Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

pozdrowienia od Matki Reginy...

2010-03-19

Mili Moi...

No trudno powiedzieć, żeby te dwa dni przerwy w głoszeniu upłynęły mi na wypoczynku, ale po kolei... Najpierw wielkie dzięki tym, którzy zajrzeli tu siedząc przed swoimi komputerami w Bolszewie i powiedzieli te wszystkie ciepłe słowa... Nie zasługuję na nie z pewnością, są zbyt wzniosłe i nie ma tu fałszywej skromności... Ja naprwdę nie robię nic wielkiego. Po prostu wypełniam swoje obowiązki starając się korzystać z darów, które Pan Bóg we mnie złożył... Dlatego oby wzrastała chwała Jego przez dziękczynienie wielu... Wówczas i ja będę szczęśliwy... Niemniej dzięki wam... To był naprawdę piękny dla mnie czas. I nawet to zmęczenie smakuje dzięki wam zupełnie inaczej... Jeśli Pan Bóg pozwoli to jeszcze się spotkamy...

A po powrocie do domu - uzupełnianie ksiąg finansowych, płacenie rachunków, bieganie po bankach, podlewanie kwiatków... W końcu trzy tygodnie nie było mnie w domu. Do tego jeszcze szlifowanie konferencji dla sióstr na spotkanie, które właśnie się rozpoczęło... No i życzenia świąteczne... Bo to ostatnia chwila, żeby je przygotować... Oczywiście nie jestem z nich zadowolony, bo do takich rzeczy trzeba namaszczenia i czasu... Ale chyba muszę przywyknąć już do tego, że nawet tak ważne rzeczy jak dowody pamięci, będę robił w biegu... Ufam więc, że Pan Bóg pozowli mi odpocząć w Królestwie niebieskim, bo na razie nie ma na to czasu...

Dziś jeszcze udało mi się wyspowiadać kilka osób.... To ci, którzy zdecydowali się ustawiać terminarz swoich grzechów pod moje wyjazdy - czasem sobie tak z nimi żartuję... Ale są oni dla mnie wielką radością. To, że chcą korzystać z mojej posługi w spowiedzi, czy kierownictwie, nawet wówczas, gdy muszą poczekać na mój powrót, albo złapać mnie w tych krótkich chwilach pobytu w domu.

A żeby było jeszcze weselej, to właśnie dziś przywieziono mi jeszcze resztę mebli do kuchni... Stół i krzesła dopełniły dzieła pod hasłem "remont"... No i na to wszystko jeszcze imieniny w naszej wspólnocie klasztornej, co wiązało się z dużą ilością braci gości, którzy nas dziś nawiedzili... Dwa dni, a tyle wrażeń...

Jednak po południu dotarłem już do Ornety na kilka chwil duchowego relaksu... Tak, bo tak włąśnie postrzegam moje spotkania z siostrami... Tak jak one słuchają, nie słucha bowiem nikt, a w ich towarzystwie zawsze Pan Bóg zwraca mi uwagę na te elementy życia zakonnego, które uciekają mi w codziennym zabieganiu... Zatem to chyba ja bardziej korzystam z nich, niż one ze mnie... A może korzyść jest obopólna... Mam taką nadzieję...

Zaraz po przyjeździe rzuciło mi się w oczy to, co zawsze mnie zachwyca... Zjechały się młode siostry do domu, w którym przebywają raczej staruszki... Jak wielką musi być to dla tych sędziwych matek radością, jaką nadzieją... Hasło adoracja - i zaraz zakrystianka biegnie, ustawia mnóstwo małych świeczuszek na ołtarzu, szuka lampki, która podświetli monstrancję, a wszystko to w ogromnej radości, że może służyć... Jemu i tym młodym... Kolacja wyborna... Oczywiście mogłyby się tu jeszcze trzy takie grupy najeść - ale to po to, żeby wam niczego nie brakowało... I jak tu ich nie kochać... Moja charyzmatyczna miłość do sióstr zakonnych (z której zawsze żartowali moi bracia) w takich chwilach szczególnie rozkwita i się umacnia... Bezinteresowność  szczęście z prostych rzeczy - że są goście, że w domu gwarno, że jest dla kogo ugotować, że jest komu się modlić w kaplicy...

A w te dni mam mówić o ubóstwie... I Pan Jezus zrobił mi ze świętym Franciszkiem piękny prezent... Otóż po wejściu do kaplicy rzuciła mi się w oczy wielka figura... świętej Klary! Pomyślałem sobie - a ty kochana skąd tutaj...? Siostry katarzynki nie mają bowiem rodowodu franciszkańskiego... A ona nic, tylko się do mnie uśmiecha... I wówczas pomyślałem sobie - jak dobrze, że tu jesteś Klaro... W czasach kiedy bracia mniejsi pisali do papieża, aby złagodził im Franciszkowe, charyzmatyczne ubóstwo, Ty pisałaś do niego, aby pozwolił ci zachowywać je w sposób heroiczny, co było czymś niezwykłym dla ówczesnych zakonnic... Umierałaś przyciskając przywilej papieski do piersi... Przywilej gorliwego, skrajnego ubóstwa.... Nie mógł nam Pan Bóg dać chyba lepszej patronki na te dni... I Jemu za to chwała... A Ty Klaro nas po prostu poprowadź...