Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

przebaczyć, aby żyć...

2010-03-09

Mili Moi...

No na razie to tu jeszcze tak nie wygląda, ale kuszę was możliwościami... Kołobrzeg jest piękny, nawet późną zimą, albo wczesną wiosną, jak kto woli...  I bardzo lubię to miejsce... Trwam w rekolekcyjnym szaleństwie i dziś zastanawiałem się jakiego obrazu użyć, żeby napisać o swoich wrażeniach... Pomyślałem - walec, a może nawet walec wibracyjny:) Oczywiście jeśli chodzi o głoszenie Słowa, to jest cudownie, jak zawsze. Dorośli słuchacze obecni ciałem i duchem, dzieciaki reagują fantastycznie, jak to dzieciaki, młodzież gimnazjalna... no cóż, trzeba napisać... jak to młodzież gimnazjalna... Ale i tu czasem coś wyrywa ich z odrętwienia... Najczęściej są to słowa klucze. Na przykład masturbacja, prostytucja... Ożywają na chwilę, ale tylko po to, żeby zaraz na nowo popaść w zwyczajny dla nich stan...

Dziś to już naprawdę poczułem się zmęczony... Stąd ten walec... Nie wysiada mi głos (gardło skutecznie zalewam kisielkiem kilka razy dziennie - to działa), ale wysiada mi kręgosłup - od stania i podskakiwania z dzieciakami... Zobaczyłem jednak, że najskuteczniejszym lekarstwem na zmęczenie są... kije. Po takim intensywnym spacerze, wszystko z człowieka schodzi... Polecam gorąco...

A jutro apogeum... Kończymy z jednymi, a zaczynamy z drugimi... Mam nadzieję, że jakoś dam radę:)

Żeby było weselej, to w wolnych chwilach przygotowuję katechezy o ubóstwie dla sióstr, które mam nawiedzić w połowie miesiąca... Na nudę więc nie narzekam...

Dziś Ewangelia o siedemdziesięciokrotnym przebaczeniu... Pamiętam, że stała się ona dla mnie jednym ze źródeł mojej pracy magisterskiej. Fascynuje mnie ta świadomość niespłacalnego długu, który jest nam darowany przez Boga, ilekroć o to poprosimy. Potrzeba tak niewiele, a może tak wiele. Mam wrażenie, że dla wielu dziś prosić o przebaczenie, to jedno z największych upokorzeń, na które musieliby się zdobyć... My przecież dorośliśmy, staliśmy się niezależni, samowystarczalni, a wszelkie krzywdy, rany, trzeba sobie wrzucić w koszta. Zarówno te otrzymane, jak i te zadane... Taki świat... Gdyby taki był świat, to niech go ktoś zatrzyma, bo ja wysiadam. Nie jest "taki" świat i nie może takim się stać... Takie może być tylko serce człowieka. Ale czy powinno? Kiedy patrzę na ludzi, gdy odprawiam msze z modlitwą o uzdrowienie, to wcale nie mam wrażenia, że ta powyższa charakterystyka człowieka jest prawdziwa... Ani do ran otrzymanych, ani do zadanych nie da się przywyknąć. I próżno nazywać to dojrzałością, dorosłością, samowystarczalnością... Jeśli człowiek jest wewnętrznie złamanay, to nie jest szczęśliwy. I tylko Bóg może to złamanie naprawić. A jedyne, czego potrzba, to poprosić... o przebaczenie... Boga i człowieka. Potem samemu chcieć to przebaczenie ofiarować... Chcieć, co nie znaczy móc. On zrobi resztę. Ale bez prośby i ofiarowanego przebaczenia trudno oczekiwać, że rany się zabliźnią, że szczęście wróci... I niby są to prawdy oczywiste, i czasem słyszę - przecież już to ojciec tyle razy mówił... A jednak wciąz mam wrażenie, że trzeba to powtarzać od nowa, że ciągle trzeba mówić o wadze przebaczenia... To prawdziwa walka o siebie, o swoje życie, o swoje zdrowie wewnętrzne... Dlatego nie siedem razy, ale siededziesiąt siedem razy... Proś o przebaczenie i przebaczenie ofiaruj, aby żyć...