Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

nie zdejmę krzyża....

2010-03-17

Mili Moi...

Nie nadążam ostatnio z regularnymi wpisami, wybaczcie, ale dynamika rekolekcyjna na to nie pozwala... A czasem po prostu jestem już tak zmęczony, że tylko paść na łoże i nie myśleć o Bożym świecie...

Wczoraj mieliśmy "nabożeństwo zapoznania i początku świętości" z młodymi, których przychodzi bardzo dużo, biorąc pod uwagę, że te spotkania są tylko dla chętnych... Każdy mógł wczoraj podejść i kładąc rękę na księdze Słowa Bożego, wypowiedzieć swoje imię... Mówiliśmy o świętości, która jest normalnym stanem chrześcijańskiego życia, a właściwie powinna być... Pomagał nam w tym Jan Paweł II, bo co miesiąc, 16 dnia miesiąca, młodzi modlą się tu o jego rychłą beatyfikację... Ale przeżyłem chwile wielkiego wzruszenia, co rzadko mi się zdarza, kiedy głoszę Słowo... Mianowicie, kiedy młodzi zaśpiewali gromko - nie zdejmę krzyża z mojej ściany, za żadne skarby świata... Przyznam szczerze, że odpłynąłem:) Popatrzyłem na Pana Jezusa wystawionego w Najświętszym Sakramencie i poczułem ogarniającą mnie ogromną falę spokoju. Dopóki są jeszcze tacy młodzi, którzy chcą przyjść, słuchać, modlić się, pomyśleć o życiu.... to jest nadzieja... Wczoraj znów tak bardzo dobitnie, namacalnie, emocjonalnie, wewnętrznie odczułem przeogromną radość z bycia księdzem, franciszkaninem, zakonnikiem... A jakoś szczególnie dotarła do mnie świadomość mojej roli w przywracaniu nadziei... Pan Bóg zwraca moją uwagę co jakiś czas na inny aspekt mojego kapłaństwa. A tu, w Bolszewie, poprzez rozmowy, które mogłem odbyć z różnymi ludźmi, zobaczyłem jak bardzo tej nadziei potrzeba... I to nie w wydaniu taniego pocieszyciela, ale w najgłębszej, z serca płynącej ufności, że Bóg jest większy i może się uporać z każdą trudnością...

Wiele razy już o tym mówiłem, ale tym razem poczułem to bardzo wyraźnie... Mianowicie, patrząc na Szawła pod Damaszkiem, który dyszy żądzą zabijania, który sieje trwogę i jest nieobliczalny w swojej pasji niszczenia, a po chwili leży w prochu ziemi i tracąc wzrok musi być prowadzony za rękę przez swoich towarzyszy, doświadczyłem jakoś potężnie, że dla Boga naprawdę nie ma nic niemożliwego i w jednej chwili może zmienić wszystko nie do poznania, nie do uwierzenia... I to jest prawdziwe źródło nadziei dla wielu, którym się wydaje, że ich problemy przerastają ich całkowicie i nic nie da się zmienić... Wszystko może się zmienić w mgnieniu oka, bo wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy... A zatem podobnie jak Jezus do Jaira, mówię sobie i wam - wierz tylko... Wiara jest niesamowitym bankiem nadziei...

Dziś w tej wierze spotkam się z ludźmi, których przychodzi naprawdę bardzo dużo (już dawno nie głosiłem rekolekcji przy takiej frekwencji) na mszy z modlitwą o uzdrowienie, którą tradycyjnie kończę rekolekcje... Chcę stworzyć taką szansę wielu ludziom, aby mogli rzeczywiście wejrzeć w siebie i z nadzieją powierzyć Jezusowi swoje troski, żeby oczekiwali wiele, bo im więcej oczekujemy, tym więcej On może nam dać, nasze serce staje się szerokie i otwarte...

Doświadczam też radości przebywania we wspólnocie młodych braci kapłanów, pijarów, którzy rzeczywiście dbają o mnie bardzo, z miejscowym proboszczem na czele... To też jest radość i kolejne źródło nadziei... Szacunek i miłość w Kościele, pomiędzy pasterzami jest czymś szalenie ważnym, a czasem gdzieś umyka w ferworze zajęć, w zabieganiu codzienności... A zwykłe małe gesty mogą stać się naturalną przestrzenią odpoczynku duchowego po wytężonej pracy... Dlatego choć fizycznie jestem padnięty, to duchowo i psychicznie umacniam się w ich gronie...

A zatem zabieram miecz i idę do kościoła bo za chwilę czeka nas obrzęd pasowania na rycerzy... Całe mnóstwo dzieciaków jest chętnych do przystąpienia do tego dzieła... I jest przy tym oczywiście niemało radości... Z nimi też musiałem się oswoić....:) Chodzi o to, że siedzą w ławkach i słuchają.... To coś nowego - nie gadają, nie przeszkadzają, nie trzeba ich uspokajać... Ach, te Kaszuby:)