Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30
 
Grudzień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31

wiara i tradycja...

2010-04-03

Mili Moi...

Na pierwszym roku studiów spędzałem święta w seminarium – podczas procesji rezurekcyjnej moja rola była prosta – wraz z Krzyśkiem mieliśmy wynieść do zakrystii figurę Pana Jezusa z grobu… Kiedy to robiłem poczułem się jakbym wykradał ciało Jezusa, jakbym realizował zarzut faryzeuszów – uczniowie zakradli się w nocy i wykradli Jego ciało…

Ale pomyślałem też – czy kiedy procesja wróci, ktoś zauważy, że figury nie ma w grobie, czy ktoś na to zwróci uwagę… A Pana Jezusa wynieśliśmy do schowka przy czułym komentarzu zakrystianina – czekaj sobie Panie Jezu na przyszły rok… do zobaczenia…

Do zobaczenia? Na następnym przedstawieniu, na kolejnej sztuce, w którą aktorzy włożą wiele wysiłku…

Na diakonacie przeżyłem piękną Wigilię Paschalną, cudownie przygotowaną, pośród służby liturgicznej, złożonej z ludzi, których nigdy przedtem i nigdy potem nie widziałem przy ołtarzu, ba, a nawet w kościele…

Nad ranem ocierali pot z czoła i żegnali się słowami – to do zobaczenia za rok… dobra robota… a nawet żartobliwym - i znowu zmartwychwstał…

O co w tym chodzi? Jakie za rok? To nie teatr z powtarzalnym repertuarem, nie przedstawienie, na które czekamy ten jeden raz w roku…

Gdyby to ode mnie zależało, wprowadziłbym do liturgii Wigilii "obrzęd kruszenia figury". Dałbym proboszczowi młotek i dłuto, żeby ją zmiażdżył i rozdał po kawałku wam, obecnym w kościele – żebyście przez cały rok mogli przypominać sobie patrząc na te kawałki, że nie ma Go tam… zmartwychwstał… Żebyście mogli sobie PRZYPOMINAĆ…

Przez cały Wielki Post głosiłem rekolekcje w pięciu różnych miejscach… Tysiące rozmów, setki spowiedzi… I jedna smutna refleksja… o JEJ BRAKU.

Brak refleksji nad wiarą i jej znaczeniem dla naszego życia jest zabójczy. Wprowadza rytualizm i obrzędowość, spłyca nawet największe misteria ograniczając je do tradycji. Sprawia, że po wyjściu z kościoła dopada nas taka sama BEZRADNOŚĆ, jaka towarzyszyła dzisiejszym niewiastom z Ewangelii…

Nie ma sił, żeby się zmierzyć z rzeczywistością, ona jest zbyt trudna. Tak jak niewiastom, towarzyszy nam lęk i przerażenie… i wiara nie ma na to żadnego wpływu. I to jest prawdziwy dramat…

Czym różni się życie człowieka niewierzącego od wierzącego?

Tym, że ten drugi z rana czyni znak krzyża, a pierwszy od razu włącza radio?

Tym, że ten drugi poza niedzielną wizytą w centrum handlowym musi jeszcze znaleźć czas na mszę święta, a ten pierwszy jest od tego wolny?

Czy normy, nakazy, zakazy, zwyczaje i tradycje zmienią, są w stanie odróżnić nasze sposoby podejścia do cierpienia, śmierci, uczciwości, życia rodzinnego?

NIE – PO TYSIĄCKROĆ NIE…

Bo nie prawo nas wyzwala, nie nakazy i zakazy, ale Jezus, który jest obecny z nami aż do skończenia świata…

Dziś wraz z tymi młodzieńcami z Ewangelii kieruję do was ich słowa – PRZYPOMNIJCIE SOBIE, JAK WAM MÓWIŁ BĘDĄC JESZCZE W GALILEI – SYN CZŁOWIECZY MUSI BYĆ WYDANY W RĘCE GRZESZNIKÓW I UKRZYŻOWANY, LECZ TRZECIEGO DNIA ZMARTWYCHWSTANIE…

Wtedy sobie przypomniały… I tu rodzi się wiara! Ona jest nieustannym przypominaniem sobie, co On mówi… 

I dlatego ona rodzi się ze słuchania tych, którzy chcą mi przypomnieć… I taka wiara łączy się z przekonaniem, że Słowo jest zawsze prawdziwe – niezależnie od tego, co przeżywam, co czuję, co dzieje się na zewnątrz mnie samego…

Tylko taka wiara daje odpowiedzi na pytania… Co więcej, tylko taka wiara rodzi pytania, których nam dziś bardzo brakuje… Kto dziś zadaje pytania?

Może chodzi o to, żeby nikt, ze mną samym na czele, nie uznał, że czegoś nie wiem…

A może po prostu boję się odpowiedzi…

Ale jakie pytania? Otóż fundamentalne, najbardziej podstawowe, ale i najbardziej znaczące dla mojego życia…

Kim Jezus Chrystus jest dla mnie?

Jaka jest Jego rola w moim życiu?

Czy On ma mi coś do powiedzenia?

Czy interesuje mnie w ogóle co On może chcieć mi powiedzieć?

Czy o cokolwiek Go w życiu pytam?

A nade wszystko – jakie znaczenie ma dla mnie fakt Jego zmartwychwstania, co On zmienia w moim życiu, do czego prowadzi…

I wierzcie mi – uczciwie stawiam sobie to pytanie od rana. Jest bardzo trudne i nie mam odpowiedzi… Ale nie przestanę go sobie stawiać o świtaniu, zamierzam poszukać odpowiedzi…

Jeżeli zaś nie ma żadnych pytań i żadnych odpowiedzi, to… podsumowując ewangelicznie – słowa te wydały im się czczą gadaniną i nie dali im wiary…

Jeśli brak pytań i odpowiedzi, to wobec tego – do zobaczenia za rok… na pewno będzie równie piękne Triduum, jak w tym roku… w końcu tak nakazuje TRADYCJA...