Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

ślub majowy, grób gotowy:)

2010-05-11

Mili Moi...

Rzadko zdarza mi się reagować na komentarze pod moimi wypowiedziami. Nie taki sobie stawiam cel... Jeśli ktoś na tym blogu może dyskutować, to tylko goście:) ja się po prostu dzielę. Ale głos sceptyczki pod moim ostatnim wpisem prowokuje mnie jednak do pewnej odpowiedzi...

Tak, Bóg zawsze szanuje ludzką wolność. Sytuacja Pawła jest rzeczywiście szczególna, ale czy nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie innego jej finału? A gdyby Paweł zaparł się i mimo pewnej oczywistości sytuacji nie zdecydował się iść za Jezusem? Przecież mogło tak być... Przychodzi mi do głowy jeszcze bardziej drastyczny przykład - a Jonasz? Jego to już wyjątkowo Bóg ściga... I gdzie tu wolność... Ale może i Jonasz mógłby nadal uciekać, choć jego życie z pewnością stałoby się trudniejsze... Te dwa przykłady pokazują, że wolność jest dla Boga niezbywalną wartością, ale nie absolutną. Wolność absolutną ma tylko On i dlatego to On jest Bogiem, a my stworzeniem... Gdyby każdy gest naszej wolności wpływał na Boże decyzje, to cóż byłby to za Bóg. Bóg nie jest uzależniony od naszej wolności... Ale wiele rzeczy jest - choćby nasze zbawienie...

Ja widzę sprawę tak... Jest historia zbawienia, którą Bóg pisze dla świata... Ta wielka, której nasza wolność nie jest w stanie Mu popsuć. Zrobi ją z nami, czy bez nas... I ta mała, nasza, indywidualna, w którą Pan się nie ładuje z butami, którą szanuje i w której możemy mieć bardzo wiele do powiedzenia, bo jak się uprzemy, to Bóg choćby chciał, nie zbawi nas... Czasem jednak jedna i druga historia bardzo się ze sobą łączą i Pan potrzebuje właśnie tego, a nie innego człowieka do przeprowadzenia swojej woli. Wybiera go i skłania.. Ale gra uczciwie, mówi wprost, przekonując nie ukrywa niczego... Do Ananiasza mówi - idź do Pawła, bo ukażę mu ile będzie musiał wycierpieć dla mojego imienia... Z Jonaszem debatuje o krzewie, który jednej nocy wyrósł i usechł i o mieszkańcch Niniwy, na których Bogu tak zależy, że chciał ich ocalić i właśnie Jonasz był Mu do tego potrzebny... Jeśli Pan nalega na wolność człowieka, to zawsze stoi za tym wartość dużo większa, dla której nawet wolność nie powinna być przeszkodą... Wracam do tego, że zarówno historię Jonasza, jak i Pawła można sobie wyobrazić inaczej, gdyby powiedzieli Bogu jednak nie...

Dalej - to właśnie z miłości do ludzi, Bóg uczynił ich wolnymi... Cóż byłaby to za wolność, gdybyś musiała wierzyć w Boga...? Żeby wybrać, trzeba mieć tę możliwość... Świadome brnięcie w zło jest właśnie związane z wyborem przeciw Bogu... Bóg z miłości tego nie zaplanował, ale pozwolił człowiekowi wybrać. Jeśli pozwolił, to znaczy, że byliśmy gotowi takiego wyboru dokonać, bo Bóg nie zastawia na nas pułapek, aby nas skazać na wieczne potępienie. Podobnie przy nieświadomym brnięciu w zło ileż to osób Bóg wysyła, aby pomogły, oświeciły tego, kto błądzi... Wszystko jednak dokonuje się w sercu człowieka. Nic o nas, bez nas... Nie ma zbawienia na siłę, nie ma zbawienia z automatu, tylko dlatego, że jesteśmy ochrzczeni...

Jak wytłumaczyć obecność zła w świecie? Najłatwiej obwiniając za nie Boga... Robisz sceptyczko dokładnie to, co uczynili pierwsi rodzice w raju... Kiedy Bóg szuka Adama i dowiaduje się, że ten spożył zakazany owoc, słyszy - to kobieta mi dała i zjadłem (w domyśle - kto stworzył tę kobietę i mi ją dał?). Ewa mówi podobnie - wąż mnie zwiódł i zjadłam (a kto tego węża tu wpuścił, jeśli nie Ty Boże?). Z wężem już Pan Bóg nie dyskutuje... Ty piszesz - przez to, że Bóg szanuje wolność, za dużo bywa zła na świecie. Nie. To przez to, że człowiek ceni ją sobie tak mało, to przez naszą głupotę i niewiarę, to przez nasze błędne wybory i upór jest tyle zła na świecie. A Bóg z pewnością nie jest Jego autorem... Wolność sprawiła, że nawet aniołom pozwolił wybrać. Nie można kogoś kochać z nakazu i Bóg takiej miłości nie oczekiwał nawet od nich... I takiej nie oczekuje również od nas... A wolność... Jak czułabyś się nie wiedząc czy ją masz, czy nie, czy to jest ta chwila, kiedy sama decydujesz, czy Bóg robi to za ciebie... Pierwszy zarzut, który wówczas by się pojawił brzmiałby - dlaczego nie traktujesz mnie poważnie? sądzisz, że nie jestem w stanie żyć samodzielnie? 

Czy szanujemy i kochamy rodziców, współmałżonków, dzieci, którzy wszystko chcą zrobić za nas? Czy lubimy, kiedy ktoś decyduje za nas? Nie... I ubezwłasnowolnienie jest procedurą, któej się nie nadużywa... A w sprawach Bożych okazuje się, że tę wolę jesteśmy skłonni tak szybko sprzedać jakiemuś rajskiemu przybłędzie za kilki świecidełek... A Bogu, który jest jej dawcą i stwórcą mówimy nie i czynimy Mu zarzut, że jest odpowiedzialny za całe zło świata... W moim rozumieniu to nie jest uczciwe...

Przepraszam za tę wydłużoną odpowiedź, ale uznałem, że nie powinno to zostać w takim zawieszeniu... Dzięki sceptyczko, że czasem wkładasz kij w mrowisko, bo to rodzi myślenie... mam nadzieję, że i u innych czytelników tego bloga:)

A ja dziś przygotowuję się do jutrzejszej audycji w Radio Niepokalanów... Już dziś zapraszam... Kilka minut po godzinie 21...

Temat... Dość luźny, choć nie banalny i mało ważny... Zabobony i przesądy. Czy da się je pogodzić z wiarą i rozumem, czy mają znaczenie dziś, jakie są ich źródła, jakie mają konsekwencje, czy mogą być groźne...?

Poczytałem sporo na ten tremat, ale prawie umarłem ze śmiechu, kiedy dotarłem do zabobonów weselnych... Podzielę się ich garścią z wami i sami oceńcie...

Upadek obrączek podczas ceremonii nie wróży nic dobrego, jednak pod żadnym pozorem nie może ich podnieść żaden z przyszłych współmałżonków. Obrączki podnosi ministrant, lub ksiądz - odwraca to złą passę.

Podczas przysięgi ksiądz owija dłonie młodych stułą - w zależności od tego czyja dłoń znajdzie się na górze, ta osoba będzie rządzić w związku.

Powyższa wróżba spełni się także dla osoby, która pierwsza powstanie z klęczek po błogosławieństwie udzielonym przez kapłana

nałożenie obrączki na środkowy palec (nawet przez pomyłkę) symbolizuje zdradę. Należy też pamiętać na przyszłość że obrączki są gwarancją trwałości związku - ich zdjęcie w przyszłym życiu jest niczym zerwanie pląb gwarancyjnych i przynosi nieszczęście

Wszelkie pomyłki przy składaniu przysięgi małżeńskiej (np. klasyczne już "i nie dopuszczę cię aż do śmierci") wróżą radość i szczęście. Jest jednak jeden wyjątek. Przy nakładaniu obrączki nie wolno wypowiedzieć słowa "amen" po "...przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego".

Również zgubienie obrączek nie przynosi nic dobrego - oznacza stratę współmałżonka.

Nałożona pannie młodej obrączka aż po nasadę palca symbolizuje dominację pana młodego we wspólnym życiu.

Czuły pocałunek po przysiędze małżeńskiej symbolizuje wierność oraz uczciwość w przyszłym życiu - warto więc nie bagatelizować jakże zwykłego pocałunku.

Przy opuszczaniu kościoła należy uważać, aby tak jak przy wejściu nie potknąć się gdyż przyniesie to pecha.

Para młoda powinna trafić pod jak największy deszcz z ryżu - jest to symbolem płodności oraz zdrowego potomstwa.

pieniądze, którymi obsypywana jest para młoda symbolizują nie tylko udane życie materialne, ale także dominację finansową przez małżonka, który pozbiera ich więcej.

Pierwszą osobą, która składa życzenia parze młodej powinien być mężczyzna - najlepiej świadek.

Wśród osób składających życzenia parze młodej powinna znaleźć się osoba zupełnie obca (przypadkowa, która właśnie jest w kościele), symbolizuje to szczęście w małżeństwie.

W drodze do ołtarza para młoda powinna uważać, by się nie potknąć - wróży to potknięcia na nowej drodze życia.

Dodatkowo panna młoda powinna się uśmiechać, gdyż taka jak jej droga do ołtarza - takie całe życie.

Przy ołtarzu żaden z przyszłych współmałżonków nie ogląda się ani na boki, ani też za siebie - symbolizuje to odwrót i niechęć do współmałżonka.

Nakrycie rąbkiem sukni buta pana młodego symbolizuje, że w małżeństwie żona będzie go miała "pod pantoflem".

Płacz bądź też łzy panny młodej podczas mszy wróżą szczęście w przyszłym związku - nie ma się więc o co w takiej sytuacji obawiać

Świece na ołtarzu również decydują o powodzeniu, bądź też niepowodzeniu w związku:

jasny i prosty płomień - udane i szczęśliwe przyszłe życie,

świeca migota i kopci - życie usłane problemami

zgaśnięcie świec - najgorsza z możliwości - symbolizuje rozstanie.

Ogłaszam konkurs na waszym zdaniem najśmieszniejsze...

Podziel się: