Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30
 
Grudzień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31

cisi bohaterowie...

2010-05-16

Mili Moi...

Jestem już w Krakowie po ciekawej podróży, która przypominała bardziej lot poduszkowcem, niż jazdę po drogach polskich... Dużo wody wszędzie... W Krakowie właściwie ulewa i dopiero co przestało trochę padać...

Ostatnie dni spędziłem w Częstochowie w znakomitym towarzystwie mojej wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym, ale także dwóch młodzieńców - Kamila i Krzysztofa, którzy jako dobrzy maturzyści pozwolili swoim umysłom nieco odpocząć i waletowali w moim pokoju "umilając" mi czas nocnymi gawędami... (dziś to odsypiam:)

Trudno powiedzieć, żebym skorzystał ze wszystkiego, co stanowiło treść spotkania na wałach jasnogórskich, bo jak wspominałem, jest czas realizacji młodzieńczych marzeń, więc przez pięć godzin oddawałem się swojemu ulubionemu zajęćiu, czyli spowiadaniu. W takich chwilach wciąż na nowo błogosławię Pana, że pozwolił mi być kapłanem... Kiedy jednam z Bogiem ludzi, którzy czekali na to 26 lat na przykład, to natychmiast mam takie pragnienie, żeby uklęknąć i podziękować Bogu, że uczynił mnie godnym uczestnictwa w tak niezwykłym wydarzeniu... A kilka takich spowiedzi było.... Ogromny powód do dziękczynienia...

Ale chcę wspomnieć o jednej bardzo ważnej rzeczy, którą usłyszałem podczas homilii na mszy, w której oczywiście mogłem już swobodnie uczestniczyć i słuchać. Otóż kaznodzieja mówił o walce duchowej... Potrzebowałem tych słów jak suchy step wody i wiem, że było tam wiele osób, które również na te słowa czekały. Chodzi o to, że poza walką o samego siebie, istnieje walka o innych. I w tym nie ma jeszcze nic nadzwyczajnego, bo to rzecz oczywista. Nadzwyczajna jest rola, którą w tej walce Pan Bóg zleca Odnowie w Duchu Świętym. A mianowicie - ewangelizacja. Nasza rola to wyrywanie demonowi naszych braci i siostry, którzy sa daleko od Pana. To, co mamy czynić to dzielić się naszym doświadczeniem Odnowy. Jeśli tego nie robimy, to w jakimś sensie sprzeniewierzamy się zamysłowi Bożemu co do nas i innych, a co za tym idzie, skazujemy również nasze wspólnoty modlitewne na powolne umieranie. Kaznodzieja wspominał o bohaterskiej nieraz postawie wielu świeckich, którzy mimo oporu duchownych proszą czy wręcz błagają o możliwość zorganizowania rekolekcji ewngelizacyjnych w parafii. I ja również podziwiam takich ludzi. Ich determinacja czasem mnie samego zawstydza. Znam takich wielu. Podobnie jak znam wielu kapłanów, do których drzwi pukają i się dopukać nie mogą... Dzięki Bogu są również i tacy księża, którzy mają otwarte serca i jest ich coraz więcej... Widzą po prostu potrzebę ewngelizacji i to potrzebę naglącą. O dziwo, podczas naszego spotkania na wałach, wśród duchownych było naprawdę wiele "siwych głów". A zatem to nie jest zależne od wieku, raczej od serca rozpalonego mocą Ducha.

Wyjechałęm pokrzepiony i rozpalony nowym zapałem, żeby pozwalać Panu coraz skuteczniej się mną posługiwać i żeby nie gasnąć, nie marnować ludzkiego entuzjazmu, tych chęci, które już są - trzeba je tylko odpowiednio skanalizować... Wierzę, że słowa z tej mszalnej katechezy w wielu serca odcisnęły piętno i będą tam brzmiały jeszcze długo...

Dziś natomiast dał mi Pan Bóg niezwykle ciekawe doświadczenie. Otóż tyrafiłem na Jasnej Górze na mszę w języku łacińskim. Spieszyłem się nieco, więc nie mogłem czekać na inną. A ostatni raz uczestniczyłem w takiej mszy jeszcze w seminarium. Piszę uczestniczyłem, bo w zasadzie nigdy po łacinie mszy nie sprawowałem. Pięknie było, choć drżałem kiedy musiałem sam kilka kwestii przez mikrofon odczytać... Całe życie człowiek się uczy...

Ale chcę też wspomnieć dziś o bohaterach, których miałem możność spotkać dzięki pewnej zakonnicy - dobrej i zatroskanej kobiecie. Dziś odwiedziłem Marka i Olę i ich.... sześcioro dzieci. Tu, w Krakowie. Nie znam zbyt wielu wielodzietnych rodzin, ale dziś znalazłem się pośród ludzi świętych i nie waham się tego powiedzieć. Dźwigają ogromną odpowiedzialność, jest im szalenie trudno, a w dodatku cierpią... zwłaszcza ze strony ludzi Kościoła. I tu ogarnął mnie głęboki wstyd. Bo pomoc, którą otrzymują, ogranicza się najczęściej do ironii lub krytyki. To pewnie potrafi każdy, ale im potrzeba czegoś zupełnie innego, zwłaszcza że są zupełnie osamotnieni w swoich zmaganiach... Chylę przed nimi czoła i myślę co ja sam mogę dla nich zrobić. A wiem, że muszę zrobić coś, żeby im pomóc, bo ich siły są wystawiane na ogromne próby... Proszę was o modlitwę za nich, naprawdę jej potrzebujuą. A to forma pomocy, którą może wyświadczyć każdy...

Podziel się: