Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

kryzys bez lęku...

2010-04-17

Mili Moi...

Trwamy w naszym skupieniu w Gdyni... Obecnych jest pięciu młodych, którzy zjechali z różnych miejsc, aby wsłuchać się w wołanie Boże wobec ich życia, ich spraw, ich powołania... Ja właściwie mam tu gościnne występy, bo za ten weekend odpowiada o. Michał z Gdyni, mój współbrat, z którym razem tworzymy ekipę powołaniową... Dziś więc spędziliśmy sporo czasu na zwiedzaniu naszego kościoła w Gdańsku, który jest piękny, stary i wielki... Dziś sam dowiedziałem się, że jest drugi co do wielkości, zaraz po kościele Mariackim. Oprowadził nas i opowiedział o kościele o. Tomasz, który jest jego rektorem i odpowiada za jego renowację. Zna więc w nim każdy zakamarek i każdy szczegół historii. Ma zresztą wielkie zasługi dla wyglądu tej świątyni, który zmienia się z każdym rokiem. Potem obeszliśmy jeszcze kilka miejsc, a za chwilę msza święta i kolejna nauka, a dzień podsumujemy adoracją Najświętszego Sakramentu...

Kiedy słucham dziś Słowa, to myślę sobie, że ten apostolski Kościół również borykał się ze sporymi napięciami wewnętrznymi i nasza współczesna sytuacja nie za bardzo od tych standardów z Dziejów Apostolskich odbiega. Tam też ktoś czuł się niedoceniony, pominięty, ktoś miał inne wyobrażenia, a ktoś jeszcze snuł swoje wizje i plany... Tam, gdzie są ludzie, tam sa też różnorakie napięcia i kryzysy. Chyba nie należy się tym przerażać... Dziś na przykład, na ulicach Gdańska przeżyłem również takie różnice w postrzeganiu spraw poniekąd z wiarą związanych. Kiedy stanęliśmy w południe z chłopakami, aby na dźwięk syren uczcić minutą ciszy ofiary katastrofy, podeszła do mnie starsza kobieta i z wyraźną złością w głosie zauważyła - a o dzieciach zabitych w łonach matek to nikt nie pamięta... Nie odpowiedziałem, zresztą pani szybko odeszła... Ale pomyślałem sobie - ile napięć w jednym tylko człowieku, a co dopiero mówić o całym Kościele. Tyle osób, z których każdej się wydaje, że jej sposób myślenia jest tym właściwym i słusznym. I nie ma się co obrażać, ale chyba na takich przykładach warto uczyć się pokory. Każdemu z nas potrzeba jej więcej. Mnie na pewno... Czasem bowiem i ja sądzę, że tylko ja mam rację i nie może być inaczej, czasem przychodzi pokusa narzucania innym swojego postrzegania sprawy... Nauczyć się dialogować, to, jak po wielokroć już pisałem, zupełnie co innego, niż nauczyć się dyskutować...

Apostołowie rozwiązują te napięcia w bardzo przemyślny sposób. To, czego dotyczą, obsługa stołów, dzielenie jałmużny, z pewnością nie musi dokonywać się przez ich posługę. Mogą się tym zając inni. Co więcej, mogą oni zostać wybrani przez wspólnotę, żeby każdy poczuł się odpowiedzialny i miał poczucie, że od niego zależy oblicze tej rodziny... Mądre i skuteczne. Spór został zażegnany. A przy okazji mamy lekcję, że nic ponad głoszenie Słowa i modlitwę nie powinno absorbować pasterzy... Właściwe ustawienie kierunków posługi...

Pasterze nie mogą stracić z oczu Jezusa... Jeśli to się stanie pojawia się tylko lęk, który wyolbrzymia kształty i wprowadza w grę pozorów... Tak stało się w sytuacji z Ewangelii, o której czytamy dziś. Jezusa nie ma z Apostołami w łodzi i kiedy się pojawia, ale jest daleko, ich strach podpowiada im fantastyczne wizje, aż do tej, że mają do czynienia ze zjawą. Kiedy przybliża się do nich i rozpoznają Go, strach znika, a ich łódź natychmiast znajduje się przy brzegu. Cud za cudem, znak za znakiem... Chwilę po rozmnożeniu chleba doświadczają kolejnej interwencji. I to właśnie wówczas, kiedy byli skłonni o Jezusie zapomnieć, kiedy ich wiara był uśpiona, spowita przez ciemności... Kiedy rozum śpi, budzą się demony. A kiedy wiara śpi? Rodzi się lęk. A kiedy człowiekowi towarzyszy lęk, nie ma szans na właściwe odnalezienie się w sytuacji kryzysu, takiego czy innego... Żeby pokonywać codzienne, mniejsze i większe kryzysy, trzeba pozbyć się lęku. A żeby to było mozliwe, trzeba być blisko Jezusa, usłyszeć wyraźnie Jego - nie bójcie się, to ja jestem...