Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

post musi boleć...

2010-02-19

Mili Moi...

No i rozpoczął się Wielki Post, kres roku kościelnego, który lubię najbardziej, ma on dla mnie najgłębszy duchowy wymiar... Trwam do jutra w skupieniu rekolekcyjnym z moimi sześcioma wspaniałymi... Wchodzimy w Słowo i tym razem przyglądamy się św. Piotrowi i jego drodze z Jezusem... Poza modlitwą rzecz jasna jest wiele czasu na bycie razem, budowanie wspólnoty, co chyba wychodzi nam naprawdę dobrze. Nie wszyscy niestety do nas dotarli z różnych, niezależnych od nich często przyczyn, ale to nic... Dajemy sobie jakoś radę...

Ten Post zaczął się dla mnie szczególne boleśnie... Być może przeżywaliście kiedyś taką sytuację, gdzie ktoś ważny dla was, mówi wam takie rzeczy o was, że oczy robią się coraz większe i chcą wyskoczyć z oczodołów... Coś takiego mi się przydarzyło... Przy najszczerszej woli dostrzeżenia siebie we wspomnianym opisie, nie udało mi sę znaleźć przypisywanych mi cech w sobie, a naprawdę próbowałem mieć wobec siebie sporo krytycyzmu. Taką kiedyś przyjąłem zasadę. Ilekroć ktoś zwróci mi uwagę, tylekroć postaram się bliżej temu przyjrzeć i stanąć przed sobą w prawdzie... Tym razem również to uczyniłem...  Ale odczytuję to w jakimś nadprzyrodzonym duchu... Pytałem Pana dlaczego akurat w Środę Popielcową usłyszałem wiele cierpkich słów, dlaczego właśnie w ten dzień zostałem odrzucony... I odczułem, że to moje cierpienie, bo rzeczywiście cierpiałem i cierpię do dziś z tego powodu, może być cennym wkładem w dzieła, które przede mną... Usłyszałem - nie próbuj zrozumieć, ofiaruj... Słowo musi się zrodzić w bólu... Może te wydarzenia, które przede mną, wymagały również mojej ofiary, do której okazja właśnie w tym wydarzeniu się pojawiła... Kiedy już w taki sposób zacząłem na to patrzeć, jakby na potwierdzenie tego kierunku, nadeszły mailem słowa od innej ważnej osoby, które były dokładną odwrotnością tego, co usłyszałem wcześniej... Tak jakby Bóg wylał balsam na moje serce i dał do zrozumienia, że ofiara została przyjęta... Czy boli mniej? Chyba nie... Ale ugruntował się sens tego wydarzenia... Coś się kończy i coś się zaczyna...

Dziś zacząłem medytować tajemnice Męki Pańskiej... Chcę tym wypełnić mój Post, chcę do tych prawd się zbliżyć... Spojrzałem dziś na Getsemani według opisu św. Marka... Pierwsze, czego doznałem, to ogrom zawstydzenia, także wobec sytuacji, o kórej pisałem powyżej... Ja często miewam pokusę ucieczki z Getsemani, podczas, gdy Jezus w nim trwa, zatrzymuje się, przeżywa ból... Bardzo odnalazłem się w uczniach, którzy snem zmorzeni nie wiedzą, co mają Jezusowi powiedzieć, gdy Ten do nich przychodzi... Nie umieją czuwać, nie umieją się modlić... W chwili, kiedy Jezus tak bardzo potrzebuje wspólnoty, oni się wycofują, kiedy On tak bardzo liczy na ich choćby milczącą obecność, oni są zdolni tylko do milczącej nieobecności... Są gotowi na objawienie Bożej chwały, ale nie są gotowi na przyjęcie ludzkiej słabości Jezusa, a ta dziś objawia się w całej pełni... Trwoga, którą On odczuwa, którą przeżywa, nie daje się uchwycić w słowach... Upada i modli się, drży na całym ciele... Mówi do Piotra Szymonie... Jakby chciał podkreślić to, co ludzkie w tym, który przewodzi Aposotołom... Bądź ze mną w swoim człowieczeństwie, w swej ludzkiej naturze,w  swojej słabości... Zobacz swoją ludzką kondycję, abyś mógł zrozumieć moją... Rodzi się we mnie wielkie pragnienie odzyskania tej godziny, którą stracił Piotr - jednej godziny nie mogłeś czuwać... Nie wiem jeszcze jak, ale chcę ją odzyskać... Być z Nim...

W Ogrodzie objawia się również wielkie zaufanie i posłuszeństwo Jezusa... I to mnie zawstydza... Ta czułość i zażyłość, intymność, z jaką zwraca się do Ojca... Ja sam doświadczyłem już kilku sytuacji bardzo trudnych w swoim życiu, przez które Ojciec mnie przeprowadził, ale odnajduje w sobie perspektywę zwątpienia... Mianowicie lękam się, czy nie stoi przede mną sytuacja, w której zawiodę, w której nie będę zdolny do takiego zaufania... Pokusa duchowego terminatora, pokusa ucieczki w sen... A może własnie należy zmierzyć się z własną kruchością, przeżyć własną niedoskonałość, zaakceptować siebie lichym, biedakiem Boga, trwać w tej świadomości, że nie ma we mnie mocy, bo moc jest z Niego...

Jezus chyba musi doświadczać swoistej porażki formacyjnej... Nie udało Mu się ich wychować do tej chwili... Nie udało Mu się mnie wychować do tej chwili... Może dlatego prosi - oddal ode mnie ten kielich... Daj mi jeszcze czas, oni jeszcze nie są gotowi... Wstyd mi, że nie widzę Go modlącego się, że nie widzę padającego, że nie potrafię Go zrozumieć... A Jezus... Jakiej wielkiej obcości musi doświadczać w tej chwili... Samotny wobec najbliższych, nikt Mu nie towarzyszy... Wstyd... Dzś chcę przeżyć mój wstyd, który ściska mnie za gardło... Czuję go wręcz fizycznie... Ściska mi serce...

Zaczął się Wielki Post... niech boli...