powstrzymać jego zapału apostolskiego... Niezwykle mnie uderzyły te słowa. Choćby nie wiem jakie trudności się piętrzyły przed głosicielem Ewangelii, nie może on przestać czynić tego, do czego został powołany i posłany... Jakby na potwierdzenie tych słów, na zakończenie dnia, słuchając radia w samochodzie, usłyszałem słowa pewnego człowieka, dotyczące zupełnie innej sprawy, które zapisały się we mnie mocno - nigdy nie wolno się poddać, trzeba nieustannie się podnosić i iść do przodu... Przypomniałem sobie wóczas słowa autora Listu do Hebrajczyków - miejmy wzrok utkwiony w Chrystusa... Tylko On może mi dać tę siłę pokonywania trudności na drodze głosiciela, tych trudności, których będzie coraz więcej, tych trudności, które czasem są tak małe, a tak dotkliwe...

Choćby wczoraj - kiedy tylko przyjechałem do Łodzi, poczułem taki ból w klatce piersiowej, że natychmiast udałem się na izbę przyjęć pobliskiego szpitala, żeby sprawdzić co się dzieję. Muszę przyznać, że zostałem potraktowany z wielką miłością, szybko zrobiono mi badania i pan doktor stwierdził - proszę ojca, może i ojciec ma jakieś kłopoty sercowe, ale na pewno nie mają one związku ze zdrowiem, wszystko w porządku:) Boli do dziś, ale wiem przynajmniej, że to nie zawał... Drobiazg? Może... Ale zatrzymał mnie na chwilę i skłonił do pytania - czy jesteś gotów? Czy twój wzrok jest rzeczywiście utkwiony w Chrystusa? Czy gdybyś dziś miał przed Nim stanąć... I co Mu powiesz? Że nie brałeś właściwie urlopu przez ostatnie dwa lata, bo starałeś się pracować dla Niego, że nie miałeś czasu na codzienną medytację, bo jechałeś to tu to tam - dla Niego, że brakowało ci czasu na lekturę, bo starałeś się czynić tyle dla Niego... A On powie - Michciu, to nie świętość... to był pracoholizm... Uśmiecham się do tych myśli... Niemniej mam takie poczucie, że jeśli sam nie wyhamuję, to On to zrobi za mnie... Droga hamowania może być krótsza, albo dłuższa....:)

I wcale nie chodzi o to, żeby poddać się tym kajdanom, o których mówił abp. Ziółek, ile raczej o korektę spojrzenia, żeby ono rzeczywiście było utkwione w Nim i żebym rzeczywiście działał dla Niego. Żebym z takim samym zaangażowaniem medytował, jak głoszę, siedział w kaplicy, jak jeżdżę, dokształcał siebie, jak dokształcam innych:) Żebym nie był pracoholikiem, ale prawdziwym ewangelizatorem, żeby paradoksalnie samo pragnienie ewangelizacji mnie od Niego nie oddzielało... Bardzo dużo jeszcze muszę się nauczyć... Na razie jestem na etapie - być wszędzie, robić wszystko... A małe neony na tej drodze, ustawione przez Jezusa, wysyłają sygnał - nie wszędzie i nie wszystko... Pozwól mi decydować. A ja ciągle swoje - wszędzie i wszystko... Dobrze, że On jest cierpliwy...

A po święceniach nawiedziłem jeszcze s. Wiolę pracującą w Łodzi, z którą czasem coś tam działamy razem na polu powołaniowym... Szalenie miła wizyta, jak zawsze, choć ubogacona o spotkanie z trzema dzikami (nie pomyliłem się -  z dzikami) i gradem wielkości paznokcia, któy nas skutecznie zmoczył i "obtłukł"...

A jutro czuwanie dziękczynne za dar Ducha w naszej, elbląskiej parafii. Msza o 18.00 i adoracja z uwielbieniem po niej... Wszystkich z bliska (i z daleka) zapraszam serdecznie:)

Podziel się: