Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

ŻYCIE... CUDEM JEST...

2010-03-29

Mili Moi...

Uprzejmie donoszę, że żyję... jakoś... jeszcze... Nie zaglądałem tu od wielu dni z dość banalnej przyczyny... Otóż głosiłem rekolekcje w tak niewielkich wioskach, że mój internet nie pozwalał się zalogować nawet do poczty, a co dopiero dokonać jakiegokolwiek wpisu... 

Dni płyną dość leniwie, dlatego, że wspomniane rekolekcje nie są nadwyczaj absorbujące.... Jeszcze trwają... Ostatnia seria w Raczynie, niewielkiej wiosce pod Chodzieżą (kościół na zdjęciu). Tu właściwie tylko trzy nauki dziennie. Ale mimo tego o odpoczynku nie ma mowy. Sama świadomość tego, że jednak jestem "w pracy" sprawia, że czuję się już mocno zmęczony... Ale ufam, że po powrocie do domku, w Wielki Czwartek, Pan pozwoli mi nieco odetchnąć... Nie za długo rzecz jasna, ale... choć przez chwilę...

Błogosławię Pana każdego dnia za budzącą się wiosnę. Kiedyś nie znosiłem tej pory roku. Dziś jestem nią zachwycony. Kiedy popatrzyłem dziś na pola otaczające plebanię, kiedy rzuciłem okiem na bocianie gniazda, już zamieszkałe, kiedy rano przy kawie posłuchałem śpiewu ptaków... Aż chce się żyć... 

Ostatnie dni spędziłem nad Zalewem Wiślanym, w Mikoszewie i Jantarze... Codzienny spacer nad morzem, piękne zachody słońca... Każdego dnia więc na nowo odkrywam potęgę miłości Boga, widzę Jego dzieła, zachwycam się, że pozwala mi w nich uczestniczyć i pozwala mi to wszystko rozumieć i widzieć.... Tak wielu nie jest do tego zdolnych... Dziś właśnie w Koszalinie odbywa się pogrzeb ostatniej siostry mojej babci... Kobieta, która miała mniej, niż mało do czynienia z Panem Bogiem w swoim życiu. Kiedy dowiedziałem się o jej śmierci, pomyślałem sobie - ciociu droga, jak bardzo musisz być teraz zaskoczona, stojąc w obliczu Tego, w którego nie wierzyłaś za życia... Modlę się za nią w duchu chrześcijańskiej miłości, ale też przez wzgląd na moją babcię, która była jedyną wierzącą osobą pośród swego rodzeństwa i bardzo się zawsze o nich martwiła, o ich zbawienie, o przyszłość... Dziś już wszyscy są po tamtej stronie... Daj Boże, żeby mogli się spotkać... I oby wszystkim zaśpiewały ptaki, pieśń nadziei, tak jak nam tu na ziemi...

Przyznam szczerze, że Wielki Post minął mi nadzwyczaj szybko. To pewnie przez ogrom zajęć... Trochę żałuję, bo najbardziej lubię ten okres. On mi tak bardzo unaocznia Miłosierdzie Boże, które nie ma nic wspólnego z tolerancją i akceptacją, ale jest pełne sprawiedliwości i mądrej miłości, wymagającej miłości... Zbliżają się Święta, które znów są pełne marzeń... O czym? Otóż ja zawsze marzę, żeby spędzić je przed Panem, nie zajmować się niczym innym, jak tylko adoracją i refleksją nad tymi wielkimi tajemnicami... Jeszcze nigdy nie udało mi się zrealizować tych marzeń, bo duszpasterskie zaangażowania nie pozwalają na taki luksus... Ale może w tym roku... Zawsze przychodze wieczorem na adorację Jezusa w Kaplicy Przechowania, albo w Kaplicy Grobu Bożego i... zasypiam ze zmęczenia... Tak bardzo chciałbym, żeby w tym roku było inaczej... Posiedzieć i pomyśleć...

W trakcie głoszonych rekolekcji, pod wpływem rozmów i spowiedzi, zauważyłem, że to wysunęło się na plan pierwszy mojego głoszenia... Pobudzać do myślenia, do refleksji. Zauważyłem, że wiele osób przeżywa swoją codzienność zupełnie bezrefleksyjnie jeśli chodzi o Boga i Jego sprawy... Ten temat poza kościołem właściwie dla nich nie istnieje... Wielka strata... Gdyby każdego dnia, choć chwilę pomyśleć o Nim, postawić sobie fundamentalne pytania - kim On dla mnie jest? jaka jest Jego rola w moim życiu? co On ma mi do powiedzenia? czy o cokolwiek Go pytam? itd... Jestem przekonany, że nasze życie wyglądałoby inaczej... Do wielu osób Bóg nie ma nawet najmniejszego dostępu... Poza niedzielną mszą, na której i tak się nudzą, nie ma tematu... I bynajmniej nie jest to powód od grzmiących potępień, ale raczej do serdecznej zachęty i do nauki... Po katechezie o modlitwie miałem sporo spowiedzi, w których ludzie mówili - ojcze, ja się nie umiem głęboko modlić... I to jest wielka prawda, za którą my, kapłani, ponosimy sporo odpowiedzialności... Zamiast uczyć kontaktu z Bogiem, wolimy często moralizować... uczyć prawa, a nie Ducha... Kiedy patrzę na swoje kaznodziejstwo, bywa podobnie... To jest łatwiejsze... I choć z pewnością również ważne, nawet bardzo ważne, to bez fundamentu, czyli bez zachwytu Bogiem samym, budujemy religię dobrego człowieka... Czyli - nie ważne jak wierzysz (niektórzy nawet mówią - nie ważne w co wierzysz), ważne, żebyś był dobrym człowiekiem... I to jest wielce zubażające człowieka...

Bardzo chciałbym wytrącać z równowagi, a może raczej ze "świętego spokoju", prowadzić do refleksji - czym ty żyjesz? i czy to, czym żyjesz rzeczywiście wystarczy? Rodzą mi się pomysły na kolejne rekolekcje... I chwała Bogu... Niech Życie przyjdzie z wiosną... do nas wszystkich... Świeże myślenie i radość z odkrywania Najwyższego...