Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

Matka i Królowa...

2010-05-03

Mili Moi...

Niedawno wróciłem z niedzieli powołaniowej w Kwidzynie i właśnie zauważyłem, że jest już 3 maja, a że spać coś nie mogę, to zasiadłem do komputera... Piękny dzień wczoraj spędziłem wśród braci. Troskliwi, życzliwi, pełni serdeczności... Dobrze być z nimi... Spotkałem się też z Łukaszem, który miał dla mnie dobrą wiadomość dotyczącą jego pomaturalnych planów i działań... Jak się domyślacie ma to związek z naszym duszpasterstwem powołań...:) W ogóle Kwidzyn to miejsce wielu dobrych spotkań i za wszystkie jestem Panu Bogu wdzięczny. Kilka osób potwierdziło swój udział w pieszej pielgrzymce na Jasną Górę... Same dobre wieści:)

A dziś znów we wszystkich kościołach Polski zabrzmi śpiew - Tyś wielką chlubą naszego narodu... Tak sobie myślę, czy rzeczywiście tak jest, czy to, co wyśpiewają za kilka godzin nasze usta jest zgodne z rzeczywistością... Święty Paweł w jednym ze swoich listów pisze o niektórych chrześcijanach - ich bogiem brzuch, a chluba ich w tym, czego powinni się wstydzić... W czym moja chluba na dziś?

W seminarium wiele razy słyszałem, że polska pobożność maryjna jest płyciutka, taka ludowa, że trzeba ją nieustannie oczyszczać z różnych, wręcz zabobonnych, praktyk... Być może tak jest. Być może nadużywa się sformułowania - przez Maryję do Chrystusa, może trzeba powiedzieć również - przez Jezusa do Maryi... Może... Niemniej myślę sobie o mojej relacji z Maryją... Jest ona chyba dość silna, choć bardzo mocno związana również z Jezusem. Śmierć mojej ziemskiej mamy i nieobecność w moim życiu ojca, sprawiły, że Maryja stała się kimś bardzo mi bliskim, opiekunką i troskliwą Matką... Trudno mi sobie wyobrazić wakacje bez pielgrzymowania do Niej, trudno wyobrazić sobie dzień bez choćby jednego dziesiątka Różańca... A kiedy jestem blisko jakiegokolwiek sanktuarium Jej poświęconego, nie wyobrażam sobie minąć go bez złożenia Jej wizyty... Małe i drobne gesty. Ale czy to wystarczy, żeby powiedzieć, że się Nią chlubię?

Dziś przeczytałem historię pewnego błogosławionego oblata, kapłana, który w czasie okupacji był wychowawcą kleryków. Gestapowcy nakazali mu, aby sformował grupę, która będzie rozbijać przydrożne figury Maryi. On oczywiście tego nie zrobił, a do swoich wychowanków zwrócił się - jesteście wolni, ale oblat nigdy nie zrobi takiej rzeczy... Mała-wielka sprawa...

Wziąć Ja do swojego życia niczym Jan spod krzyża. Troszczyć się o Nią i pozwolić się ogarnąć Jej zaufaniem, że Jezus zwycięży, że nie wszystko skończone. Zaufać Jej bezgranicznie, bo to przecież Matka Pana... Są wspaniałe przykłady, choćby święty Ojciec Maksymilian... Ale nie tylko on... Znam pewną siostrę zakonną, która zmieniła zgromadzenie, bo szukała tak bliskiej więzi z Maryją, że oceniła wspólnotę, w której żyła jako zbyt mało z Nią zjednoczoną. Dziś jest szczęśliwa w bardzo maryjnym zgromadzeniu...

Żyjemy w czasach wielkiego kryzysu ojcostwa. Młodzi ludzie są ściślej związani z matkami, niż z ojcami. Może to jest przyczyna niesłabnącej popularności choćby wakacyjnego pielgrzymowania... Nie wiem. Choć z drugiej strony na nabożeństwach majowych pustki... Za moich czasów (jakkolwiek śmiesznie to brzmi) przynajmniej maturzyści Jej towarzyszyli, bo wierzyli w Jej pomoc i Jej troskę... Wszystko się zmienia...

Niemniej mam takie wewnętrzne przynaglenie, żeby pogłebiać nieustannie więź z Maryją. Głęboko wierzę, że to w żaden sposób nie może zaszkodzić więzi z Jezusem. Bo gdzie Ona, tam i On. Kiedy mówię Maryja, to Ona natychmiast mówi - Jezus. Kiedy modlę się za Jej przyczyną, wyobrażam sobie, że Ona natychmiast klęka przed Nim i mówi - zobacz, Michał czegoś potrzebuje... I choć nie jestem miłośnikiem pieśni - lecz kiedy Ojcec rozgniewany siecze, szczęśliwy kto się do Matki uciecze, to jednak mam pełną ufność, że w Jej obecności nawet mój grzech mniej gniewa dobrego Boga...

Chcę głośno wypowiadać słowa - Tyś wielką chlubą... Moją wielką chlubą. Nie wiem czy narodu naszego również... Obawiam się, że z każdym rokiem mniej, bo ciągle topnieją zastępy "ciemnogrodzian" i "moherowych beretów", naród dąży do pełenej niezależności myślowej od wszystich i od wszystkiego. Co na tym zyska? Czas pokaże... Ja wbrew wszystkiemu chcę wierzyć, że i w tym roku nie zabraknie chwalących łaki umajone, góry, doliny zielone, że pod wiejskimi krzyżami i w miejskich świątyniach będą się spotykali ci, dla któryh Ona zawsze była i jest ważna, że się nie zniechęcą... I razem będziemy Jej powierzać maturzystów, którzy już nie przychodzą, rodziny, które cierpią na brak ojców, teologów zaniepokojonych Jej nadmierną czcią, wszystkich, którzy wątpią o Jej serdecznej obecności w życiu Kościoła...

Maryjo! Szczerze bym chciał, żeby nasz naród zawołał głośno i wyraźnie - Tyś wielką chlubą, naszą chlubą...

Podziel się: