Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

deszcz wzmocnień...

2010-03-04

Mili Moi...

1371 dzień mojego kapłaństwa i ostatni dzień mojego dwudziestodziewięcioleteniego życia upłynął mi w szkole w Krakowie... Piszę, że ostatni, bo mam nadzieję, że dzień jutrzejszy również mi Pan Bóg podaruje tu na ziemi. Ale będzie to pierwszy dzień mojego nowego, trzydziestoletniego życia. Tak. Jutro skończę 30 lat. Symboliczny koniec młodości dokonuje się na moich oczach. Wchodzę w tak zwany okres pierwszej dojrzałości... Co czuję? Sam nie wiem. Rok temu pisałem, że wieko od trumny goni, a człowiek nadal daleko w polu... I nic się nie zmieniło, poza tym, że dystans między mną, a wspomnianym wiekiem się zmniejszył... Czy urodziny to dla mnie nadal najsmutniejszy dzień w roku... Chyba nie, choć nadal tak gadam... Jutro zamierzam spotkać się z Mamą, tą najważniejszą, Jezusową, w Częstochowie... Pokornie skłaniam głowę i proszę Jezusa przez Jej przyczynę o czas na nawrócenie, bo to jedna wielka potrzeba, którą w sobie noszę...

Nasza sesja w szkole jest poświęcona właśnie potrzebom. I choć wskoczyłem nieco w środek zajęć, bo jestem tu od środy, i szczerze obawiałem się, że nic z tej sesji nie skorzystam, bo nie złapię już dynamiki utraconych dni, to jednak Pan jak zawsze okazał się nadzwyczaj hojny dla mnie i poczyniłem kolejne odkrycia. Nimi się cieszę, choć nie będę się nad nimi rozpisywał, bo są natury mocno sercowej (znaczy się intymno-wewnętrznej:)

Ale przyglądamy się kryzysom w życiu Piotra i naszym własnym kryzysom. I dziś podczas medytacji o zaparciu się Jezusa przez Piotra, o jego zdradzie, podziękowałem za nią Panu Bogu, bo z Piotrem utożsamiam się od lat, głównie myślę tu o kwestiach temperamentalno-charakterologicznych. Dziękowałem więc Panu, bo skoro jemu się przydarzył taki kryzys, to i ja muszę zaakceptować, że w moim życiu różne kryzysy się zdarzają. A to jest dla mnie bardzo trudne. Nie ma we mnie zgody na "ojca Michała w kryzysie". Ciężko zaakceptować swoją słabość i niemoc, trudności z wiarą i wiernością. Pokusa duchowego terminatora czyha na mnie i czasem bierze mnie w swoje posiadanie. Jako ten, który ma prowadzić innych, pomagać im przeżywać kryzysy, nie mogę sobie pozwolić na "kryzysowanie". Błąd! Mogę i muszę, bo kryzys jest naturalnym elementem ludzkiego życia i wiary. Bez niego nie ma rozwoju, a wszystko zależy od sposobu jego przeżywania. Zresztą pisałem już o tym kiedyś...

Piotr wyraża trzy ważne prawdy... Nie znam Go - chcąc skłamać, powiedział prawdę. Nie zna i nie rozumie Jezusa... Nie jestem... - to tak, jakby mówił - bez Niego mnie nie ma... Nie wiem co mówisz - czyli zupełnie nie rozumiem rzeczywistości. To prawdziwy szczyt zagubienia, kryzysu... Piotr próbuje iść za Jezusem, choć w pewnym oddaleniu, próbuje zrealizować obietnicę - z Tobą do więzienia i na śmierć... Ale po swojemu, jak zawsze po swojemu... A to przekracza jego siły i udać się nie może... Ten, który ma przewodzić wspólnocie Apostołów, kóry ma być skałą, oparciem dla Kościoła, zamienia się w hałdę piachu.... miałki i nijaki... strwożony wobec "jakiejś służącej"...

Jeszcze jedna ważna rzecz się tu wydarzyła... A nazywa się ona "deszcz wzmocnień"... Stąd ten tron na zdjęciu... Dziś każdy z nas siadał na podobnym tronie, a grupa kilkunastu dorosłych mężczyzn mówiła za co go ceni i co się im w nim podoba... Bardzo mało takich komunikatów miałem w życiu... Raczej pamiętam sporo wymagań... Dlatego była to dla mnie ważna chwila, a słowa, które usłyszałem od braci kapłanów przyczyniły się do mojego wewnętrznego umocnienia... Wszystkie grupy robiły to samo i gdybyście mogli zobaczyć tych szczęśliwych kapłanów na kolacji... Wszyscy uśmiechnięci, wszyscy zmotywowani, wszyscy umocnieni... Co usłyszałem? Zacytuję niektóre dobre słowa, które mnie dotyczyły, a zostały zapisane na białej karcie papieru i wręczone mi, żebym pamiętał...

Łatwość prezentacji wypowiedzi, otwartość, życzliwość, szczerość, konkretność, zaangażowanie, pogodne nastawienie do życia, radość, odwaga, elokwencja, otwartość na dialog, upór w pracy, pokonywanie trudności, żywiołowość, ciepło, łatwość nawiązywania kontaktów, uśmiech, inicjatywa, pogodny styl bycia, przyjacielski, spontaniczność, zatroskanie o innych, oddanie powołaniu, pracowitość, inteligencja, pomysłowość... Te cechy dostrzegli we mnie dorośli mężczyźni i wyartykułowali mi je patrząc mi w oczy... Spróbujcie powiedzieć kilka ciepłych słów swoim dzieciom, swoim bliskim... To prawdziwy deszcz, który pomoże im wzrastać, który zaspokoi ich potrzebę bycia wartością... Żeby nie musieli szukać tego na bezdrożach życia i nie byli zlaknieni, bo wówczas istnieje niebezpieczeństwo, że będą tę potrzebę zaspokajać byle gdzie... A to może być trujące...

A, i proszę, westchnijcie za mną, bo jutro w nocy, podczas czuwania maturzystów diecezji elbląskiej na Jasnej Górze, mam im poiwedzieć coś o pięknie miłości Bożej... Oby Duch wiał na nas potężnie.. na mnie i na nich:)