Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30
 
Grudzień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31

ofiara...

2010-02-24

Mili Moi...

No i trwamy w wesołym gronie maluchów... Jeśli nie staniecie się jak dzieci... Ale ja po tym tygodniu nie wiem czy mam szansę:) Niespożyta energia w tych skarbach tylko pogłębia moje poczucie bycia wapniakiem... Kiedy ja wieczorem mam ochotę tylko położyć się spać, one zaczynają się dopiero dobrze bawić, co siostrę Barbarę przyprawia o "nerwicę welonową" (cokolwiek to jest, ale przynajmniej jestem twórczy). Niemniej zdałem sobie sprawę dzięki nim, że za kilka dni nadejdzie kolejny, doroczny, najsmutniejszy dzień w moim życiu, dzień, który przełamię magiczną granicę o imieniu "trzydzieści"... I tu właśnie kończy się młodość... Kiedy byłem w ich wieku, trzydziestoletni człowiek był dla mnie niebywale stary, a taki wiek był nieskończenie odległy... Jak to się szybko zmieniło... Ale to, za czym tęsknie najbardziej, to beztroska... Ileż ja bym dzisiaj dał za możliwość poleżakowania o 13, którego tak nienawidziłem w czasach przedszkolnych... Ile bym dał za możliwość "poganiania się" z chłopakami po starym hotelu, niedaleko sztumskiej plaży, po którym dziś nie ma już śladu... To były czasy... Byliśmy tam na każdej przerwie... Ale mnie na wspominki wzięło:) No ale jak może być inaczej, kiedy w domu taka wesoła gromadka...

Ale jest jeszcze coś, co w takich chwilach mocno staje przed oczami i to jest dużo trudniejsze, niż świadomość upływającego czasu. A mianowicie OFIARA... To słowo wysoce niepopularne, ale w życiu zakonnym dośc aktualne, związane z codziennością... A dziś mam na myśli taką ofiarę, która dociera do świadomości młodego człowieka kilka lat po rozpoczęciu życia zakonnego... A mianowicie... Nikt, nigdy do ciebie nie powie TATUSIU... Kiedy wokół ciebie rosną pociechy twoich przyjaciół, kiedy dostajesz smsy od rówieśników z prośbą o modlitwę o dobry poród, kiedy widzisz na ulicy młodszych od siebie facetów z wózkami, kiedy wreszcie do domu rekolekcyjnego, którym zawiadujesz zjeżdża wesołą gromadka... Nawet skała by zadrżała:) To nie jest smutek i żal... to raczej zwykła tęsknota ludzkiego, męskiego serca, którą całkiem świadomie złożyłem na ołtarzu podpisując księgę profesji zakonnej... To dowód, że Pan Bóg niczego nie zabiera, a mnichy nie są mniej normalni w tej kwestii od wszelkich innych grup społecznych. Dziś składam to Jezusowi na ołtarzu ponownie... i za każdym razem jest to tak samo trudne. Ale wierzę, że za każdym razem On to przyjmuje z miłością...

Dziś o znaku Jonasza mówi Pan... Tak pomyślałem, że najczęściej za ten znak uważa się przebywanie Jezusa w grobie. I pewnie słusznie. On przebywa we wnętrzu ziemi, jak Jonasz we wnętrzu ryby. Ale czy nie można w tym znaku Jonasza widzieć również Jezusowego posłuszeństwa, które jest oczywiście znacznie doskonalsze, niż Jonaszowe... Posłuszny Jezus, który wypełnia wolę Ojca wobec ludzkości, którego Ojciec posyła z misją... Oczywiście, jak każde porównanie, tak i to, ma sporo słabych punktów i nie zamierzam przelewać za nie krwi. To raczej taka duchowa intuicja, która pokazuje mi Jezusa udoskonalającego niedoskonałe posłuszeństwo Jonasza, Jezusa, który nie zżyma się, że Jego misja się powiodła i świat został zbawiony, a nie potępiony, Jezusa, który nie ucieka przed tym, co nieuchronne, a takie trudne... Niełatwo dziś być prorokiem. Zresztą, kiedy było łatwo? Miło, kiedy słuchają, gorzej, kiedy szyderczo wołają - posłuchamy cię innym razem... Za kilka dni wyruszę w kolejną "misję apostolską"... Z jakim odbiorem się spotkam...? Dorośli, ubrani w schematy kultury i dobrego wychowania być może będą szemrać wracając z kościoła, ale młodzi... o nie... ci powiedzą wprost, powiedzą, albo pokażą... I jakoś nie sądzę, żeby odziani w wory pokutne zasiedli na popiele, rezygnując ze smacznego posiłku... Nie w tym jednak rzecz... Oby tylko ich zainteresować Jezusem... A On zrobi resztę... Obym potrafił Go pokazać, obym był posłuszny Jego tchnieniu, obym Go sobą nie zasłonił...

A tu jeszcze jedno wspomnienie z warszawskich rekolekcji... Ile w tym radości:)